Enneagaramowe koło fortuny-czwòrka(4)

Stojąc nad brzegiem zarośniętego do granic możliwości, kanału, Eustafy z typową dla siebie melancholią, wgapiał się w przepływające chmury. Nie mógł z nich wyczytać niczego, co pomogłoby mu pozbyć się smutku, który dręczył go tak bardzo. Kolejne godziny mijały a on nie potrafił zamienić upływającego czasu na doznania duchowe, pozwalające w bezruchu dostrzec boskość i radość z bycia tu i teraz.

Wprawdzie nie musiał zamartwiać się ani o wyżywienie, ani tym bardziej o dach nad głową. Wszystko to, z nadwyżką nawet znajdowało się nad rachitycznym kanałem, który rodzice jego nazywali domem.

Eustafy wiedział, że jest za to wdzięczny, zdawał sobie sprawę, że inni mają gorzej, ale on nie do końca jeszcze potrafił tę wdzięczność przekuć w uczucie.

Po kilku godzinach medytacji, poczuł mrowienie w nogach. Musiał podjąć decyzję, którą nogę unieść.

Dla Eustafego takie decyzje, oznaczały kolejne godziny refleksji. Gdyby miał więcej nóg, to może byłoby łatwiej. A tak skoro są tylko dwie, to trudno się zdecydować. W końcu jednak, nogi same podjęły decyzję i lewa się uniosła jako pierwsza. Za lewą nogą uaktywniła się prawa półkula mózgu Eustafego. Tak to już w przyrodzie jest – to znaczy na odwrót.

Chaos i rytmiczne szaleństwo owładnęły Eustafym, który w dziwny sposób, bo biegnący na ukos od nóg, poprzez serce aż do mózgu, wyczuł w sobie potrzebę wykonania tańca godowego, choć to nie miejsce ani czas na to.

Pech chciał, że akurat w tym czasie, przelatywała obok Amelia. Ujrzawszy taniec godowy w wykonaniu swojego wybranka, uznała, że Eustafy ją w bezczelny sposób zdradza, nie oddalając się nawet od swojego kanału. Jednym słowem, sra do swojego gniazda – nie oburzaj się drogi czytelniku na dosadność słów Amelii.

Zauważywszy swoją wybrankę, jak w pośpiechu oddala się od niego, Eustafy zdał sobie sprawę, że swojego błędu.  Chciał nawet tłumaczyć, że to nie to co ona myśli- niestety zanim zdążył zareagować Amelia zniknęła a obok niego pojawiła się gęś, żywo zainteresowana jego tańcem.

Gęś jak to gęś głupiutka bywa, ale nie na tyle, by nie rozpoznać w pląsającej czapli, godnego kandydata na wspólny wypad w zarośla. Trochę ją samą zaskoczyła płynność jej własnej orientacji seksualnej – bo w końcu czapla to chyba kobieta, ale Mania jednak do nowoczesnych dziewczyn należy – a wiadomo, że żeby życie miało smaczek raz gęś raz czapla.

W ostatniej chwili jednak Mania doznała tak obcej dla siebie refleksji – co innego skakanie z płci na płeć a co innego podróże między gatunkowe. Trochę z żalem, ale za to z ogromną dumą wynikającą z zapanowania nad instynktem, który zbłądził, odleciała w stronę zachodzącego słońca. Nie leciała długo w samotności, kiedy uszanowała siebie, okazało się, że szanują ją też inni. Obracając swoją pustą główkę, dostrzegła klucz przystojniaków, którzy podążają jej śladem.

Gęś odleciała a Eustafy już całkiem rozbity, jak zaczął tańczyć tak przestał. Zdał sobie sprawę z beznadziei swojej egzystencji. Właśnie stracił narzeczoną, z którą planowali wspólny wypad do Afryki, gdzie mieli skonsumować swój związek. Jego dom i źródło pożywienia to kanał – i nie da się z tego zrobić żadnej przenośni.

Zabawne w tym wszystkim jest to jednak, że kiedy kilkanaście godzin wcześniej, miał to wszystko, co teraz uważa, że stracił, jego smutek wcale nie był mniejszy.

Postawa jogina, w której spędził ostatnie kilkanaście godzin, spowodowała awanturę między nogami, bo każda chciała odpocząć. W końcu obydwie uniosły się do góry i Eustafy nie miał wyjścia, tylko użyć skrzydeł, o istnieniu, których zapomniał.

I wtedy po raz pierwszy doznał zachwytu. Tak, to jest banalne. Nawet człowiek się zachwyca, kiedy ma szansę z wysokości spojrzeć na ziemię. Te wszystkie kolory, gry cieni, światło chowające się między gałęziami. Błękit nieba i żółć dojrzewającego zboża. Do tego jeszcze ośnieżone góry, wzburzone morze, wiatr muskający twarz albo zagłuszający jęki swojego własnego marudzenia. Świat wtedy nabiera nowego znaczenia. Można się zachłysnąć i tak się dzieje. I nic tego nie zmieni, nawet diagnoza Chad.

Eustafy nie wie, czy akurat to zaburzenie jest właśnie tym które wygrał. Żyje jak żyje – od skrajnego bezruchu do szalonego lotu, a wszystko przeplatane podróżami do Afryki i dzikimi romansami na tym wibrującym od powietrza i hormonów lądzie. Potrafi spędzić ze swoim smutkiem całe godziny, zupełnie go nie wyganiając a potem po prostu wznieść się w powietrze i euforycznie przelecieć tuż nad głową, przypadkowego, ludzkiego przechodnia.

Eustafy jest czaplą, co wcale nie oznacza, że nie może być wszystkim i każdym innym.

Jedna odpowiedź na “Enneagaramowe koło fortuny-czwòrka(4)

  1. 🤔 – a niech każdy leci w swoją stronę!!..Jest to w sumie najlepsze co mogło się zdarzyć. Nieważne z jakiego powodu (rozczarowanie kimś, zapanowanie nad sobą, czy niejako brak większego wyboru), grunt że W Końcu wraca się do lotu, czyż nie ?
    Myślę, że jesteśmy nie tyle tą czaplą brodzącą w kanale…co każdym z tych ptaszków po trochu …
    I każdy ma taką „chorobę 3biegunową”😉, a objawem są spięcia na drodze rozum-serce-intuicja (czy tam podświadomość).
    😊
    Wiesz co sobie myślę? Diagnoza nie jest konieczna, jeśli życie jakim ktoś żyje temu komuś odpowiada i nie rzuca tym cienia na życie innych…
    Zaburzenie, które wygrał😉 – świetnie ujęte!

    🖐

    Polubienie

Dodaj komentarz