Dziś jest wyjątkowy dzień. Anouk czuje, że w powietrzu, oprócz zwykłego deszczu wisi coś jeszcze. Rozgląda się po swoim pokoju, zanim na dobre zdecyduje by wyjść z łóżka. Z dołu dobiegają głosy rodziców, jak zwykle o tej porze są niewyraźne, przytłumione. Szelest pod drzwiami należy do psa. Pies przybiega pod drzwi, kiedy tylko Anouk otwiera oczy, albo nawet chwilę przedtem. Ciało Anouk powoli zaczyna się rozkręcać – najpierw wybudzają się oczy, które zaczynają mrugać. Kiedyś Anouk chciała zajrzeć pod powieki tuż przed tym nim na powrót się otworzą, ale działo się to za szybko, a łowienie tej chwili zajmuje za dużo czasu. Po oczach ożywiają się ręce, które się wyciągają aż do nieba i jeszcze dalej, powodując cudowne uczucie bycia jak struna gitary taty, napięta a jednocześnie elastyczna. Potem kręgosłup i nogi. I cała reszta ciała, z wszystkimi tymi skomplikowanymi narządami i tkankami i naczyniami-ale nie garnkami i miskami- tylko innymi.
Kiedy już się dokona decyzja a ciało jest gotowe, można wstać. Wtedy również pod drzwiami, następuje poruszenie- to pies wyczuwa ruch i stęskniony cały, nie może doczekać się na przytulanie.
Anouk zakłada swoje ulubione ubrania, przygotowane wczoraj- podobnie zresztą jak przez ostatnie pięćdziesiąt dwa lata – przez mamę. Potem zostaje jeszcze łazienka – najpierw siku, potem trzeba umyć ręce, potem przepłukać twarz. Zęby lepiej umyć po śniadaniu – ale od jakiegoś czasu tym zajmuje się też mama, bo najpierw trzeba je znaleźć. Anouk za nimi nie przepada, więc się często gubią.
Kiedy otwiera drzwi sypialni, pies rzuca się na nią z dzikim entuzjazmem, na co ona odpowiada w podobnym tonie – uściskiem szalonym i niekontrolowanym, co za każdym razem zaskakuje zwierzaka, który wydaje przerażony pisk, kogoś kto właśnie jest na granicy śmierci z miłości.
Potem cudem się uwalnia i znika na kilka godzin, co również jest uznawane za cud, bo nie łatwo zniknąć w trzypokojowym mieszkaniu, w którym każde drzwi są przeszklone.
Kiedy w końcu Anouk dociera do kuchni, na stole czeka na nią śniadanie – kawa i dwie kromki chleba kukurydzianego – jedna z dżemem truskawkowym a druga z masłem i czekoladową posypką.
Tak było zawsze, dlatego Anouk nie zauważyła, że dziś jest inaczej. Nie zauważado tego stopnia, że mimo, że kanapek nie ma, ona po nie sięga i zjada je z apetytem. Popija przy tym kawę i jak zawsze, oblewa sobie nią sweter. Mama patrzy na nią z uśmiechem, nie gniewa się o sweter i nie proponuje, że zrobi jeszcze po jednej kanapce. Wie dobrze, że córka się najadła, a ona nie musi dziś, wyjątkowo, wstawiać prania ani myć naczyń.
Pani Jannsen ma już grubo po osiemdziesiątce. Jej mężowi, wiosną stuknęła dziewięćdziesiątka. Obydwoje są zdrowi i nie mają wcale Alzheimera, choć większość ich znajomych ma. Żyją sobie spokojnie w tym małym nadmorskim miasteczku, w zasadzie, odkąd ich wspólna pamięć to pamięta.
Kochają się i szanują, tak jak potrafią i tak jak ich życie tego nauczyło. Nie są zbyt bogaci, ale bieda na szczęście ich ominęła. Pan Jannsen przeżył biedę w swoim życiu, był dzieckiem, ale tego się nie zapomina – głodu i upokorzenia. Dlatego już jako dzieciak postanowił, że nie będzie jej niewolnikiem i zrobi wszystko, by nim nie zawładnęła. Udało mu się to dzięki, oczywiście ciężkiej pracy i wytrwałości, która z małej szklarni, uczyniła naprawdę świetnie prosperujące przedsiębiorstwo. Potem poznał Liv. I tak są ze sobą już sześćdziesiąt lat. Międzyczasie sprzedali szklarnie i zajęli się opieką nad swoim jedynym dzieckiem. Nieliczni znajomi, którzy odwiedzali Jannsenów, nie rozumieli, dlaczego Noah postanowił pozbyć się tak dobrze funkcjonującego interesu- przecież mała, nie rokuje w ogóle, kompletny mongoł, według WHO.
