Talent

Powiedzmy, że istnieje ten chrześcijański Bóg- pisany z dużej litery. A teraz wyobraźmy sobie, że przychodzi nam się z nim spotkać. Z przykrością zawiadamiam, że prawdopodobnie w czasie tego spotkania, już nie będziecie żyć. Mimo wszystko jednak- mimo martwości- będziecie świadomi tego spotkania. A może inaczej- dla dobra samej siebie- załóżmy, że ja się z nim spotykam.
Jestem całkiem świadomie martwa, więc nie dziwią mnie zastępy aniołów i to, że spotkanie odbywa się w zachmurzonych chmurach. Bóg jak to Bóg -jest olbrzymi i brodaty.
Anioły zawodzą jakiś skoczno-sentymentalny szlagier, wywołując przy okazji na planecie Ziemii, sztormy, śnieżyce i lawiny, dopóki, któryś z nich nie zmieni nuty na bardziej słoneczną.
Ale wracając do spotkania. Trochę cwaniakuję, bo przecież mam przegadane ze Wszechświatem, i ja do poddanych chrześcijańskich owieczek nie należę. Przynajmniej moja dorosła, otwarta część serca z tą ideologią nie koresponduje. W każdym razie- sprawa wygląda tak- gdyby teraz przyszło mi stanąć przed Bogiem, to co on by mi powiedział?. Sadowska oczywiście nie wiesz, ale gdyby- zastanów się – no dobra.
Więc źle nie jest. Ogólnie według standardów- człowiek ze mnie dobry- Bóg litościwie kiwa głową- kocham paru ludzi, siebie prawie też, zwierzęta i rośliny nawet całkiem bardzo.
Sprawa nie skomplikowana, do odhaczenia, pieczątka następny. Świetnie, gdyby nie ironia i trzech aniołów krępujących mi ręce i nogi. Bo- nie uwierzycie- to nie spotkanie- tylko rozprawa sądowa, a wyrok nie zapadł. Robi się dziwnie. Ja nie mam sobie nic do zarzucenia- no dobra parę miłosnych przewinięć, jakaś drobna manipulacja, trochę złorzeczenia- ale bez przesady.
No i jeszcze coś- jakby niekomfortowego- skulona, zapłakana dusza w asyście oskarżycieli , która jak się okazuje- jest przyczyną i skutkiem mojego oskarżenia. Bo podobno, nie realizowałam jej planu, z którym przyszła na ludzki świat. Wyobrażacie sobie? A skąd ja mogłam wiedzieć o planie, skoro ze mną nie gadała- jasne, pomruki i chwile uniesienia- to ci dopiero konkretna rozmowa. Tak potwierdzam- były archetypy- ale nie było we mnie wiedzy; owszem miłość i wdzięczność też była- ale żeby za tym pójść musiałabym wykonać dodatkową, ciężką pracę w formie zaufania.
Czekam na ten wyrok, no i się doczekuję- Ja Bóg chrześcijański na mocy prawa, które jest bo jest, bo tak lepiej dla wszystkich innych, ogłaszam cię Sadowska winną nie wykorzystania talentu, pasji, powołania- jakkolwiek to nazwać- a mianowicie tego, co najlepsze w tobie od zawsze i na zawsze. Ogłaszam cię winna, przebywania w strefie komfortu, przemilczenia a czasem zagłuszania ciszy, w której rodziła się twoja istota ku doskonałości. Sadowska do cholery, coś ty zrobiła ze swoim talentem- czyli cząstką mnie zamkniętą w tobie? Skoro Jung mówił, że cień trzeba zintegrować- to czy nie naturalnym jest, że talent trzeba zirytować? Wsadzić go w mrowisko, zahipnotyzować, oderwać od podłoża- a najważniejsze- nauczyć się nim żyć. Zirytować- powtarzam- i powtarza- Sadowska talent to nie pisanie- to wywołanie tym pisaniem uśmiechu i łez. To nie perfekcyjny kształt rzeźby, ale czyjeś życie w niej zamknięte. To nie obraz wiszący na ścianie, ale ten, który ciągle widzisz pod zamkniętymi powiekami. I pomyśl przez chwilę- czy istnieje ktoś bardziej obdarzony talentem niż ten, kto potrafi obdarowywać i przyjmować miłość. Czyż może istnieć większy artysta ever? Tyle od chrześcijańskiego Boga pisanego z dużej litery.
Najgorsze, co można zrobić złego, światu i sobie, to zrezygnować z siebie, ponieważ to Ty jesteś największym talentem jaki posiadasz- i tak sobie myślę, że każdy bóg , każdego świata , a nawet sam Wszechświat, też Ci to powie.

Dodaj komentarz