Od dawna widok pustej kartki nie wywoływał we mnie takich emocji. Burza myśli i gromy z jelit przeplatają się w wymyślaniu różnych interpretacji Summertime. Ella zawodzi, Norah walczy z mimowolną radosną nutką – kiedy ona przestanie się uśmiechać? Na koniec wszystko równoważy Janis, wprowadzając totalny rozpierdziel w alternatywnej rzeczywistości Łąk Niebieskich.
Wkrótce będzie lato. Od kilku tygodni metodycznie prześcigam samą siebie w wymyślaniu bardziej jeszcze i jeszcze bardziej – marudzenia. Bo zima się nie skończyła. Nie zajmują mnie zupełnie inne tematy społeczno-polityczne, nie docierają argumenty ocieplenia klimatu – chcę lato, bo lato zmienia wszystko.
Jak na komendę właśnie niebo się rozjaśniło i słońce zrywa boki – cyniczne słońce – tak myślę sobie a ono dowala mi w źrenicę swoją nagością. Dobra więc przetrzymam cię – polecę dojrzałością – na pewno nie wytrzymasz do południa – już ja cię znam, zaraz się schowasz, nim skończę ten post, nim wbiję się w sukienkę, nim uśmiechnę się pod wpływem bonusowej dawki witaminy D.
Słońce igra ze mną i przypomina świętokradczą prawdę – Jak wewnątrz, tak i na zewnątrz.
Pochmurnie się robi. Wstyd zalewa policzki. Cholera. Trzeba zneutralizować, uciec, przekierować.
Coś przecież musi zajmować moją lewą półkulę oprócz szarej miazgi czy czegoś takiego. Napis na murze czaszki – wszystko jest dla ludzi – ale czy naprawdę to oznacza, że dla mnie?
Z urodzenia człowiekiem jestem – więc dla mnie to wszystko jest również. Wszystko to jednak za dużo, przepraszam, ale nie skorzystam. Zwinę się w embrionek na niewygodnej wersalce i pokołyszę się w rytm kroków człowieka wspinającego się na szczyt. Tam to dopiero jest zima – wiem – inni za mnie pokonywali tę drogę, no i dzięki nim i absolutnie niewiarygodnemu połączeniu, w jakiś magiczny sposób ja z nimi tam się doczłapałam. Przyprószyło to moje lustrzane neurony, które muszę teraz przecierać specjalną, pochłaniającą wilgoć ściereczką.
Oj jak ja łatwo ulegam własnej manipulacji – no i tej zewnętrznej przez to też. Porażka ostatnich miesięcy- Lidia Tar, ta kobieta mogła robić ze mną wszystko – oj wstyd Sadowska, wstyd. No ale czego wy się mnie czepiacie – byłam uczniem z czerwonym paskiem – czy to nie wystarczające potwierdzenie mojej uległości i upośledzenia wyobraźni? Dzięki sobie nie skończyłam studiów, bo pewnie dziś nie potrafiłabym nawet rozpoznać podszeptów intuicji. Choć szczerze powiedziawszy górnolotne dyskursy intelektualne mnie fascynują i nie usypiają. Taka ironia.
Co do pani Tar i jej prób oddzielenia człowieka od jego twórczości – cóż prosta, nieintelektualnie perwersyjna myśl – nie ulegamy tylko autorytetowi, ale pięknu człowieka, który skurwysynem jest.
Tak, to ułomność percepcji i preferencje estetyczne czasami wprowadzają nas w kręgi piekieł – i to od razu gdzieś w środkowe, żeby trudniej było się wygrzebać.
Dalej więc dalej – wszystko dla ludzi – coś mi mówi, że nie dość ugryzłam temat. No ale było już o wycofaniu, co pewnie bardziej lotnych czytelników w psychologii, od razu liściem po twarzy uderzyło w pierwszym zdaniu mojej wypowiedzi. Żadna tajemnica wiary, nawet nie odkrycie wróżby w ciasteczku chińskim – z tym to dopiero kojarzą się emocje – to tylko spazmatyczne ruchy palców po klawiaturze.
Przy końcu wypowiedzi pojawia się imperatyw by jednak jakoś odnieść się do tu i teraz. Pochwalić się rzeczywistością albo przynajmniej nie pierdzielić w kółko o zimie. Niedziela Palmowa jest – krąg kultury judeo – chrześcijańskiej, zostawił na mojej szyi odcisk uprzęży. Czasami pali jak cholera czasami zdrapywanie strupa powoduje niezdrową namiętność – taka zabawa w autoagresję.