Mężczyzna nie wiedział, dlaczego postanowił wraz z żoną zająć się dzieckiem. Było to zupełnie nie praktykowane w tamtych czasach, a nawet w tych współcześnie oświeconych, również nie jest. No ale stało się. Wspólni z żoną wychowują Anouk od pięćdziesięciu ponad lat. Dziewczynka nigdy nie chodziła do szkoły i wszystko co wie, wie od rodziców. Ale ta wiedza na nic się jej nie przydaje. Rodzice nigdzie z nią nie wychodzą, a ona sama ma zakaz wyglądania nawet przez okno.
Codziennie rano, po śniadaniu schodzi z tatą do piwnicy układać słoiki z dżemami a mama w tym czasie robi pranie.
Potem jak mija odpowiedni czas, tata pozwala jej wrócić do kuchni, teraz jest czas na słodkie przekąski, najpierw jednak, mama pomaga jej się podmyć, bo grzeczne dziewczynki, zawsze muszą się podmywać. Anouk nie lubi mieć na brzuchu tej mazi co wypływa z taty, dlatego nigdy nie protestuje, kiedy mama woła ją do łazienki. Normalnie to nie lubi wody, bo zazwyczaj jest zimna, ale od kilkunastu lat woda w kranie jest ciepła, nie tak jak wtedy, kiedy była dzieckiem.
Liv Jannsen od rana biega po domu, pilnując by wszystko było gotowe na wyjazd. Nie chce, żeby cokolwiek zakłóciło im, ich pierwsze wakacje. Z nieukrywaną złością więc, spojrzała na męża, który zgodnie ze swoim zwyczajem, nawet dziś zabiera Anouk do piwnicy. Już chciała mu coś powiedzieć, ale rozmyśliła się w ostatniej chwili, będzie miała więcej czasu by przygotować prowiant na drogę. Oczywiście nie miała zamiaru niczego tak naprawdę przygotowywać, wszystko czego potrzebowała już dawno miała przygotowane w głowie.
Liv była najbrzydsza ze wszystkich sióstr, ale to nie fizyczność czyniła ją taką. Ojciec twierdził, że swoją brzydotę odziedziczyła po babce- matce matki. Liv nigdy nie poznała ani babki, ani matki i może dlatego słowa ojca nie bolały jej wcale. Dzięki swojej brzydocie czuła więź z tymi kobietami. Uroda nie była jej natomiast do niczego potrzebna. Wiedziała, że i tak będzie musiała zostać na tej wsi i opiekować się starym, dlatego miała głęboko gdzieś czy ktokolwiek zwróci na nią uwagę. Starsze siostry nienawidziły go na tyle, by życzyć mu jak najgorzej, nie miały jednak odwagi by przebywać z nim pod jednym dachem. Dlatego jedna po drugiej znikały z domu niczym duchy, o których nikt już nie wspomina. Liv miała trzy siostry i tylko ona jedna nie była molestowana przez ojca. Za jej czasów nie istniało nawet takie słowo – molestowanie. Nikt się tym nie przejmował, to co działo się na piętrze w domu, nigdy nie było wystawiane na światło dzienne. Wystarczyło, że przez okna z salonu można było zobaczyć całą rodzinę siedzącą zgodnie przy stole i spożywającą kolację. Tak się wtedy żyło, a pewnie i dzisiaj gdzieś na świecie również się tak żyje. Może i było to jakieś bolesne dla jej sióstr, ale wszystkie szybko pojęły, że takie jest życie i albo się z tym pogodzą albo popadną w obłęd. Bez wsparcia znikąd o szaleństwo nietrudno, co ciekawe jednak, żadna z nich nie zwariowała, wręcz przeciwnie – jako dorosłe kobiety świetnie sobie poradziły. Jedynie brak zainteresowania tym co na starość dzieje się – skądinąd – z ojcem, można odczytać jako przejaw buntu wobec niego.
Pewnego razu jednak ojciec przyprowadził do domu mężczyznę i oświadczył, że Liv od teraz jest jego żoną. Kwestia tego, gdzie zamieszkają młodzi rozstrzygała się jeszcze dwa miesiące. W tym czasie ojciec podupadł bardzo na zdrowiu, coraz częściej tracił pamięć a nawet rozum, ku uciesze starszych sióstr, które chętnie przychodziły ich teraz odwiedzać by pastwić się nad starym. Czasami Liv musiała je uspokajać, choć sama pokątnie śmiała się z niedołęgi, którym stał się ojciec.
W końcu umarł. Siostrom ulżyło, Liv natomiast poczuła dziwną pustkę, której nikt nigdy nie mógł zapełnić.
Mąż Liv Noam, okazał się dobrym, przedsiębiorczym człowiekiem. Kiedy zorientował się, że szklarnia, którą zbudował własnoręcznie nie zapewni im stałych dochodów, zwęszył o niebo lepszy interes. Zorganizowanie wszystkiego wymagało, nie lada sprytu i pewnych podejrzanych znajomości- ale Noah o dziwo, posiadał i to, i to, dzięki czemu, nieszczęście, które wiązało się z posiadaniem dziecka niepełnosprawnego, stało się prawdziwą żyłą złota i to dosłownie, ponieważ za swoje usługi żądali opłat w tym kruszcu.
