Ach to moje życie. Po raz kolejny zataczam koło w karierze zawodowej, znajdując się w jego centrum a na obrzeżasz społecznych, czyli krótko mówiąc – bezrobotna jestem.
Nic to nowego w zasadzie a już na pewno niezbyt ciekawy temat, gdyby właśnie nie ta ciekawość. Bo mimo paniki, która pojawiła się u mnie w mózgu to dodatkowo w sercu pojawiła się ciekawość.
Czysta jak górski strumyk, szemrząca w sercu ciekawość. Prawie się nią zachłysnęłam – jej świeżością, nie tkniętą strukturą kryształowego piękna. I to ona właśnie sprawiła, że mimo przebijającej się w moich myślach męczącej beznadziei i płonącego stosu wyrzutów sumienia, że powinnam za wszelką cenę trzymać się tego co nie dla mnie, bo tak być powinno- powiedziawszy raz i wyraźnie nie – straciłam źródło dochodów, zostając w swojej wolności co nieco osamotniona.
Jednakowoż z pojawieniem się owej ciekawości niczym z powiewem morskiej bryzy, odzyskuję pomału siebie. Bo kiedy dziś otworzyłam oczy, przyszło do mnie zdanie – Ciekawe co się teraz stanie? Potem pojawiły się również miliony innych zdań, ale ja na ułamek sekundy zatrzymałam się w tym – ciekawe – i naprawdę to poczułam. Ale nie jak czuje się oczekiwanie, tylko wręcz bez niego, bez koncepcji i bez zielonego pojęcia jak ma być, bo mimo wcześniejszego doświadczenia, na ten rzeczony wcześniej ułamek sekundy, o doświadczeniu zapomniałam.
Rozkoszuję się więc, teraz już wspomnieniem mojego zachwytu nad ciekawością, bo cholernie to obezwładniające umysł uczucie. Taka sobie dzierlatka ciekawość, która za nic ma sobie konwenanse i wiedzę. Wprasza się i rozgaszcza kompletnie nie przewidywalna w czynach i słowach. Biega po salonach w mózgu, które do tej pory pozamykane były na cztery spusty i zarastały kurzem albo mchem, czymkolwiek bądź co miało za zadanie zakamuflowanie prawdziwej istoty tych miejsc w mózgu, które zakryte do niczego się nie miały przydać.
A teraz okazuje się, że oprócz świata zewnętrznego i w tym całkiem anatomicznym mózgu znajdują się nie odkryte obszary, i to jeszcze bardziej wzmogło – uskrzydlając ciekawość. Bo ona już na dobre się rozgościła. Wypiła ze mną kawę i na moment zapomniałyśmy, że sprowadziła ją do mnie moja bezrobotna sytuacja.
I tak sobie gawędzimy o tym, co nie istotne, starając się rozmawiać bez wyrażania opinii i ocen. Jednym słowem – bez słów- oddychamy do przepony – dziwiąc się niezmiernie, dokąd też oddech dociera, a za każdym razem – jakby gdzie indziej.
Pora już na mnie, odchodzę w tą sobotę z zachwytem również nad starością. Nie to bym stara już bardzo była, ale zdałam sobie sprawę, że Wszechświat wspaniale to rozwiązał wprowadzając na starość ograniczenia w ciele. Nim wzburzenie odbierze Ci czytelniku rozsądek, pomyśl, nad tym, ile razy to właśnie granice Twojego ciała, uchroniły Cię od wykonywania czegoś, czego nie chciałeś robić a mimo wszystko robiłeś? Ciało nie kłamie, chociaż mózg czasami chciałby inaczej.
Na koniec dziwię się z ciekawością bo kompletnie już nie rozumiem dlaczego śniły mi się wakacje w Chorwacji – może to jakiś znak, że życie z zasiłku nie musi być ponure?