A więc się zaczęło. Nie zaczyna się zdania od – a więc- tak mnie pokusiło, więc wbrew zasadom, stylistyce i zdrowemu rozsądkowi, tak dziś zaczynam. Bo o „pokusie” nie da się inaczej napisać jak tylko wbrew wszystkiemu. Bo ona taka jest. Niewiarygodnie nierozsądna, kapryśna i ponadczasowa. Przebiera się w różne ubranka, używa giętkiego języka. Jest zawsze w nieodpowiednim nastroju i kąsa znienacka. Taka pokusa. Taka przyczajona i uważna. Wie kiedy zaatakować- pewnie ma to w genach po rajskim pradziadku.
Rozgaszcza się nie proszona, pręży na kanapie. Niby nic, niby tylko szybka kawa, ale Ty już wiesz, że zaczął się proces.
Najpierw drobne sygnały z ciała- no czasami kłopotliwe i nie takie drobne. Ktoś ze względu na motyle w brzuchu może stracić równowagę na drabinie, albo przejechać na czerwonym świetle, albo przejechać kogoś ( może ja jednak będę pisać o pokusach fit-light), po sygnałach cielesnych, pojawiają się emocje- tysiące emocji, które istnieją mimo, że nikt dla nich jeszcze nie wymyślił imienia. Emocje pobudzają umysł- i tu się zaczyna prawdziwa karuzela. Oczywiście związana z moralnymi nakazami wyniesionymi gdzieś tam jeszcze z kościoła- jakiego bądź.
No- a ja w tym wszystkim, jako chodząca ofiara pokusy, i uosobienie pokusy bycia ofiarą.
Po wnikliwym przedyskutowaniu problemu w pracy- warunki szczęśliwie temu sprzyjały- moje doświadczone życiowo koleżanki, wyszły z pracy zmęczone moim gadaniem. U nich również rozpoczął się proces, dotyczył jednak pokus słownych- to takie, które najpierw pojawiają się w myślach w postaci dwóch najczęściej używanych w taki sytuacjach słów- gówno i spierdalaj – by potem przybrać formę kąśliwej uwagi rzuconej na głos do przynudzającej koleżanki. Bo nikt nie lubi słuchać o cudzych pokusach. Nikt nie lubi czuć się zażenowany opowieściami o pięćdziesiątej ósmej twarzy Sadowskiej.
Pokusy są osobistą własnością i mają swoją moc tylko wtedy kiedy są głęboko ukryte. Inaczej przestają kusić, stają się bigosem albo pomidorówką w poniedziałek.
Z moralnego punktu widzenia- z tego co jeszcze pamiętam w odniesieniu do moralności- pokusy zyskały miano- zła powszechnego. Cokolwiek jest związane z pokusą- sprowadza człowieka na manowce, na rajskie łąki, albo smaży w ogniu piekielnym. Nie wiem skąd te rajskie łąki mi się tutaj pojawiły, no cóż może dla podkreślenia, że jednak one, zaspokojone gdzieś w ciemnych piwnicach świadomości- dają taką cholerną przyjemność. I w sumie to nie ważne, że na chwilę, wszak, czyż nie mówią najmądrzejsi ludzie na świecie, że żyć trzeba tylko chwilą?
Pokusy zostały nam dane dla rozrywki. Wymyślił sobie Wszechświat, że w ten sposób urozmaici ludziom ziemski czas. Niech sobie myślą i gryzą się w sobie- jak zdobyć coś co i tak już do nich należy. Jeżeli choć raz o czymś pomyślisz, to już się zadziało- i możesz udawać, że tego nie ma, że nie ulegasz- sorry kochanie- już po wszystkim.
Nie smuć się, widzisz pokusa to nie problem. Można się jej pozbyć- jak mówił Oskar Wilde- ulegając jej. No fakt, że Oskar trochę czasu spędził w więzieniu, głupotą byłoby jednak twierdzić, że znalazł się w nim przez pokusę. Nie kochanie, to przez jej cień- najbardziej flakowaty wymysł Wszechświata- konsekwencje. To ona się uczepiły pokusy jak rzep do psa i jego ogona. Konsekwencje – długie, nudne imię, które odstrasza najbardziej niewinne nawet podrygi serca. Pokusa jest spoko, jest jak kieszonkowe elektrowstrząsy- jestem jej fanką i ciągle pląsam na wolności.