Liv godziła się na wszystko. Była dobrą żoną. Ten mały potworek, który wydała na świat, był obcy, wrzeszczący i w zasadzie do niczego innego się nie nadawał, nie nadawała, bo była to mimo wszystko dziewczynka.
Liv była posłuszna mężowi, nawet kiedy bił ją za bardzo albo kazał jej robić te rzeczy ze sprzętami domowymi i zwierzętami. Sam czasem też ulegał pokusie, ale rzadko, jemu wystarczało tylko patrzeć. Za to z czasem Liv zaczęła odkrywać ciemne strony swojego pożądania i nie bała się tego, wręcz przeciwnie, coraz bardziej czuła, że w końcu może być sobą.
Noah dzięki swoim znajomością, które zawarł za czasów pobytu w areszcie, wiedział, że dobra kamera i oświetlenie do tego chętna, bez pruderyjna kobieta i dziecko to gotowy przepis na sukces finansowy. Trzeba było tylko nagrać kilka filmów, a potem porozprowadzać je w dużym mieście. Bułka z masłem, kiedy ma się o wszystko.
W taki oto sposób Liv i Amoku stały się prawdziwymi gwiazdami, a Noah gromadził złoto w słoikach po dżemie, które codziennie rano, skrupulatnie przeliczał.
Czasami pozwalał sobie na mały stosunek z tym niepełnosprawnym potworem, ale bardziej wiązało się to z oczekiwaniami rynku niż z jego własnym pożądaniem.
Lata mijały monotonnie i dosyć szybko. Każdego roku wymagania klientów wzrastały, a pomysłów brakowało. Noah coraz częściej wpadał w zły humor, wprawdzie wyżywał się wtedy na Liv, ale ona chyba to lubiła, odbierając mu w ten sposób całą satysfakcję.
Kilkakrotnie chciał nawet z tym skończyć. Raz było to, chyba kiedy Anouk miała osiem lat. Wtedy postanowił zerwać z rutyną i po śniadaniu nie poszedł z nią do piwnicy. Po kilku godzinach mała dostała takiej gorączki, że o mało nie zdecydowali się wezwać lekarza, dzięki Bogu jej przeszło.
Pewnie lekarza i tak by nie wezwali, ponad wszystko cenili sobie własną prywatność, no może w wyjątkowych sytuacjach, poszliby na kompromis, tak jak wtedy, kiedy dostał ataku rwy kulszowej, ale wyjątkowość sytuacji to nie zagrożenie życia Anouk- nie jej życie nie było nigdy warte ich prywatności.
Kolejne razy były w zasadzie podobne a raz nawet Anouk dostała takiego szału, że nie wytrzymała i zaczęła onanizować się w kuchni, wrzeszcząc i wijąc się po podłodze niczym dzikie zwierzę. Wtedy Noah miał już pewność, że zarówno ona jak i jego żona po prostu są zwykłymi dziwkami, które mają szczęście, że na niego trafiły i dzięki niemu mogą realizować swoje chore fantazje.
Gdyby ktoś go wtedy zapytał o to co dzieje się w jego domu, odpowiedziałby, że dokumentuje chore wybryki swojej żony i córki. Nikt nie mógłby mu zarzucić, że do czegokolwiek je zmuszał.
Liv miała pełną świadomość tego, że jeżeli kiedykolwiek, któreś z nich potrzebowałoby pomocy, na pewno nie mogłoby liczyć na siebie. Żyli pod jednym dachem, ale cała trójka stanowiła zupełnie odrębne wyspy oddzielone od siebie murem obrzydzenia i głęboko skrywanej nienawiści, tak wielkiej, że tylko perwersyjny seks pomagał znieść obecność siebie nawzajem.
Pomysł wyjazdu pojawił się w niej kilka lat temu. Najpierw go odrzuciła jako zbyt bezczelny, wymagający zbyt wielu przygotowań. Z czasem jednak przyzwyczajała się do niego, by w końcu, stał się częścią każdego jej dnia. Oswajała się z nim niczym z nowym zwierzakiem. Po jakimś czasie był już jej pierwszą myślą po przebudzeniu i ostatnią przed snem.
Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że wkrótce w jej domu będą pojawiać się ludzie z pomocy społecznej, chcący na siłę usprawnić ich życie.
Liv zdawała sobie sprawę, że dopóki byli silni i niezależni finansowo dopóty, nikt nie miał prawa, nawet patrzeć w stronę ich domu. Odkąd są starzy i coraz bardziej zniedołężniali, coraz częściej państwo przysyła swoje sępy. Krążą wokół ich domu, zaglądają w okna, czasem odważają się pukać i zakłócać im ich codzienne rytuały. Nie rozumieją, że oni ich nie potrzebują. Z czasem zaczęło ich przybywać. Więcej odwiedzin. Coraz trudniej było jej to ukryć przed Noem, czy nawet przed Anouk, choć przecież ona na nic nie zwracała uwagi.
