Boskie niedopatrzenie


Bóg rzadko spogląda na ludzi. Zazwyczaj utrudniają mu to chmury burzowe i nienajlepszy już wzrok. Tego dnia jednak, mimo ponad świetlnej odległości Bóg dostrzegł Ester. Na Ziemi właśnie szalała ogromna wichura, zrywająca dachy z domów i rozganiająca chmury na sześć stron świata. Bo świat ma sześć stron, ale ludzie o tym nie wiedzą.
Tak więc kiedy w niebie pojawiła się dziura, a dokładnie w podłodze nieba, Bóg przez przypadek a może jednak powodowany ciekawością, spojrzał w dół. W jego oczach pojawił się zamazany obraz kobiety, a że Bóg patrzy oczami a nie mózgiem, jak człowiek, dostrzegł w tej kobiecie małą Ester.
Zdziwił się niezmiernie na okazany brak zainteresowania ze strony kobiety, bo, mimo że poczuła ona obecność Boga w sobie, nie przerwała obierania ziemniaków. Dziwił się Bóg nie tylko temu, ale zagadką dla niego, po wsze czasy pozostanie fakt obierania ziemniaków w trakcie szalejącego tajfunu.
Tak czy siak, po nawiązaniu jednostronnego, głęboko duchowego kontaktu, Bóg zapragnął – i choć nie wiadomo czym pragnienie jak i myślenie boskie być może- mimo problemów diagnostycznych, podarować małej Ester prezent.
Obdarowana Ester zdziwiła się okrutnie, kiedy obierając ziemniaka, podobnie jak wiele innych przed tym konkretnym, nagle poczuła, że choć ziemniak tylko w połowie został przez nią obrany, wpadł z impetem do garnka z wodą, paskudząc i tak mokrą od ściekającego przez brak dachu, deszczu.
Odłożywszy nóż, który nagle przestał pasować jej do dłoni, poprawiła odruchowo włosy, spojrzała do lustra, w którym nie zauważyła swojego odbicia, wyszła na zewnątrz. Po przekręceniu klucza w domu bez dachu, odwróciwszy się na pięcie, dostrzegła przed sobą puszcze, której dotąd nigdy nie widziała, a mieszkała tutaj już dwadzieścia lat. Teraz ma czterdzieści, więc według statystyk albo doznała olśnienia, a po duchowemu- objawienia albo ma właśnie epizod schizofreniczny. Obie te możliwości, tak przecież zbieżne, nie spowodowały nawet minimalnego podwyższenia tętna ani ciśnienia jej krwi.
Czymże więc Bóg obdarował Ester, skoro znalazła się nagle w dzikiej puszczy, bez objawów strachu, tak charakterystycznych dla wszystkich ludzi, którzy nagle znajdują się w puszczy?
Odpowiedź na to pytanie zawisło w powietrzu, a że mimo wszystko wichura trwała dalej, zostało porwane przez odłam wiatrów, który w ramach buntu uparły się szukać siódmej strony świata. Wiatry, podobnie jak ludzie, ulegają pokusie poszukiwań według prawa Navigare necesse est i podobnie jak ludzie, często lądują na mieliźnie swoich pragnień.
Odłożywszy pytanie na później, podobnie jak potrzebę szukania ścieżki wśród zwisających gałęzi i pędów dzikich, nieznanych roślin, Ester ruszyła śmiało przed siebie. Może i wybrałaby inny kierunek, ale coś pchało ją akurat w te rejony, które nie wymagały od niej skręcania. Prawdę mówiąc, za sobą miała tylko dom bez dachu i nieskończone obieranie ziemniaków, których nawet nie lubiła spożywać.
Szła więc dzielnie, nie dziwiąc się zupełnie gadającym wężom, wydrom i rozkrzyczanym mrówkom, które dźwigały kawałki dachu jej domu. W drugiej minucie marszu, minął ją biały królik a po chwili Alicja, która bardzo miło ją pozdrowiła, oddalając się w sposób nad wyraz osobliwy. Po chwili zagadka się rozwiązała. Alicja nie chcąc by Ester zauważyła, że trzyma w ręku kieszonkową, składaną siekierę, minęła ją idąc właśnie na rękach. To pomieszanie spowodowało, że siekierka miast ulec schowaniu, znalazła się w miejscu głowy Alicji, co logicznie rzec biorąc, spowodowało, że stała się tym bardziej widoczna dla Ester.
Potem minęła jeszcze psa ubranego w melonik i kurtkę przeciwdeszczową, który z wielce zadowoloną minął wyprowadzał na smyczy pana Kazimierza. Pan Kazimierz też wydawał się wielce zadowolony, ponieważ za swoje posłuszeństwo, oczekiwał nagrody w postaci kilkuminutowego swobodnego lotu ku szybkiemu numerkowi z panią Jadzią.
Ludzie bywają szczególnie zabawni, kiedy im się wydaję, że dzięki swoim zdolnością handlowo – manipulacyjnym, osiągają sukces, nie zważając, że przez ten naiwny zabieg stają się najtańszą walutą w całym wszechświecie.
Droga w puszczy ma to do siebie to, że wyrywa się ramom czasu i miesza ze sobą dzień i noc, rzeczywistość z inną rzeczywistością. Jedynie zmęczenie jest ponadczasowe – szczególnie w Japonii. A że Japończycy znają się na technologii i ciele ludzkim najlepiej na świecie, dlatego na walnym zgromadzeniu wybrali jednego spośród siebie, który będzie wnikał w ciała zachodnich mieszkańców ziemi. Oprócz obecności Boga więc Ester ma sobie jeszcze jednego mieszkańca- Pana Hashimoto.
Dziwactwa te nie zrażają dzielną Ester do podejmowania prób nawiązywania niezobowiązujących znajomości z innymi mieszkańcami puszczy. I tak tylko, kiedy owa myśl pojawiła się w jej głowie, a wyglądała ona jak wiązka światła przelatująca przez liście, materializując dla zewnętrznego świata, istnieje pulsujących żyłek, tak oto wtedy stanął przed nią czystej angielsko – arabskiej krwi ogier, zaśmiewając się z triumfem ze swego odkrycia, którym nie omieszka- a jakże – z nią się podzielić.

