Podobno z gówna się bata nie ukręci- taka mądrość ludowa. A skoro mądrość i ludowa – to już ideologia.
Bo skoro ze wszystkiego na świecie można zrobić ideologię, to idealnie do tego nadaje się- niepodzielnie nam i mi osobiście- panujące Ego.
Można snuć miliard historii na temat jego pochodzenia. Ja znam jedną- tę która dotyczy tylko mnie.
Dzięki wspaniałemu systemowi- nie tylko edukacyjnemu, ale społecznemu, gospodarczemu i religijnemu- moje Ego rosło jak na drożdżach, przykrywane jeszcze- dla zdrowotności-ciepłą pierzyną zasad i reguł.
Rozwijało się prawidłowo, według nakazów i zakazów- chodziło na msze, przeziębione dostawało polopirynę, czasami było upokarzane złą oceną w szkole.
Do tego ustawowo szczęśliwa rodzina i jazda na rowerze w letnie popołudnia.
Rosło sobie w najlepsze- zagarnęło tyle mechanizmów obronnych ile tylko można sobie zamarzyć- część przyszła sama z siebie, albo od kolegów w szkole, których ciężko nazwać przyjaciółmi, a część w nagrodę za złe oceny sprezentowali nauczyciele i rodzice.
Całkiem prawidłowy rozwój- dopóki, system nie pierdyknie. A się zdarza- mi się zdarzyło. Owo pierdyknięcie, to chwila, w której- zupełnie przez przypadek dostrzegłam w zupełnie dla mnie obcej osobie- siebie samą. Potem w innej usłyszałam siebie, a szczyt pierdyknięcia- to moja ulubiona czerwona koszula w kratkę na kimś innym.
Ego się rozpadło, do tego jeszcze odblokowały się przepływy energii i uśmiech drzew.
Nie wiem co będzie dalej- może dla kogoś wydać się to zbyt naiwne- ale na teraz- bez Ego to mi wszystko jedno- skoro i tak myślisz moje myśli. Napisałabym, że może to menopauza, gdybym nie uważała, że zrobiono z niej ideologię, kryzys wieku średniego też się nie nadaje, bo nie wiedzieć czemu- należy do mężczyzn-jest do wykorzystania jeszcze pełnia księżyca, albo przesilenie każdej pory roku- no nie wiem.
Ale może zostanę z Ego jako z ideologią, z której niewiele da się ukręcić.