Niestety są oni zbyt małostkowi, zbyt konserwatywni, by zrozumieć jaki styl życia wybrała jej rodzina. Dobrze wiedziała, że kiedy wszystko się wyda, to ją właśnie a nie jej męża będą chcieli spalić na stosie. Tak to już jest, kobieta musi mieć instynkt macierzyński i chronić własne dziecko. Była pewna, że nikt niezrozumienie, że w zasadzie ona robiła dokładnie to co należało. Anouk uwielbiała seks od małego. Była jak dzikie zwierzę, więc oni jedynie jej nie przeszkadzali w zaspakajaniu tej potrzeby. Przy okazji trochę na tym zarabiając. Tak czy siak, może gdyby była młodsza, to by jej się chciało to wszystko ludziom tłumaczyć, ale teraz to już na to nie ma siły.
Niestety pojawianie się pracowników społecznych i niekontrolowane wypowiedzi jej męża narażają jej rodzinę na niebezpieczeństwo. Coraz częściej obawia się, że ktoś w końcu zainteresuje się skąd mają pieniądze i choć nie żyją ponad stan, to jednak tej jedynej namiętności – oprócz seksu – nie mogą sobie odmówić – kochają bowiem oboje diamenty. Mają kilka prawdziwych perełek wartych fortunę, choć dla nich są bezcenne.
Oczywiście nikt z miasteczka o tym nie wie, ale może ktoś w końcu na poważnie weźmie słowa jej męża o fortunie, którą Liv przechowuje w woreczku w swojej pochwie.
Dlatego musi zacząć działać, by odgonić od siebie jakiekolwiek podejrzenia o prowadzeniu działalności przestępczej wraz z mężem – wystarczy, że zrobi z niego potwora – wszyscy uwierzą maltretowanej kobiecie, która poświęciła swoje życie dla niepełnosprawnej córki, zostając przy mężu psychopacie.
Niby pomysł doskonały, ale niedający stu procentowej pewności, że Noah albo i córka mongołek nie palną czegoś, co jednak zaważy na jej losie – stąd pomysł wyjazdu i wypadku, który na zawsze zamknie usta członkom rodziny.
Do teraz pamięta ten uścisk w gardle, kiedy zdecydowała, że teraz albo nigdy. Dotyczyło to przedstawienia planu wakacji Noemu. Nie wiedziała czego może się po nim spodziewać, ale po tylu latach małżeństwa, spodziewała się zawsze najgorszego i zawsze miała rację. Mimo wszystko, mimo tej jego demencji było w nim coś co wzbudzało w niej respekt i ciągły lęk.
Przygotowywała się na tą rozmowę od kilku lat. Wiedziała co ma mówić i jak. Wiedziała w jaki sposób chronić głowę przed ciosami, jaką pozycję przyjąć, by zniwelować uszkodzenia narządów wewnętrznych. Lata małżeństwa nauczyły ją tego lepiej niż wszystkie kursy samoobrony o których rozmawiano w telewizji. W gruncie rzeczy, to i tak nie miało znaczenia, atak szału mijał, tak jak jego piwniczne wybryki z Anouk, a potem reszta ich dnia była już dobra. Dwie okrutne godziny a potem dwadzieścia dwie zupełnie normalne – to chyba prosty wybór.
Tym razem ją zaskoczył. Wprawdzie wyczuła w nim jakiś opór, chęć sprzeciwu, ale nawet tego nie wyartykułował, po prostu się zgodził.
Postanowiła poczekać do jutra i znów z nim o tym porozmawiać. Nazajutrz, sytuacja się powtórzyła. Potem spróbowała po miesiącu a następnie wiosną i na samym początku lata, na trzy tygodnie przed planowanym wyjazdem. Za każdym razem jego reakcja była taka sama. Po początkowym szoku, Liv zorientowała się, że jej mąż nie pamięta poprzednich rozmów. Dlatego jego reakcje są takie same. Zostało jej niewiele czasu. A ten właściwy właśnie nadszedł.
W wypożyczeniu campera pomógł jej ich wieloletni przyjaciel, człowiek który pięćdziesiąt lat temu odkupił od nich szklarnie. Zaproponował nawet, że mogą wziąć jego, najnowszy model, że wszystkimi udogodnieniami, ale Liv uznała to za przesadę, poza tym nie chciała, by dzięki temu choć odrobinę poczuł się lepiej, mając świadomość, że wyświadcza im przysługę. Liv wiedziała, że ten człowiek ich oszukał na grube pieniądze, a kiedy zorientował się, dlaczego Noah sprzedał szklarnię, jak reszta świata myślał, że zrobił to dla dobra córki – dopadły go olbrzymie wyrzuty sumienia. Lubiła patrzeć, jak gryzie się od środka i nie zamierzała mu pomagać w wyzbyciu się wyrzutów sumienia. Wiedziała, że dzięki temu, może zawsze na niego liczyć.
Auto zostało podstawione pod dom, na dwa dni przed planowanym wyjazdem. Największy entuzjazm wykazał pies, po nim Anouk a na końcu Noah, który wydawał się ostatnio coraz bardziej nieobecny.
