Szłam sobie rano- leżąc jeszcze w łóżku – i spotkałam Irytację. Jak zwykle wyglądała tak jakoś znajomie- ponuro, wyszczerzone zęby, rozbiegane oczka, podskakujący krok i falujący biust. Ubrana była jak zwykle w habit- a upał jak cholera. Po chwili jednak zmieniła się w słowa, a potem znowu w człowieka- bo tak naprawdę to z niej taki kameleon jest. Zamienia się płcią z kimkolwiek, kto akurat się napatoczy, zamienia się w myśl, jak tylko wyczuje, że jakaś się zagubiła. Może być mną albo Andrzejem, Jarkiem a nawet Krystyną. Może być jaśniejącą gwiazdą polskiej polityki, choć ja stronie od polityki -to przez Andrzeja do niej wracam. A wracać nie chcę- a jednak wszechobecne tęcze uśmiechają się do mnie przez łzy. No i jak tu być obojętnym, kiedy wraz z tęczą na niebie tańczy Irytacja. Fascynujący widok- bo to nie jest zwykły taniec- raczej tango- pełne namiętności, odrzucenia, bólu i totalnego magnetyzmu, który nie pozwala się na dobre wkurwić i rzucając focha zostawić wszystkie te bzdury za sobą.
Przywołuję więc dziś do siebie Irytację- mówię jej tak prosto w tę jej naburmuszoną i strzelającą nienawiścią twarz- wiesz co Irytacja, dzięki, że jesteś. Bo ja to generalnie mam gdzieś co piszą o mnie w gazetach- przez zupełny przypadek piszą o mnie nie wiedząc tak naprawdę o moim istnieniu, nawet mnie z imienia nie wymieniają, ale piszą o moim życiu, o moich pragnieniach, ba nawet piszą o ubraniach- jakby wiedzieli, że właśnie zakupiłam sobie odjechaną sukienkę do- koło kolan, z kolorową żyrafą, bo to moje zwierzę duchowo- przewodnie. Gwiazda medialna ze mnie na całego- w sumie tysiące ludzi doradza mi jak powinnam żyć, żeby żyć- trochę szkoda, że nie doradzają jak znaleźć lepiej płatną pracę- ale zabronienie mi adaptowania dziecka też może być- przy moich zarobkach i tak bym się nie zdecydowała. Z drugiej strony tak sobie myślę, że od trzynastu lat nie mieszkam w Polsce, więc przepychanki polityczno- społeczne nie powinny mnie irytować. Ale Irytacja ma swój argument- a co z tymi ludźmi, co tam zostali? Może sobie Jarek realizować swój plan uczynienia z Polski, poraz kolejny Wertera narodów- przecież tak łatwo nam wychodzi cierpiętnictwo- więc niech leci za tym, skoro się nudzi. Niech Jarek sobie chrzci wszystkich obywateli- odtąd do końca świata- skoro Ci obywatele tego chcą- może dla obywateli lepiej jest być odgórnie ochrzczonym, w sumie to zawsze okazja do spotkania towarzyskiego. Niech sobie Jarek, Andrzej i Krystyna robią wszystko- z wyjątkiem robienia krzywdy innym. Bo wiesz Irytacja- to jest takie proste- mam na tej planecie określony czas- tyle ile dusza potrzebuje- to jest czas na miłość, radość, współistnienie- i tak sobie w sobie żyje – z tymi wszystkimi naleciałościami językowymi, wzorcami zachowań, mentalnością narodową. I nagle Jarek stwierdza- a za nim jeszcze tysiące innych ludzi, którzy nie mają pojęcia o moim istnieniu, że wszystko cholera robię źle.
Pozostaje jeszcze jedna kwestia, która zamienia się w Ciebie- moja przyjaciółko Irytacjo- czy ja jestem taka sama jak inni? Hmm- nie mam zielonego pojęcia- na poziomie energetycznym to pewnie tak, na innych poziomach może też, o ile jest jeszcze ktoś, kto medytuje pijąc kawę po turecku, kto zakochuję się ot tak, nie wiadomo dlaczego, kto lata pod wpływem uśmiechu i kto grzęźnie w bagnie emocjonalnym, bo nie potrafi pokonać ograniczeń we własnej głowie, żeby w końcu w wieku 41 lat wbić się w kostium kąpielowy i wyjść na plażę. Jeżeli jest jeszcze ktoś taki, to ja jestem taka sama.
Na koniec już- by puenty stała się zadość- dla wszystkich ludzi w Polsce, albo nie dla wszystkich, dla tych którzy dziś czują się odrzuceni, poniżani i upokarzani- czyli dla homoseksualistów i całej społeczność LGBT- buziaki i mój kolejny comming out- może komuś się przyda świadomość, że ja kocham swoje życie i każdy może też sobie ukochać swoje życie. Reszta to tylko odwiedzająca nas gościnnie Irytacja- ale jak zaprosicie ją na kawę, to zawsze po czasie okazuję się , że odkrywa swoją prawdziwą twarz- a tam już tylko, ktoś albo coś- co wybieracie żeby było.
