Wpadka rozwojowa

No i co ja mam dzisiaj zrobić z tym moim przygnębieniem? Jak na osobę w miarę świadomą i trochę jakby uduchowioną- to jakby trochę wstydliwe, to przygnębienie. Do tego stopnia, że jako nisko wibracyjne, to wcale się nie spisało, bo pogoda na zewnątrz słoneczna- a przecież „jak wewnątrz tak i na zewnątrz”. Nawet cholera, pogody nie potrafię wykreować.
Wywlekam więc przygnębienie na bezalkoholowe piwo i patrząc mu w oczy pytam- no co jest? a ono zaciąga się fajką i mówi- jest jak jest.
Świetnie- no to skąd ta mina- pytam jeszcze grzecznie, a ono- no właśnie stąd, że skoro jest jak jest to jest tak jak powinno być- tylko ja tego jakoś nie czuję.
Nie czuję tego, że wszystkie postępy- ta cholernie ciężka tyra- miały mnie doprowadzić ,do tutaj. No bo jak- tak serio- to już? Żadnej tęczy, na końcu której znajduję garnek złota, żadnej wydrapanej szczęśliwie zdrapki? A co z tymi wędrówkami, które były- te wszystkie chwile uniesień, wyjść poza Ego, spotkań z Boginią i prawie stygmaty, co ze skokami ze starego w nowe, co z uczeniem ciała nowej pamięci komórkowej rzucania się w przepaść?
Ale no proszę, tak na serio- to już? To tutaj i teraz? Nawet nie lewituję. No i przygnębiona jestem. Chyba nawet trochę głodna- nie wiem czemu myślałam, że już nigdy głodna nie będę.
Jasne- pułapki, studnie, lochy duchowości. W mojej głowie jest lep na duchowość- bębny, chóry, warsztaty i jeszcze i bardziej- i książki – te cudze -i może swoja i jeszcze jeden post- cudzy i swój- i pól dnia bez siebie i drugie pół ze sobą prawdziwą w pięknie miłosnej prowadzone medytacji.
A to już. Teraz. Wcale nie jestem szczuplejsza ani nawet radośniejsza- jestem przygnębiona. Moje życie daje mi w obecnym kształcie tyle satysfakcji co kanapka z serem bez masła.
Może to teraz wygląda, że przygnębienie to frustracja- a frustracja to przygnębienie, no ale jest jak jest i tak ma być. Tu i teraz jest wszystkim i ja jestem wszystkim, choć absolutnie nie wyglądam jak moja wymyślona najlepsza wersja siebie. To coś co stanowi moje mieszkanie nie jest domkiem na wsi z olbrzymim ogrodem, a Morze Północne to nie Ocean Jakiśtam.
Ciągle piję kawę rano, ciągle myślę czasami niemiłe rzeczy- o sobie i innych- o innych bardziej. Ciągle ryczę i czasem tak cholernie tęsknie, że aż boli.
A miało być tak duchowo- no właśnie- a jest jak jest- no są motyle i czasem poczucie jedności- Bo czasem Wszechświat się we mnie poruszy. Nie powiem, że nie.
A dziś jest przygnębienie, które niespodziewanie przynosi ulgę- bo już wiem co się stało- nastąpiło we mnie kompletnie błędne założenie rozwojowe- nie chodzi o to by sobie wykreować siebie w lepszej wersji, nawet nie chodzi o to, by świat był lepszy i mniej idiotów wokół- chodzi o to, że tu i teraz jest już tak jak powinno być. A ja już teraz jestem w tym moim ciele i w te mojej kulejącej duchowości- najlepsza jaką kiedykolwiek mogłabym być.I tylko czasem ciężko to tak po prostu zaakceptować-szczególnie po całym dniu pracy w szklarni.

Dodaj komentarz