Mimo gorszej formy, po codziennej wizycie w piwnicy z Anouk, dzielnie pomagał Liv zapakowywać potrzebne rzeczy. Jako że nigdy wcześniej nie pakowali się na wakacje, postanowili zabrać ze sobą to co lubią najbardziej- kilka ubrań na zmianę – ale nie dużo, bo można przepierać, jak się przepocą, parę słoików dżemu- przy nich wybuchła awantura, ponieważ mama uznała, że lepiej ich na wakacje nie brać, w razie, gdyby ktoś chciał się włamać do ampera, ale Noah wpadł w taką wściekłość, że Liv w końcu przystała na cztery słoiki. Oprócz tego spakowali również trzy opakowania posypki czekoladowej, jakiś sznurek, taśmę klejącą, przybory do golenia, piłę mechaniczną i siekierę.
Nie wiadomo, dlaczego Liv postanowiła zabrać również cały sprzęt do nagrywania filmów, aparaty i kostiumy, które czasami kazała zakładać Anouk w piwnicy, w końcu mieli jechać tylko na kilka dni.
Wszystko się zmieściło, pozostawiając i tak sporo miejsca, by spędzić w camperze przyjemnie każdy z zaplanowanych skrupulatnie przez Liv dni. Na wakacje nie zaplanowano zabrać psa, dlatego w dzień wyjazdu, poraź pierwszy, odkąd pojawił się jako szczeniak w tym domu, został wyprowadzony na spacer przez Anouk, czym był on sam – jak i ona – niezmiernie zaskoczony. Zaskoczona była też Liw, kiedy oboje pojawili się po godzinie, bez większych widocznych uszczerbków, za to przemoczeni do suchej nitki, ponieważ skorzystali z kąpieli morskiej, wbrew logice, że lepiej poczekać, jak się będzie na wakacjach.
Tak więc pies na swoje nieszczęście, został dopisany do ekipy.
Nic tego dnia nie było takie, jakie było każdego poprzedniego dnia. Na początku trochę to Anouk uwierało, tak dosłownie jakby obiad z wczoraj zamiast iść sobie do jelitem został w żołądku. Po chwili jednak jakoś się coś w żołądku przetkało i stało się to jak zwykle dzięki, temu szczególnemu, maminemu spojrzeniu, w którym zawiera się całe wszystko. A całe wszystko dzisiaj to nie pójście do łazienki po wizycie w piwnicy – wprawdzie Anouk tam poszła, ale nie musiała dziś niczego z siebie zmywać. Prawdę powiedziawszy to od jakiegoś czasu już tak jest. Ale ona nie wie od jakiego i nie obchodzi jej to zbytnio. Po prostu idzie do łazienki, podmywa się za każdym razem ogromnie szczęśliwa, że jej skóra dotyka ciepłej wody.
Kiedy dziś była w trakcie rozbierania się, wpadła mama i krzyknęła, że dziś nie ma czasu, że zaraz wyruszają. No to Anouk wciągnęła przemoczone ubranie – mama nie przygotowała innego, a to nie wyschło jeszcze po porannym spacerze. Dziwne, że tata nie zauważył, kiedy byli w piwnicy zwykle zwraca uwagę na jej ubranie i zawsze karze je ściągać, kiedy zauważy jakąś plamkę -a zawsze jest plama po porannej kawie, a jeśli jakimś cudem nie to i tak według taty jest. A dziś nawet nie zwrócił uwagi, że ubranie jest całe obklejone piaskiem z plaży.
Ton mamy, nie pozostawiał wątpliwości, że trzeba szybko się ubrać i zejść na dół.
Kiedy schodziła, usłyszała, że mama z kimś rozmawia. Głos był kobiecy, młody i nawet jakoś tak przyjemny. Anouk słyszała tylko urywki rozmowy, mama ściszała głos, kiedy odpowiadała przez co tamta kobieta robiła dokładnie tak samo, jakby się zmówiły, żeby żadne słowo do niej nie dotarło. Nie wiedziały, że kilka jednak do niej trafiło – Proszę (…)martwić. Wiele instytucji (…). (…) podróż?
Kilka słów, które niespodziewanie zaważyły na wszystkim czym ta rodzina była – niezależną, oderwaną od społeczeństwa wyspą, na której istniały reguły dokładnie odpowiadające wymaganiom jej mieszkańców.
Dzisiaj nie miała nawet czasu się zastanowić zanim otworzyła drzwi. Stała w nich ta młoda Tess – córka de Jongów. Od zawsze była wścibska, nic więc dziwnego, że została policjantką. W imię prawa robi to co jest zgodne z jej wynaturzoną osobowością – wpieprza się w cudze życie.
