Poranne trele


Otwieram swój profil na fb – takie uzależnienie – a tam jeden tekst o toksyczności, drugi a w głowie rodzi się trzeci. Myślę sobie Jezu niezła kicha. Odwracam głowę do okna i orientuję się, że dźwięk kapiącej wody nie dochodzi z zewnątrz. Zalało mi pokój. A ja zamiast w panikę, spokojnie idę wstawić sobie wodę na kawę. Przecież i tak już niczego nie zmienię. Mleko się rozlało w sensie wichury deszczu w mojej przestrzeni. I tylko ulga jakaś się pojawiła i wdzięczność nawet, że komputer wbrew zwyczajowi nie leżał na parapecie. A nowy jest, w prezencie od brata i bratowej na dzień pisarza. Znaczy pisać mogę Wszechświat się nie sprzeciwia bo nie zalał.
Cieszę się, że jestem taka prawidłowo odczytująca znaki. Przynajmniej w tej chwili ale to zawsze jakaś nauka, z której potem mogą korzystać komórki mojego ciała, gdy wydarzy się coś podobnego. Bo wiadomo komórki mają swoją osobną pamięć.
Dwa dni temu pomyślałam sobie, że skorzystam z nauk dotyczących prawidłowej ścieżki afirmowania. Najbardziej słuszna to ta, która zakłada, że wchodzi się w wibracje czegoś co chciałoby się już mieć i w wibrację siebie jak już to coś się ma. Ja oprócz kruszącego się serducha pracuję teraz również nad karierą zawodową – w sensie chcę jakąś mieć. Taką inną niż mam, bardziej pisaną niż siłową.
Więc wstając rano postanowiłam, że będę się czuć tak jakbym właśnie miała rozpocząć dzień w mojej wymarzonej pracy. Byłam więc entuzjastyczna, radosna i pełna zapału. Wprawdzie pojawiła się złośliwość ze strony ego, że to przecież czwarta rano a ja nie lubię a muszę o tej godzinie wstawać. Nie poddałam się zwątpieniu, pomyślałam, że w mojej wymarzonej pracy czasami też tak rano się obudzę, bo to co chcę opisać dzieje się przed świtem. Użycie słowa świt zamiast rano zabrzmiało literacko i zamroczyło ego.
Potem już tylko same niespodzianki. W pracy osoby, z którymi lubię przebywać. Otwarte i pozytywnie nastawione do życia jedne z tych, które już nie przejmują się byle pierdołą, bo wiedzą z doświadczenia, że życie piękne jest. I ni stąd ni zowąd spływają na mnie pomysły na posty, artykuły, wywiady. Zachłystuję się swoją inwencją twórczą, gdy w tym samym czasie ego przypomina, że to nie żadna redakcja tylko szklarnia. Ale ja się uśmiecham bo czuję inaczej. I myślę sobie w mózgu na prawo od ego, że kreuje się właśnie to co chcę. Może jeszcze niedoskonałe – no i to jest ten moment kiedy wszystko się rozsypuje. Bo myślokształt niedoskonałe odbiera wszystko. Wdzięczność zamienia w rozczarowanie a entuzjazm w szyderstwo. Czuję jak zaczynam kurczyć się w sobie, plecy okrągleją, głowa smutnie opada do kostek. Pokonana jestem. Już nie widzę możliwości a tylko sznur kwiatków pasożytów. Znika uśmiech na twarzach współpracowników, którzy muszą wyrobić normę. Ja też muszę.
Smutne to moje życie – chlipię do wewnątrz. Przecież się staram, żeby było inaczej. Im bardziej się staram tym bardziej sama siebie zawodzę, albo ujmując rzecz inaczej – wodzę na pokuszenie. I mówcie co chcecie ale wizja diabła w skórze Sadowskiej nagle sprowadza mnie na tory dawno zarośnięte przez chaszcze wiecznego rozczarowania sobą. Nie dość, prawie – wszystkie te mądrości które wbijałam sobie do głowy rosną na tych torach a diabeł kusiciel woła – teraz albo nigdy, weź to kurwa powyrywaj( to krzyczy diabeł więc klnie). Ale co mam wyrwać „ murom zęby krat”? to też ale przede wszystkim te chwasty przeszłości i przyszłości, której nie ma. Nie ma niczego mniej ani niczego więcej niż jest – tu i teraz. I nagle wiem, że mogę ryczeć, klnąć, planować. Moje zwątpienie w cudowność tego kim jestem i tak wszystko rozpieprzy. I tak oto stwierdzam dziś wdepnąwszy w kałużę deszczu pod oknem, że zimne stopy to potencjalne zapalenie pęcherza o ile coś z tym szybko nie zrobię. Na ten moment to tylko się liczy, żadne rozdrapywanie ran ani potencjalne sukcesy. Tak więc dopiję sobie spokojnie kawę i przymknę w końcu okno. To nie sztorm mnie zalał ale mój brak wieczornego skupienia, które nie zamknęło okna na noc, bo zapomniało, że światy alternatywne ujawniają się nieprzerwanie w każdym tu i teraz.

Dodaj komentarz