Czy Słowianie przed Mieszkiem byli radośni w niedzielę, która za ich czasów nie mogła być palmowa, bo przecież rzadko palmy wyrastają w puszczach północy? I dlaczego gdzieś na moim ciele nie ma odbitych znamion kultury innej niż wyżej wspomniana? Tutaj chętnie bym pogadała z panią Janion, choć nasz dialog byłby jednostronny, przybierając charakter monologu – czynię więc to teraz, bo co za różnica czy wtedy, czy teraz – czas nie istnieje, jest tylko – no nie wiem co jest tylko – może dlatego, że jednak nie skończyłam tej szkoły? Tak czy siak wszystko jest dla ludzi – a najbardziej cierpliwość papieru i szyderstwo pustej kartki.
„po ludzku”
we własnej perfekcji słabnąc
złotem chce widzieć w oczach piach
lecz bez opadu wzruszeń
pozwala aby wybrał strach
ze słońcem łaknie burzy
wciąż pełen spięć podłącza się
w cudzy prąd
_
tonąc od za i dumy
wsłuchuje się w rosnący szum
gdy sucha dłoń
składa łódeczki
z przepisanych kart
dlaczego każda w kształcie trumny?
Nie wiem dlaczego niektórzy wiecznie marudzą. To zapewne kwestia osobowości. 🙂 Coraz częściej zauważam, że zaczyna mi brakować cierpliwości do takich osób. Czy człowiek jest skurwysynem? Bywa, Siostrzyczko, ale ja zawsze zadaję wówczas zapytanie – dlaczego takim się stał? Odpowiedzi gdzieś są…A człek aby te kartki jednak Zapisywać, nie jedynie przepisywać, to musi dojść do sedna i zrozumienia, że z marnego wszak papieru można stworzyć różne cuda…może odpłynęłam zbyt daleko, ale jakoś tak właśnie mnie natchnęłaś swoim tekstem. :))
PolubieniePolubienie
Podoba mi się to Twoje natchnienie- zatrzymuje mnie w słońcu- cierpliwość do marudzących- oj nie, raczej cierpliwość do siebie i łaskawość do naiwności, która miast być przebiegła, wprowadza na manowce cudzych doświadczeń.
Aż te łodeczki w kształcie trumien- czy z oddali każdy żaglowiec nie wygląda tak samo- i czy to kształt powoduje, że tak wyglądają czy nasza próżność w przewidywaniu przyszłości?
PolubieniePolubienie
Więc twórzmy🙂 cudze jest potrzebne, bywa wyjątkowe ale nie może dać pełnego zrozumienia Siebie🙂 może z daleka wyglądają tak samo…ale przecież to Twoja dłoń pracuje nad jego kształtem…naiwność jest urocza, jednak to stan przejściowy😉 szkoda jej czasem, prawda?
Z próżnością wielce walczę, myślę że warto:)) a nawet jestem tego pewna. Każdemu polecam😁
PolubieniePolubienie
Naiwność jako stan przejściowy- nie wiem ale zjawiła mi się zasmarkana, z jedną nogą w kaloszu a drugą- bosą w kałuży. Bawi mnie jej fochowata mina i zaciśnięte piąstki- dostrzegam swoje okrucieństwo i pochylam się by ją przytulić. Cudze jest potrzebne powiadasz, w tym klimacie i na tej przestrzeni- i może z perspektywy trochę kosmicznej- czy naprawdę istnieje cudze, skoro w jakiś sposób wiesz, że też jest Twoje? Oj buntuje się Ego krzycząc o indywidualności, tożsamości i byciu w oddaleniu na swojej szklanej górze.
Dziękuję za polecenie walki z próżnością- ale podziękuję- taka żonglerka słowem- próżności walką się nie pokona, trza być pokornym.
PolubieniePolubienie
Ta Twoja ostatnia odpowiedź bardzo dużo daje do myślenia…pomyślę więc, bo nie mogę nie przyznać Tobie racji🙂
Jedynie ta szklana góra…mnie ona nie nęci. Pomimo buntu ego, wiem kiedy coś jest cudze, doceniam, a kiedy Moje ( choć są teorie, że Moje jest nic😉).
Szkoda naiwności ale nie da się jej zachować z dostrzeżeniem jej zasmarkania 😉
Jednak potrafię jeszcze zauważyć…choćby i swoje wobec okrucieństwo i pochylam się by (ją) przytulić…
W cierpliwości szukam tej cholernej pokory, niech będzie że walką jej nie osiągnę, ale zakłamywać nie będę, że ot tak lekko mi o nią.
Póki co…
Poczuj się przytulona;))
Po Ludzku.
🙂🙂
PolubieniePolubienie
Ooo przytulenie, mistrzowskie zakończenie. Uśmiecham się bo moje myśli galopowały już w kierunku posypywania słów brokatem a tu nokaut- już nie wiem nawet jak to napisać- przytulenie zwycięża😘
PolubieniePolubienie