W zasadzie o tradycjach chciałabym dziś napisać. Ale jakoś zrobić to tak spokojnie, z szacunkiem. Tylko jak z szacunkiem napisać, że najlepiej to, żeby tych wszystkich tradycji nie było.
Żeby nie było tego czegoś, za co ludzie uparli się zabijać siebie nawzajem, albo nawet samych siebie. Górnolotne idee, którymi każdy może gębę sobie wytrzeć.
A ja się zastanawiam czemu w moim imieniu głos zawiera jakiś małorolny chłop spod Buga.
Wszak to święta sprawa tradycja a o niej to tylko jaki doktór mówić może albo profesor. Profesor powiedział w telewizorze, że Polska ma sześć wieków tradycji tolerancji i nikt nie musi jej, czyli nas jej, czyli tolerancji uczyć. Więc skoro Małopolska jako Polska mówi o strefach wolnych od LGBT to tradycyjnie ma rację. I nie szkodzi, że cały świat uważa na odwrót, profesor jako ojciec prezydenta tego tradycyjnie tolerancyjnego państwa mówi i tak jest. Ale nie w sprawie polskich gejów moja wypowiedź – niech Piasek teraz się wypowiada, skoro mu się w końcu nazbierało na wyznania. Ja o tradycjach chcę a nawet przeciw nim. Bo coś mi się widzi, że wszystkie one – i te europejskie i te każde inne światowe to wyblakły kompletnie i o niczym już nie stanowią tylko li jedynie o bzdurnych zasadach, których nie można już dłużej stosować.
Bo wszystko, ale tak naprawdę wszystko się zdewaluowało już dawno temu, gdzieś w latach trzydziestych poprzedniego wieku, przynajmniej w odniesieniu do Europy. Na świecie to różnie to było. Ale tak naprawdę wszystko szlak trafił, kiedy kazano nam założyć maski i no i my założyli. No i my w tych maskach o wolności mówić chcemy, o tolerancji i różnych innych sprawach, nie dostrzegając, że to żart jest a nie poważna dysputa. I tylko szacunek do Powstańców Warszawskich broni mnie przed tym, by nie powiedzieć, że trzeba być idiotą, żeby nabierać się jeszcze teraz na te wszystkie tradycje, religie, zasady moralne.
Nie ma już na świecie okultyzmu – wszyscy wiedzą, że Bóg jest kobietą. Może już pora zmierzyć się z absolutną prawdą o tym, że wszystko było wymyślone albo nadal jest myślane w ramach największego eksperymentu ludzkości, który polega na tym, że ludzkość sama siebie tworzy i przez to już się totalnie wyprztykała.
Czy to naprawdę byłoby takie straszne, gdyby nagle te wszystkie wartości i tradycje przestały istnieć? Przecież jedyny powód, dla którego istniały to chęć trzymania za pysk do parteru, okraszona patriotyczną pieśnią. O jaka dumna jestem, że jestem Polką, szczególnie jak zagranicą jestem. O jaka dumna jestem, że jestem Chrześcijanką, na całe szczęście nie muzułmanką – pewnie już dawno by mnie ukamieniowali.
Tak więc mimo z lekka akcentu rolniczego z terenów utraconych, przyglądam się tradycjom, które stanowią o tożsamości całych narodów i jednostek niestety też czasami. Myślę sobie, że cholera, dlaczego coś co wcale miłe i dobre nie jest, uparcie się jednak praktykuje w życiu z dumą kalecząc, poniżając i w ogóle robiąc zupełnie tak naprawdę nikomu nie potrzebne rzeczy. Chyba jedynie ta tradycja potrzebna jest temu rolnikowi we mnie, który inaczej, nie wiedziałby, jak żyć, choć sam premier i tego nie wie. A tradycyjnie to do niego głos w tej sprawie należy – taki absurd tradycji