No chociaż w las, niech ta nauka idzie!


Pamiętacie słowa Marii Czubaszek – „ Czasami, jak słucham niektórych ludzi, to myślę sobie: Serio? To jest ten plemnik, co wygrał?” Te słowa dziś mi towarzyszyły od rana ale zupełnie w innym kontekście i dotyczyły raczej mojego miejsca na Ziemi. No bo naprawdę, ale tak na serio, moja dusza zapragnęła pokonać te wszystkie światy astralne i wejść w to, trochę zbyt okrągłe ciało? No i czego ona chce się nauczyć, doświadczyć poprzez tę naukę? Tego, że można przez kilkanaście godzin dziennie wykonywać tę samą czynność? Albo tego, że nie za każdym razem można jechać na warsztaty rozwojowe do Portugalii, gdzie te wszystkie pytania można by było zadać na głos.
Po tylu trudach i przemierzeniu tylu równoległych światów, w końcu moja dusza dostała od Wszechświata szansę na podniesienie swoich wibracji, poprzez zachłystywanie się ciągłe bytnością na tej małej planecie. Oczywiście nie rozumiem dlaczego akurat ta planeta jest celem wędrówki dusz, ale to nie o moje rozumienie tu chodzi. Zresztą piękno świata i jego okrucieństwo jest dla mnie, chyba na dziś i teraz, wystarczającym wyjaśnieniem tego zjawiska.
I to takie piękne jest, romantyczne. Przyglądam się ludziom, którzy odrabiają swoje lekcje dzielnie i z zapałem. Widzę jak pokonują przeciwności, karmią się miłością. Robią całą masę rzeczy ważnych, nie tylko dla ich własnych dusz ale i dla innych. Bo jak wiadomo, im bardziej pomagasz sobie tym bardziej pomagasz innym. Niektórzy to już pojęli i stali się cudownymi przewodnikami dla swoich dusz, które w doskonały sposób odcięły się od myślenia.
Bo tak naprawdę tyle jest tutaj do zrobienia. Tyle można poczuć. Wystarczy tylko zanurzyć się w tym życiu, przyjąć je do siebie i uśmiechać się z wdzięcznością, że można tego doświadczać.
Czyż to nie jest cudowne? Ile w tym wolności dla oddechu, który wędruję po całym ciele. Jak wspaniale jest widzieć te wszystkie rzeczy, jak cudownie.
Kiedy w końcu otwieram oczy jestem w połowie rajki. Uświadamiam sobie, że moje tu i teraz to szklarnia, ani to dobrze ani źle. Pogodziłam się z tym. W żaden sposób mi to nie uwłacza, rozśmiesza mnie nawet, że ludzie kiedyś ustalili, że trzeba pracować i pracują, no ja też pracuję. Tak na serio – codziennie rano wstaję i idę do pracy – przez moment przypominam sobie dzieciństwo- moment przed szkołą, przed przedszkolem. Jakie to wtedy było naturalne, że budzisz się kiedy już się wyśpisz.
Oczywiście świetnie, że jako kobieta mogę pracować i chociaż praca jest nudna i nie wymagająca żadnej kreatywności, to może tego moja dusza ma się nauczyć ? No właśnie czego? Tego, by mimo wszystkim wzorcom i programom zakotwiczonym we mnie od pokoleń – bo ja to oni a oni to ja – powiedzieć z odwagą – wolę jednak nie pracować fizycznie, mam dość, teraz chcę już tylko pisać.
I nie interesuję mnie, że uważasz mnie za lenia. Pewnie mewa, która przelatywała dziś nad szklarnią wzięła mnie za mrówkę – a ja z tych dwóch różnych opinii wybieram swoją wolność, nawet jeśli za chwilę otworzę oczy i się okaże, że zupełnie jak dotąd, jestem najwolniejszym pracownikiem ever – rywalizacji po wygranym plemniku to ja nie odziedziczyłam pani Czubaszek

Dodaj komentarz