  • Otóż droga Pani, jako że na imię pani Ester, to po przestawieniu liter i dokonaniu małej ekstrakcji, pozostaje i jednocześnie – przepraszam za wyrażenie – rodzi się REST – oto wielka tajemnica życia.
    Te słowa bardzo uradowały Ester, ponieważ mimo puszczy i duchowego uniesienia, nadal dobijały się do niej wyrzuty sumienia, do żywego przypominające w połowie tylko obranego ziemniaka. I może była to swego rodzaju konfabulacja, ale Ester odrzuciła ją, podobnie jak wszystkie inne słowa, które ciężko wypowiedzieć w wilgotnym powietrzu puszczy.
    Trochę wbrew zwyczajom kobiet w swoim rodzie, a już szczególnie prababki Penelopy, postanowiła, już nigdy nie wracać do domu. Decyzja wcale nie była drastyczna -dom i tak nie miał dachu.
    Dlatego Ester pozostała w puszczy. Gdzieś tam jest. Pewnie, któregoś dnia spotka Beatę Pawlikowską i jej wycieczkę, o czym dowiemy się pewnie z facebooka. A może kiedyś i ja pojadę na taką wycieczkę, bo nie lubię obierać ziemniaków.
    Co do Boga, to wielce rozczarowany i trochę już znudzony, ciągłymi zmianami wyglądu i scenografii, no i przypadającymi akurat teraz „ tymi dniami”, zaczął w bezczelny, jak na siebie sposób podsuwać Ester odpowiedzi na temat prezentu, którym ją obdarował. Nie mógł uwierzyć, że ta dziewczynka w ciele kobiety, porzuciła pytanie i mimo absurdów, do których żaden mózg, nawet takiego pingwina – niby ptak a ryba – nie przywykł, nie podaje w wątpliwość powszechności występowania zjawisk, z którymi od jakiegoś czasu obcuje.
    Sytuacja stała się na tyle napięta, iż dziura w podłodze nieba, zupełnie nie przewidywalnie, niczym pogoda w Holandii, zaczęła w zauważalny sposób się zmniejszać, przez co widoczność dla Boga również się kurczyła.
    Bóg już zaczął porzucać wszelką nadzieję, na okruch nawet wdzięczności ze strony Ester, kiedy to uderzył go od wewnątrz, grom z jasnego nieba.
    Przypomniał sobie bowiem, że wcale żadnego prezentu nie było jeszcze. Przecież czas ziemski i boski różnią się od siebie jak jego lewica i prawica. Dlatego prezent dla Ester pozostał jeszcze w sferze jego boskich intencji a wszystko co Ester od niego dostała, wzięła sobie sama, bo tak czy siak on jest nią a ona nim – więc kiedy ktoś szuka Boga znajduje Ester, a kiedy Ester to ukazuje mu się Bóg . Myśl ta tak bardzo uspokoiła Boga, że zaraz po niej pojawiła się druga, dotycząca epizodu schizofrenicznego. Całe szczęście, że zdążył stworzyć psychiatrów, zapomniał jedynie, żeby zawczasu zlikwidować kolejki w przychodni.

