Dzisiaj właśnie podjęłam decyzję, a właściwie dosłownie zrobiłam to przed chwilą- otóż, nie będę już żyła nadzieją. Od teraz żyję złudzeniem. Nadzieja odchodzi wraz ze wszystkimi świętymi w kąt mojego serca – niech tam spokojnie zarasta pajęczyną. Złudzenie natomiast dostało w prezencie pierwsze skrzypce i pozwolenie na fałszowanie ile wlezie.
Nie to, żebym jakoś rozczarowana nadzieją była, nic z tych rzeczy. Naprawdę się dziewczyna starała. Do teraz pamiętam, jak pewnej zimowej nocy, rozgrzewała mi stopy na dworcu, śpiewała o gorącej Hiszpanii i równie gorących Brazylijkach. Albo kiedyś podała mi na tacy gotowy temat na opowiadanie. Dużo dla mnie zrobiła, to oczywiste. W zasadzie cały czas coś dla mnie robiła, tak skrupulatnie i ciągle, że ja nie musiałam robić nic, bo nic już mi nie zostało.
Dlatego i w związku z innymi jeszcze przemyśleniami, świadoma konsekwencji pozbycia własnej osoby szans na świętość – która nierozerwalnie jest związana z nadzieją, skłoniłam się ochoczo ku złudzeniu, by zanużyć się w jego zadaniowej, męskiej energii.
Może to nie jest zbyt rozsądne ani nawet realne, ale złudzenie już przejęło władzę nad światem, oczywiście tylko tym wytworzonym przez media – więc spokojnie może poigrać sobie też w moim prywatnym świecie, za zasłonami czy w alkowie, czy gdzie tam jeszcze bywa najbardziej potrzebne, by człowiek myślał, że na cokolwiek jego umysł ma wpływ.
Pewnie niektórych zaskoczyło postawienie koło siebie umysłu i złudzenia – ale nie chcę mi się dzisiaj dyskutować z Kartezjuszem, dlatego mówię – nie podoba się, to trudno, poza tym jak się dobrze zastanowić , to nawet jest to nad wyraz słuszne zestawienie.
Oczywistą oczywistością jest, ba, nawet swego rodzaju prawdą obiektywną jest fakt, że złudzenie i nadzieja, nie mają ze sobą nic wspólnego, i nigdy przenigdy nie należy ich ze sobą mieszać bo na taki mezalians żaden Bóg, Wszechświat ani telewizja nie pozwoli.
Wszyscy doskonale wiemy, czym się od siebie różnią – wiemy jakby od kołyski, od pierwszego lania, czy pierwszej pały w szkole. Nadzieja jest dostojna, złudzenie- szczeniackie. Świat wie doskonale, że dostojeństwo jest lepsze od szczeniactwa, więc nadzieja wyszła na prowadzenie i od zawsze w zasadzie jest niekwestionowaną kandydatką na olimpijskie złoto. Złudzenie z tym swoim zasmarkanym nosem i w dziurawych trampkach o podium sobie śni, przesypiając konsekwentnie każdy start w każdych zawodach. Ale co jak co, to sny ma piękne.
Jednym słowem intuicyjnie wiemy, że złudzenie to szaleństwo a nadzieja to nadzieja.
Można się łudzić, że wygra się w lotka i wtedy nikt nas na poważnie nie bierze, ale można mieć nadzieję, że się w tegoż a jakże i tym razem wygra – i uzyskuje się zrozumienie u wszystkich.
Nadzieja zmienia wszystko. Pisze się o niej jako o ostatnim, co człowiek oddaje. Pomaga człowiekowi we wszystkim, dosłownie we wszystkim i absolutnie nie jest złudzeniem. Mimo, że ma więcej wspólnego z szaleństwem niż cokolwiek innego na świecie, mimo, że pozwala człowiekowi układać scenariusze szczęśliwego życia z osobą, która nawet nie ma pojęcia, że się istnieje. Mało tego, pozwala zachłystywać się szczęściem, no bo kiedyś ktoś na pewno do mnie wróci i tym razem to będzie ta osoba, na którą czekam a nie powiedzmy komornik.
Nadzieja króluje i wścieka się kiedy ktoś myli ją ze złudzeniem. Bo ona przecież istnieje naprawdę a złudzenie nie.
A ja dzisiaj zaryzykowałam i skoro już muszę coś w życiu mieć, to niech będzie to złudzenie. Rozgoszczę się w nim , nie pomyślę nawet o nadziei. Ponieważ zdałam sobie sprawę, że jest jedno coś na świecie, w którym nadzieja i złudzenie są sobie równe i to działa zupełnie nie na korzyść człowieka.
Jest to ta chwila, w której do twojego umysłu docierają słowa – kiedyś będę lepszym człowiekiem – nadzieja, która jednocześnie jest złudzeniem – bo kiedyś nie istnieje i nigdy nie będzie się lepszym niż się jest.
Dlatego w moim życiu dziś króluje złudzenie, że nie potrzebuję w nim nadziei.