Liv niezmiernie się ucieszyła, kiedy zobaczyła ją w drzwiach. Zawsze uważała ją za absolutną kretynkę, która ma w sobie tyle inteligencji co jej upośledzona córka, czyli mniej niż ten zawszony kundel, który nie raczył nawet zaszczekać. Odetchnęła z ulgą wiedząc, że wszystko układa się zgodnie z jej planem. Przybrała minę maltretowanej kobiety z kryminalnego serialu, który pozwala oglądać Anouk i na punkcie, którego mała ma prawdziwą obsesję. Trochę to na początku martwiło Liv, ale z czasem zrozumiała, że nic nie poradzi na to, że jej córka nie odróżnia fikcji od rzeczywistości – mimo, że ma już ponad pięćdziesiąt lat.
– Pani Jannsen, proszę pozwolić sobie pomóc. Zajmę się wszystkim, proszę się nie martwić. Jest wiele instytucji, stworzonych by pomagać takim ludziom jak pani. Proszę to jeszcze raz przemyśleć. Wiem, że to trudna decyzja. Może lepiej, żebyśmy porozmawiały w jakimś innym miejscu. Gdzieś, gdzie będzie się pani czuła bezpiecznie. Wykazała się pani wielką odwagą, przysyłając do nas ten list. Teraz już nie musi być pani odważna, teraz my zajmiemy się wszystkim. Proszę nam tylko pozwolić działać. – Tess powiedziała to wszystko, przez chwilę czując, że naprawdę wierzy w te słowa, co ważniejsze, poczuła przez chwilę, że nawet w jakiś sposób współczuje tej kobiecie.
– Dziękuję pani, ja naprawdę już dłużej nie mam siły, spotkam się z panią, kiedy tylko wrócimy.
– To Państwo się gdzieś wybieracie? W tej sytuacji ja absolutnie nie mogę na to pozwolić – Test naprawdę się wściekła, nie rozumiała o co chodzi tej kobiecie, niby błaga o pomoc, opisując w liście okrucieństwa, których doznaje od męża od początku ich małżeństwa, no a teraz chce grać szczęśliwą rodzinkę
– To nasze pierwsze wspólne wakacje i jak się pani domyśla też ostatnie. Chcę, żeby Anouk zobaczyła coś więcej niż tylko jedną ulicę przy domu.
– Wolałabym, żebyśmy rozpoczęły procedurę pomocową natychmiast. Nie chcę mieć żadnych problemów, jeśli się okaże, że podczas wakacji mąż nie będzie umiał się powstrzymać i dostanie ataku szału, albo znowu wykorzysta Anouk.
– Jemu już od roku nie staje, zajęłam się tym.
– Jak to? Zresztą, nie chcę wiedzieć. To mnie nie uspokaja. Proszę przynajmniej podać adres, dokąd się państwo wybieracie.
– Jedziemy na camping do Monster.
– Jedziecie na swoje pierwsze wakacje do miejscowości, oddalonej od waszego domu o osiem kilometrów?
– Odległość nie ma znaczenia, kiedy nigdy nigdzie się nie było, prawda?
– Tak oczywiści. Może w takim razie, będziemy mogły kontynuować nasze spotkanie, powiedzmy jutro wieczorem? Mogę podjechać na plażę.
– To bardzo miłe, ale wolałabym jednak jeszcze przez moment poudawać szczęśliwą rodzinę, w końcu robiłam to całe życie.
– Dobrze w takim razie wrócę po Państwa powrocie. Miłego wypoczynku – powiedziawszy te słowa Tess poczuła, jak robi jej się słabo. Pracuje już w zawodzie kilka lat, ale ta kobieta działa na nią w jakiś szczególny sposób. Długo zastanawiała się jak to nazwać. I jedyne co przychodzi jej do głowy – to obrzydzenie. Dosyć nieadekwatne odczucie, biorąc pod uwagę, że owa kobieta od ponad pół wieku jest ofiarą przemocy domowej.
Tess pojawiła się w życiu Anouk, kiedy ta miała jakieś trzydzieści lat. Od razu się zaprzyjaźniły, choć Anouk tak naprawdę nie wiedziała czym jest przyjaźń. Ale Tess wiedziała. Przychodziła do niej codziennie wieczorem, kiedy rodzice pozwalali jej iść do swojego pokoju.
Na początku, spotykały się na krótko i w zasadzie nic do siebie nie mówiły. Z czasem, kiedy strach przed karą ze strony rodziców Anouk malał, spotkania się wydłużały i było naprawdę wesoło.
Anouk opowiadała przyjaciółce o przygodach jakie przeżywała w ciągu dnia, kiedy to z rodzicami kręcili filmy w piwnicy, Tess natomiast mówiła o życiu w szkole i poza szkołą.
Lata mijały a przyjaźń kwitła. Mimo tego Tess nie czuła się dobrze na myśl o tym czego była świadkiem, tuż przed tym nim postanowiła zaprzyjaźnić się z Anouk.
To co spowodowało, że Tess znienawidziła w sobie słabość, związane było z Liw Jennsen i jej poddańczą pozą, którą przez przypadek zobaczyła Tess, kiedy mijała ich dom, pewnej nocy.