6 myśli na temat “Boskie niedopatrzenie

  1. Psychiatrzy to też ludzie…Znam przypadki gdzie niestety zamiast pomagać wykorzystują swoją wiedzę perfidnie…
    Dla mnie Ester=Reset😀 też można popatrzeć w ten sposób?
    Powiadasz sama wszystko zdobyła…pokusiłaś się o lekkie odwrócenie ról, ciekawy zabieg.
    Myślisz bardzo niezależnie, czytelnik „zmuszony” jest do pewnych refleksji, gdy już myślę, że wiem w czym rzecz…zaskakujesz.
    Nad tym tekstem potrzebuję pomyśleć. Podoba mi się Ester 🙂
    Tak sobie myślę..
    Chyba nie ma nic piękniejszego niż wyrzuty sumienia w człowieku…póki jeszcze są dają nam szanse na zachowanie boskiej iskry w sobie.
    🙂
    Poczytam i przemyślę,bo warto takie okruszki zbierać do głębszej analizy człowieka.
    Pozdrawiam.

    Polubienie

    1. Witaj bardzo. Myślę nad wyrzutami sumienia a boską iskrą. I mam dylemat. Iskra boska to to wszystko co da się przetransformować w miłość- według mnie. A z wyrzutami sumienia się nie da. To właśnie one podcinają nam skrzydła, oddzielają, rozszarpują. Zmuszają do życia gdzieś indziej niż w tu i w teraz. Stanowią klatkę, której mimo otwartych drzwiczek, nie opuszczamy. Są pięknie romantyczne, tylko o czyim sumieniu stanowią i dlaczego mają o czymkolwiek stanowić, skoro to co zostało zrobione musiało się stać?
      Tak czy siak no nie wiem jak z tym sumieniem jest a z jego wyrzutami tym bardziej- dla mnie to raczej wysypka jakaś a nie Iskra boska.
      Ps. Bardzo dziękuję za komentarz i za to, że chciałam dzięki niemu pomyśleć. Pozdrawiam Cię cieplutko w ten cudownie, wyjątkowo niedeszczowy w Holandii wieczór.

      Polubienie

  2. Ostatnio chyba ciągle coś źle przekazuję…hm. Nie uważam,że są boską iskrą,a jedynie pozwalają zachować ją nam w sobie:) Coż nas odróżnia od innych ssaków? Wolna wola i sumienie. Prawdę mówiąc to tematy na dłuższą dyskusję:) nie na komentarz…postaram się krótko przedstawić swój punkt widzenia. Powiedzmy, chcemy zrobić coś nieetycznego i dobrze wiemy, że uderzy to w kogoś…ale zysk, profit jest kuszący. Więc robimy to. Sumienie nas chwilę gryzie, czeka na karę…jest nagroda ale kary brak, byliśmy powiedzmy ostrożni, sprytni, może mieliśmy szczęście..Czy kolejnym razem będzie ten hamulec wewnętrzny? Za każdym kolejnym mniejszy, aż całkiem zniknie. Przestaniemy się przejmować, przecież dostaliśmy co chcieliśmy, prawda? I tak aż do obojętności..martwicy bym rzekła prowadzimy samych siebie. Zabijamy więc w nas to, co ludzkie i boskie:)
    Niestety jestem naiwnie romantyczna;)
    Zawsze szukam w człowieku czegoś więcej i wierzę, że każdy gdzieś tam jeszcze słyszy to swoje sumienie. Trzeba mu tylko pomóc zrozumieć, że to po to, by siebie naprawił.
    Bo niestety ale, jak pisałaś, te wyrzuty sumienia, im bardziej zagłuszane, tym bardziej zamykają nas w tej cholernej klatce.
    A tylko, ten który je usłyszy, ma do niej klucz, znając prawdę i źródło tych wyrzutów.
    Ale jeśli je pozna może na nowo rozbudzić tą iskrę i stąd już droga ku transformacji w miłość- jak pięknie napisałaś:)
    Dlatego uważam, że są pięknem człowieka. A że i swędzącą od środka wysypką;) tu się zgadzam:D
    Chciałabym poczytać Twoje teksty w wersji książkowej:)

    Polubienie

    1. Może trzeba znaleźć jakiś kompromus słowny i wyrzuty sumienia zastąpić innym terminem, np zblokowana jasność w duszy, albo coś.?
      Ps. Masz chyba jakieś chody we Wszechświecie, bo moja książka wychodzi w listopadzie. Będzie to zbiór opowiadań, niektóre chyba nawet już czytałaś. Pozdrawiam i niezmiennie wdzięczna jestem, że tutaj zaglądasz.

      Polubienie

  3. Kompromisów muszę się nauczyć. 😉 Faktycznie zawsze mam z nimi problem..Jednak Twoje argumenty i zaproponowana zmiana są warte uwagi. Jeśli tylko książka będzie dostępna poproszę o szczegółowe info. 🙂

    Polubienie

Dodaj komentarz