Poranne trele

Lubię, kiedy tuż po przebudzeniu, jeszcze z zamkniętymi oczami, rozpoznaję gadanie świata. Przez moment mam wrażenie – wiem, wiem egoistyczne i naiwne – że świat postanowił zagadać tylko do mnie. I tylko przez moment wiem o czym gada, choć nie używa słów ani nawet zdań złożonych – nie używa też obrazów – chyba, że te pod moimi powiekami można uznać za jego.
Potem ten moment znika, gadanie świata staje się codziennymi odgłosami budzącego się do życia – życia.
A ja zaciągam się bryzą znad Morza Północnego i doświadczam totalnej pewności, że znowu to się wydarzyło. Odkleiłam się albo coś się we mnie odkleiło. Może ten kawałek zwoju mózgowego, który teraz obija się o wewnętrzną stronę czaszki niczym kula bilardowa ciągle kręcąca się wokół swojej osi, lecz mimo wszystko pchana do przodu siłą większą niż jej własne szaleństwo – wyjaśni mi o chuj mi chodzi? Ach to oburzenie na twarzy albo obcej, albo mojej – nie przeklinaj, bo to grzech. Kiedyś naprawdę wierzyłam, że to prawda. W tyle rzeczy wierzyłam, że zupełnie nie dziwi mnie, że budząc się dzisiaj w gadaniu świata rozpoznałam siebie zamkniętą w wieży gdzieś w Sintrze – miejscu tak pięknym i tajemniczym, że tak naprawdę się go boję. Nawet wspomnienie tajemniczych ogrodów paraliżuje moją miłość do Portugalii.
Zatrzymałam się przy tej wieży – zgodnie z zasadą Carla Gustawa – tam, gdzie jest twój lęk jest też twój rozwój. I jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki nagle znajduję się w ciemnym korytarzu, wilgotnym i pachnącym grzybem. Dotykam dłońmi zimnych kamieni, które kiedyś ktoś musiał przytaszczyć, ułożyć jeden na drugim i wygładzić by powstała ściana. Kiedy o tym myślę, ściana przestaje być zimna – oddaje ciepło trudu pracy więźniów i niewolników. Obecność innych budzi we mnie odwagę – choć zarówno odwaga i istnienie innych jest pozorne. Nie muszę nawet zbytnio się wysilać by w końcu dotrzeć do schodów – naczytałam się tyle bajek w życiu, że jest dla mnie całkiem oczywiste istnienie schodów, które prowadzą na szczyt wieży. Denerwuje mnie to. Dlaczego moja głowa myśli, że wie wszystko a nawet jeśli nie wie, to dopasowuje świat do tego co wie? O chuj tu chodzi?
Wracam – chcę znowu być kulą bilardową – zakochałam się w jej absurdalnym kręceniu się wokół własnych krągłych kształtów. Zupełnie zapominam, że ktoś musiał wprawić ją w ten taniec.
Na śniadanie zjadam gofry maczane w wytrawnym winie – jest rok 1324 albo 2024. Za miesiąc mam urodziny.

3 myśli na temat “Poranne trele

  1. „za – wieża”

    piętrzą się i cudze myśli
    a przecież poznane
    kim jest ten
    który wzniósł najwyższą ścianę

    dotykam i nasłuchuję
    /szmery to czy trele/
    coś zimnego pod dłonią
    ja wiem – lecz czy się ośmielę?

    schody to tylko kamienie!
    choć stopa zawisa przed pierwszym
    a niewiadomą jest ostatni
    wciąż sama się pośpieszam

    zaciskam bo trzeba i szczęścia
    biała czy czarna – bila?
    jakie znaczenie ma barwa

    skoro nonsensem kręci się chwila?

    bajki mówią o magii
    nauka o lękach
    religia straszy

    a ja tylko odczuwam konsekwencje
    brzydoty i piękna

    jednego już pewna

    tam gdzie ciemniej
    patrzeć trzeba jaśniej

    by sobie zawierzać

    ;))

    Pst.Więc jednak Portugalia?

    Polubienie

      1. Próba interpretacji o c…o w tym chodzi😉
        Mam nadzieję, że choć w części trafiona..?

        I ja owe lubię😁 wierz lub nie, kilka z Twoich tekstów pozwoliło mi coś zrozumieć, coś ułożyć…może zwykła autorefleksja, którą wywołały Twoje słowa…PSTRYKI😁 tak to będę nazywała.

        Dzięki Ci za nie i do zaś🙂🙂🍀

        Polubienie

Dodaj komentarz