Na początku nie wiedziała na co patrzy, dopiero po chwili, dostrzegła sens tego co zobaczyła. Jej mózg potrzebował czasu, by rozpoznać kobietę klęczącą przed mężczyzną. No tak robi mu loda – to nie takie znów straszne, śmieszne nawet. Tess się zawstydziła, ale tam było coś jeszcze, czego nie mogła dostrzec, lecz wyczuwała i to powodowało, że czuła się bardziej nieswojo niż kiedykolwiek w życiu.
Po chwili stało się jasne, że oprócz tych dwojga w pomieszczeniu jest jeszcze ich córka i pies.
Ta niepełnosprawna kobieta, leżąc nago na ziemi, rozkładała nogi wciskając sobie między nie psa, który wył z bólu.
Jej ciało było opuchnięte, tłuste. Podobnie jak ciała jej rodziców – stare i obleśne. Zwisające piersi Liv opierały się na rozdętym brzuchu. Miała brudne stopy, prawie czarne. Śmieszne, że z całej tej sceny największe obrzydzenie wywołały u Tess brudne stopy. Kiedy raz je dostrzegła, wszystko inne przestało istnieć. Nie istniała naga Anouk i kundel ocierany o jej waginę ani nawet to co potem zrobiła jej, jej matka, która wpatrując się w męża niczym pozbawiona godności niewolnica, przekazała córce w spadku całe swoje upokorzenie, gwałcąc ją butelką na oczach ojca. Tess nie wiedziała, jak ma zareagować, co zrobić. Nie wiedziała również w jaki sposób przestać na to patrzeć. Do dziś nie jest pewna, czy to co zobaczyła było prawdą, czy wytworem jej zbolałego umysłu, który w jakiś chory, drastyczny sposób chce sprowadzić ją na powrót do życia.
Wszystko co wtedy zobaczyła Tess, zostało zepchnięte przez jej przerażoną świadomość, głęboko poza możliwości intelektualnej interpretacji tego zdarzenia. Zostało pogrzebane pod kilkunastoma warstwami oskarżeń i wątpliwości, które pojawiały się za każdym razem, kiedy próbowała coś z siebie na ten temat wydusić.
Kiedyś próbowała o tym z nią rozmawiać. Podkradła się do ich domu i po cichu wspięła po rynnie do pokoju Anouk. Kiedy ta ją zauważyła, zaczęła krzyczeć i o mało nie zostały nakryte przez rodziców Anouk. I chodź na pewno tego nie wiedziały, to intuicyjnie wyczuwały, że nie byliby oni zadowoleni z obecność Tess w ich domu.
I wtedy Tess już nie była pewna czy to co widziała było prawdą,
Kiedy Tess dorosła postanowiła zostać policjantką.
Nim jednak Tess dorosła, przeżywała swoje nastoletnie życie dręczona demonami i cieniami przeszłości, nie tylko swojej, ale również tej niepełnosprawnej kobiety z sąsiedztwa
Często chodziła do lekarza, który dawał jej masę tabletek na polepszenie nastroju. I czasami tabletki pomagały, ale nie te od lekarza, ale te od Anouk, które czasami jej zostawiała, kiedy zapomniała je połknąć a bała się, że mam się zorientuje.
Po pewnym czasie, obie nie umiały już żyć bez tych pigułek i czasem nawet się o nie kłóciły. Wtedy do pokoju wpadała mama i krzyczała na Anouk, nie zważając na jej tłumaczenia, że to Tess zaczęła.
Dla mamy Tess nie istniała, do czasu, w którym pojawiła się u nich w dzień wyjazdu.
Anouk od razu ją poznała. Była to jej ulubiona bohaterka z serialu, który oglądała od kilku lat wieczorami. To była ona we własnej osobie. Długie brązowe, kręcone włosy, piwne olbrzymie oczy, pełne usta chyba wiecznie wykrzywione w grymasie niesmaku, ale mimo wszystko w jakiś sposób namiętne.
Chciała do niej podbiec i przytulić ją na dzień dobry, tak jak to zazwyczaj robiła w myślach, kiedy pojawiała się czołówka serialu, ale uznała, że lepiej jej nie przeszkadzać w pracy. Bo Anouk już wiedziała, że dziś Tess jest tutaj służbowo.
W dzieciństwie Tess nie lubiła przebywać z rówieśnikami, drażnili ją, wydawali się jej dziecinni. Zamiast ich towarzystwa wolała wałęsać się w samotności po okolicy, pełnej zaniedbanych i opuszczonych domów. Nie czuła się tam nigdy bezpiecznie, ale odkąd jej ojciec zmarł na zawał serca, nigdzie nie czuła się bezpiecznie. Często wyobrażała sobie jak serce jej ojca nagle się zawala pod naporem krwi, niczym kładka pod naporem wody. W jej wyobraźni serce ojca było kładką a nie tym głupim czymś z kartki walentynkowej.
