Raport ze schodów

Przyszedł taki moment w moim życiu, że ludzie których spotykam są młodsi ode mnie a koleżankom miast dzieci rodzą się wnuki i prawnuki. Młodszych ludzi, wcześniej oczywiście też spotykałam, ale wtedy nie było to takie wyraźne, bezzmarszczkowe – teraz jest.
Trochę się wydarzyło w moim życiu w ostatnim tygodniu a dziś jestem jak mewa, która w pewnym momencie przestaje machać skrzydłami i na ułamek sekundy zastyga w bezruchu, nim porwana prądem wiatru znów zacznie przemierzać przestworza.
Patrzę na tą scenę z wypiekami na twarzy i może trochę z zażenowaniem, że mewa się nie boi a ja w bezruchu dostrzegam śmierć.
Ale dobrze już. Wszystko jest takie jakie powinno być i nawet świadomość porywu wiatru, może stać się niezłą przygodą, jeśli tylko zechcę. W końcu odważna jestem, może nawet w niektórych poczynaniach arogancka, ale mechanizmy obronne mają stabilne fundamenty i z tego co mogłoby być błogie i naturalne, czynią potyczkę na śmierć i życie.
Kompletnie odbiegłam od tematu, czyniąc to w sposób namiętny.
No i teraz właśnie jestem tutaj z myślą o tym co tak naprawdę się wydarzyło w ciągu tygodnia, a ściślej rzecz ujmując w ciągu pięciu dni.
Będąc przez moment na fali, zbyt skupiona na jej wysokości, pozwoliłam, żeby rozbiła się o brzeg prawie niezauważona. Żal tyłek ściska.
Jednocześnie w tym samym czasie, gdzieś na świecie, ktoś się urodził, umarł, przegrał albo wygrał swoje życie. Kto z nich lepszy i kto jest większym szczęściarzem – nie mam zielonego pojęcia, ani nawet tęczowego też.
W tym całym zamieszaniu – pojawieniu się książki, zmienieniu pracy, spotkaniach, które uświadamiają mi, że mam w swoim życiu niesamowicie mądrych i czułych ludzi, moje życie nadal wygląda tak samo.
I tutaj docieram do pointy. Dlaczego z uporem maniaka Wszechświat nie zmienia mojego życia?
Gniew we mnie się burzy. Bulgoce tak głośno, że zagłusza na chwilę wrzaski sąsiadów z góry, którzy są przecież idealną parą.
Nic się kurde w moim położeniu nie zmienia. Kołdra ciągle zakrywa mi ciało a poduszka nie jest zbyt ortopedycznie idealna.
No a wszystko miało się zmienić – szepcze mi wprost do mózgu, omijając uszy, szyderczy głos, należący do nie wiadomo kogo. Kiedy pojawia się obraz studia nagraniowego, zdaję sobie sprawę, że głos w mojej głowie nie jest jeden. To nałożone na siebie ścieżki dźwiękowe tego co ktoś kiedyś, gdzieś, o mnie nie takiej.
A skoro już rozpoczęłam wycieczki po dziwnych miejscach, to właśnie wędruję z całą zgrają ósmoklasistów, zwiedzających zakłady pracy, w których mają spędzić swoje dorosłe życie.
Mamy szczęście, jesteśmy w miejscu, w których wytłaczane są płyty winylowe – to jest dopiero fajna praca, wystarczy mieć trochę wyobraźni by na co dzień obcować z wielkimi artystami. Kiedy po chwili dostrzegam płytę z nalepionym na niej nazwiskiem, zamieram- Barbara Sadowska.
Trochę to upiorne, że gdzieś jest wytłaczane moje życie a ja nawet nie mam wpływu na to, by powiedzieć, że lubię używać też swoje drugie imię.
Oj popłynęłam trochę. No ale sobota jest.
I jakie można podjąć kroki, by dalej nie brnąć w stronę, oddawania swojego życia w ręce, znowu tego użyję – nie wiadomo kogo?
Można wysadzić w powietrze studio nagraniowe i fabrykę płyt z przeszłości.
To jest skomplikowane i wymagające dużych nakładów finansowych, ale do zrobienia, tylko nie do końca ma sens – jak bowiem wysadzić coś co istnieje tylko w głowie i to w dodatku własnej?
Tutaj trzeba subtelniejszych rozwiązań jednak – skoro głosy pomijają uszy, to one ciągle mogą stanowić klucz do rozwiązania.
Możecie się śmiać, że to naiwne, ale kiedy uszy w całym zgiełku wyłapią szepty serca, to mózg za nimi pójdzie. Bo mózg ma słabość do serca.
A moje serce teraz szepcze, że tu i teraz – jest ok. Może to nie wygląda – pewnie, że chciałabym więcej. Tyle tylko, że za każdym razem już teraz pojawia się we mnie wdzięczność za to co mam. Czasami myślę, że utknęłam na schodach, zapominając, że one jednak gdzieś prowadzą, wystarczy odwrócić głowę.

4 myśli na temat “Raport ze schodów

  1. Napisałaś coś bardzo pięknego: „Mózg ma słabość do serca” to stwierdzenie przytulam i zapamiętam. I wiesz co..tak być powinno! Jestem tego pewna – dopóki tak jest…jest i nadzieja dla Człowieka jako gatunku.
    Pomyśl…o ile okrutniejszy byłby świat gdyby każdy kierował się tylko tym, co mózg uzna za wartościowe: logiczne, przeanalizowane i ocenione na plus. Działalibyśmy jak zaprogramowani. Puste roboty🤔 aż mnie wstrząsa na samą myśl😂.

    Słuszna uwaga na koniec – aby przypomnieć sobie dokąd prowadzą nasze schody…trzeba się obrócić.
    Zastanawia mnie czy…
    Utknęłaś patrząc wstecz?
    (Ale chyba nie zamierzasz zawracać?! )
    Czy zbyt zapatrzyłaś się na to, czego nie pozwalają ujrzeć_ niepokonane jeszcze stopnie?🤔

    Polubienie

    1. Ot i paradoks taki, aby iść do przodu, warto zerknąć wstecz. Ale nie, absolutnie nie utykać w tym tyle, tylko tak zerknąć a potem w swoją stronę- a najlepiej we wszystkie możliwe.
      A ja lubię siedzieć na schodach, daje mi to namacalne poczucie wyboru- nawet jeśli ograniczone tylko w dwóch kierunkach. A może to tylko odpoczynek, przed podjęciem decyzji?

      Polubienie

  2. Cieszę się, Siostrzyczko…lekko zmartwił mnie ten „szyderczy głos”… Ale Ty przecież wiesz, że słucha się tych, które są bliżej serca🙂. Reszta niech sobie kpi, szeptem czy głośno krzycząc..
    Pomiędzy biegami schodów są tzw.spoczniki😀 konstrukcyjny zamysł…widać Ty wolisz przystanąć jeszcze ” w biegu”😉 .
    I niech tak będzie..
    Serdeczności😃.

    Polubienie

Dodaj komentarz