Robek vel de Niro

Robek vel de Niro
Jego szalony wzrok nie pozostawiał żadnych wątpliwości – on tu rządzi, bez względu na wszelkie okoliczności i tysiące ludzi, którzy mijali go dzisiejszego ranka
Rozbiegany i szalony pilnował wybrzeża o długości dwóch metrów. Wywalczył sobie to terytorium, nieświadomy, że walka była ustawiona. Patrzyłam na niego z podziwem i niemałą troską, kiedy z prędkością błyskawicy mnie mijał, kierując swoje rachityczne ciałko w stronę grupy rozbujanych mew, dryfujących na falach tuż przy brzegu.
Scena zmroziła mi krew w żyłach – byłam pewna, że kundel zaraz ulegnie rozszarpaniu a być może trwałemu okaleczeniu, co dodatkowo może uniemożliwić mu prowadzenie jego i tak niemożliwego życia.
Wstrzymałam oddech jak tom zwykła czynić, kiedy świadkuję zderzeniu się wrażliwości z siłą fizyczną. W ułamku sekundy pojęłam, że kundelek zostanie uratowany tylko przez cud, no i cud się ziścił.
Mewy w liczbie osiemnastu, poderwały się i odleciały, pofrunęły sobie po prostu, markując swoją obecność we właściwy dla siebie sposób – wiadomo jaki.

Jedna z nich przefrunęła na tyle blisko mnie, bym mogła wyczytać w jej oku to co rozum i tak nie ogarnie. Opowieść o psie, który pilnował plaży gdzieś nad Morzem Północnym.
W zasadzie psy nie pilnują plaż, od tego są mewy, ale ten ma wyjątkowe chody u Hildegardy – szefowej wybrzeża w Monster. Żadna z mew w zasadzie nie wie dokładnie co łączy Hildzie z kundlem, dość, że zabroniła ona robić mu krzywdę, w postaci wszelkiej – podobno ma to coś wspólnego z wyrzutami sumienia szefowej, która przyczyniła się do uduszenia się jakiś czas temu kaczki, spożywającej chleb w pośpiechu, by ukryć zdobycz przed nadlatującą Hildegardą. Dokładnie chodziło o to, że chleb był w plastikowej torbie, czego spanikowana kaczka nie zauważyła. Nałożyło się to z początkiem menopauzy u Hildy, przez co hormony zaszalały, czyniąc z niej najbardziej współczujące, latające stworzenie na świecie, albo przynajmniej na tej plaży.
No i wtedy pojawił się kundel Robek – zmoknięty, splątany w sensie świadomości i bezdomny, odkąd człowiek z którym mieszkał, postanowił umrzeć, topiąc się na bezczelnego w środku zimowego dnia.
Akurat do widoku topielców Hildegarda przywykła, więc to nie miało znaczenia dla jej zszarganych przez przekwitanie nerwów. Lawinę współczucia natomiast wywołał w niej Robek – chyba tym swoim głupim staniem nad wodą i wpatrywaniem się w dal.
Wrodzona inteligencja i zdolność wyławiania z innych tego co w nich najlepsze uczyniła z niej niekwestionowaną przywódczynię, słynącą z ryzykownych posunięć na całym niemal Westlandzie.
Robek miał szczęście, inaczej trafiłby do schroniska – w Holandii nie ma bezdomnych psów. Wszystkie psy w tym państwie są szczęśliwe, spędzając starość albo u ludzi, którzy je kochają albo w schroniskach dla spokoju starości.
Hildegarda wiedziała, czym jest schronisko, normalnie miała to gdzieś, no ale teraz akurat- jak zostało wspomniane wcześniej- miała menopauzę. Może dlatego widok kogoś narażonego na zamknięcie w schronisku, za bardzo wyglądał dla niej odbiciem w lustrze jej własnego losu.
Plan był prosty – trzeba było zrobić z Robka, prawdziwego Roberta de Niro. Wszyscy musieli uwierzyć, że spędza on czas na plaży z właścicielem i choć nikt go nie widzi, ten właściciel na pewno gdzieś istnienie. Trzeba było przećwiczyć z Robkiem machanie ogonem na powitanie pana, którego nie ma, ale który powinien zacząć istnieć w mózgu kundla-dla jego dobra.
Na początku nauka wydawała się przedsięwzięciem wręcz beznadziejnym, Robek nie potrafił zapanować bowiem nad swoim destrukcyjnym instynktem, karzącym mu kąsać skrzydła które go ochraniały. Liczne rany, nie zwalniały jednak Robka od obowiązku uczestniczenia w lekcjach aktorstwa – Hildegarda była nieugięta. Oczywiście pojawiały się wrzaski niezadowolenia wśród opozycji, ale koalicja była na tyle silna, że były one zakrzykiwane w kołysce.
Wkrótce po całym Westlandzie rozeszła się wieść o niesamowitym przedsięwzięciu Hildegardy z Monster. Zaczęły się zlatywać liczne roznosicielki wiadomości z okolicznych nadbrzeżnych wiosek. Niektóre tak obrazowo opisywały swoim towarzyszką losy biednego Robka, że wkrótce powstawały fan cluby na jego cześć. Było wiadomo, że Robek może liczyć na pomoc nie tylko Hildegardy ale wszystkich innych mew, które w tym czasie przechodziły jeden z najcięższych jak i najbardziej oczyszczających momentów życia – menopauzę.
Ich pomoc okazała się zbawienna, bowiem Robek niestety nie wykazywał żadnych zdolności aktorskich i nie jeden raz umiejętności czynienia cudów przez mewy, ratowały mu życie, z czego on oczywiście zupełnie nie zdawał sobie sprawy.
Często jest tak, nie tylko w życiu bezdomnych kundli, że cały dosłownie wszechświat, wszystkie dosłowne istoty ugadują się, że akurat teraz Sadowska ma być szczęśliwa. Dzięki Robek, że mi to pokazałeś – dzięki Hildegarda, że mu na to pozwoliłaś.

Dodaj komentarz