Mniej więcej w tym czasie, Tess poraz pierwszy zobaczyła Liv Jennsen. Było to jakieś dwadzieście lat temu. Tess wtedy przeżywała swoje pierwsze załamanie nerwowe – to po śmierci ojca, miała sześć lat. Później będzie miała jeszcze kilkadziesiąt załamań, ale tamto utknęło w jej głowie na zawsze jako wyraz jej absolutnej niemocy, która wpisana jest w jej naturę. To co wydarzyło się później spowodowało, że za wszelką cenę, chciała pozbyć się tego uczucia – z różnymi skutkami, ale zawsze z pełną determinacją, że w końcu tego dokona.
Tamtego dnia, kiedy przełożony wysłał ją by zbadała sprawę maltretowania fizycznego i psychicznego, w rodzinie starego Noah, poczuła, że jej życie zatacza koło.
Poszła tam prowadzona obowiązkiem, ale też jakąś dziwną sympatią do ich córki. Nie wiedziała skąd się ona wzięła, dopiero później sobie wszystko uświadomiła, kiedy stara Liv zamknęła drzwi.
Teraz już była pewna co widziała dwadzieścia lat temu i dlaczego tak bardzo nienawidzi tej kobiety. Chciała od razu pobiec z powrotem do tego domu, zabrać z niego Anouk ale przypomniała sobie, jak ta zareagowała, kiedy jako dziecko chciała z nią porozmawiać o tym jaką krzywdę robią jej rodzice. Wprawdzie Tess była wtedy dzieckiem a Anouk dorosłą kobietą, ale mimo tego Tess miała wrażenie, że to ona musi wziąć odpowiedzialność za tą niepełnosprawną osobę. Dopiero kiedy Anouk się na nią wściekła, zwątpiła w swój osąd i już nigdy do tego nie wracała.
Nigdy aż do dziś. Bo teraz jest już pewna tego, że była świadkiem najbardziej okrutnej sytuacji, na którą rodzice mogą narazić własne dziecko, nawet jeśli jest ono już dorosłe.
Pojechała do komisariatu złożyć zeznania, jednocześnie będąc pewną, że znajdzie ich w Monster, tak jak mówili. Dla pewności jednak zgłosiła potrzebę śledzenia kampera przez tajniaków.
Wsiadając do auta, Anouk czuła się poddenerwowana, wiedziała, że tak jest, ponieważ bolał ją żołądek. Postanowiła jednak tym razem nie mówić nic mamie i sama sobie porodzić z biegającymi żabami w jelitach. Pogłaskała je czule, przycisnęła dłoń do brzucha i zamknęła oczy z nadzieją, że żaby wezmą z niej przykład i postanowią się zdrzemnąć.
Mama ruszyła natychmiast, obawiając się, że wpakują się w korki, jeżeli będą się ociągać. Przez chwilę w aucie panowała cisza, słychać było tylko szum silnika i mlaskanie psa.
Tata od rana był milczący, choć od czasu do czasu z jego ust dało się słyszeć jakieś pomrukiwania, na co mama reagowała z agresją i opryskliwie mu dogryzała.
Anouk przyglądała się temu ze zdziwieniem, po raz pierwszy bowiem w tych ludziach, z którymi siedziała w tym ciasnym domku na kółkach nie umiała rozpoznać nikogo a już na pewno, nie swoich rodziców.
Cała ta wyprawa zaczynała przypominać drogę donikąd. Nie było wspólnych rozmów ani śpiewów. Nie było radości, która miała towarzyszyć wszystkim, którzy wybierają się na wakacje.
Po chwili dotarli pod bramy campingu, ale Liv nie zdecydowała się wjechać do środka. Anouk siedziała w milczeniu tylko kundel zaczął mlaskać – nie przyzwyczajony do siedzenia w tak ciasnym pomieszczeniu.
Postali jeszcze jakiś czas. Na dworze zrobiło się ciemno, zaczął padać deszcz. Liv z impetem wycofała kampera i ruszyła zbyt szybko jak na wąskie drogi tej mieściny. Ich kamper ledwo mieścił się na szosie. Widoczność spadła praktycznie do zera. Anouk wyczuła instynktownie, że dzieje się coś złego i jak zwykle w takich momentach zaczęła oddawać się rozkoszą cielesnym. Widząc to Liv uśmiechnęła się z przekąsem, wiedząc, że żaden normalny człowiek nigdy nie zrozumie jej rodziny. Przez chwilę poczuła niesamowitą więź ze swoją córką – po raz pierwszy w życiu – nie wiedziała, że ostatni, ponieważ przy następnym zakręcie kamper wpadł do kanału. Nie mieli szans, by się uratować.
Nikt za nimi nie płakał. W miasteczku wybuchł skandal. Gazety się rozpisywały o potworach. Sąsiedzi spuszczali głowy z zażenowania. Po kilku dniach dom został wystawiony na sprzedaż. Przez rok nikt nie chciała go nawet oglądać. Po roku kupiła go jakaś rodzina emigrantów zarobkowych. Nikt nie miał pretensji, że to obcokrajowcy.
Tess wyjechała do Hiszpanii. Podobno poznała tam kogoś – nikt nie wie kogo, ale jest szczęśliwa, z daleka od wspomnień.