Wiosna ach to Ty

Czasami są takie dni, że nawet psychologia paradoksalna nie pomaga. Nie sprawdzają się jej podpowiedzi i wskazówki, by jakąs czynność wykonywać o określonym czasie w ciągu dnia to z czasem przestaniemy to robić. Nie będę się teraz w to wgłębiać ale ciekawe jest. W każdym razie dziś mi nie pomogło, myślałam ciągle – myślenie to też czynność. Mało tego myślałam o wszystkim jednocześnie. O mojej byłej i szkole, którą rozpoczęłam. Na usprawiedliwienie siebie dodam, że zaczęło się od szkoły i zajęć z informatyki a że ona w tym zorientowana to myślenie z exela przeszło na jej wady i zalety, też jednocześnie. Potem to już poleciało – praca, wolontariat, praca, Holandia, posty o Holandii, zaginiony stolik gdzieś w Kambodży a zamówiony przez stronę na FB. Myślenie też dotyczyło przyszłości, której nie ma i której może nie być, przynajmniej nigdy nie będzie w takiej formie jaką się ją wymyśli. No i o eks też myślałam, wiem, że o tym pisałam ale jestem szczęśliwą posiadaczką kilku eks, więc skoro myślałam o jednej to inne też się pojawiły w ramach nauki na przyszłość. W każdym razie dużo tego. Cała sobota zeszła mi na myśleniu, co mnie totalnie wykończyło i zablokowało inną działalność. Bo jak robić cokolwiek kiedy głowa ciąży? I wtedy nagle zdałam sobie sprawę, że to przecież pierwszy dzień wiosny dzisiaj. Nawet nie zauważyłam, bo przecież w Holandii nie topi się Marzanny. Mało tego nie tylko się nie topi ale nawet nie podpala, żeby potem utopić. Taka tradycja jedynie w Polsce. Uwielbiam polskie tradycje, takie są lekkie i radosne i ukazujące nasz narodowy spryt. Bo jako, że Marzanna to słowiańska bogini zimy i śmierci, to trzeba zastosować sprawdzony w innych tradycyjnych polskich zachowaniach sposób – klin klinem. Skoro bogini śmierci to trzeba ją zakatrupić. I tak od dziecka Polacy 21 marca wędrują nad rzeki z kukłami Marzanny by z radosnym okrzykiem szczęścia symbolicznie topić coś raz na zawsze. Jak to się ma do tego, że w zasadzie mózg nie do końca rozróżnia rzeczywistość od fikcji, nie wiem. Może kiedyś przeprowadzę na ten temat badania. Na razie poprzyglądam się trochę uważniej rodakom, będzie mi łatwiej bo w obcym kraju jakoś wylewa się z nich prawdziwa natura. Jedno jest pewne – klin klinem stosują w odniesieniu do każdego aspektu życia, wiem bo sama tak robię.
Dla porównania – Holendrzy palą choinki w ramach symbolicznego pozbycia się zła wszelkiego. My Polacy musimy mieć bardziej jednoznaczne symbole. Idea jest jak najbardziej słuszna. Fajna sprawa tak wziąć wszystko, tą całą przygnębiającą przeszłość i spalić a potem jeszcze dla pewności utopić. Pozbyć się wszystkiego co już nie służy i wraz z wiosną ruszyć przed siebie. Ubrać w sukienkę swoje myśli, skargi i przykre doświadczenia. Przystroić w smęty i narzekania kukłę, a potem się jej pozbyć i nie czuć przy tym wyrzutów sumienia, w końcu robimy tak od wieków.
Tak więc dziś wyrafinowana psychologia paradoksalna przegrywa z brutalną ale skuteczną Polską tradycją – oczywiście nie namawiam do dosłownego jej zastosowania, przynajmniej w przypadku byłych – ale jako symbolu myśli o nich to już tak.

Dodaj komentarz