Szepczące opowoeści liści

Dziś nie widzę zbyt wyraźnie. Powietrze drga, wprawiając w ruch średniowieczne mury kłębiące się w mojej pamięci. Omijam kałużę mocząc stopy mimo to. Kiedy świat stał się galaretą zamykającą w sobie najmniejsze oznaki ruchu? Dźwigam twój wzrok utkwiony we mnie. Nie muszę próbować zmieniać niczego – z czasem galareta przemienia się w żywicę. Jestem martwym okazem w pięknej oprawie.
Kiedyś bardzo chciałam zajrzeć do środka siebie, wzięłam długi nóż do chleba schowany z tyłu szuflady i przecięłam nadgarstek. Zabolało. Krew leniwie wypłynęła i oszołomiona światłem zatrzymała się. Po chwili zrobiła się prawie czarna. Przyglądałam się nadgarstkowi zawiedziona. Spróbowałam drugi raz, tym razem mocniej ocierając ostrze noża o skórę. Krew prysnęła energicznie, a ciało rozpruło się na tyle bym mogła zobaczyć białą maź. Lubiłam myśleć, że były to mięśnie.
Lubiłam myśleć, że w moim środku jest jasno i przytulnie. Z czasem, z każdym kolejnym snem, docierałam do prawdy. W środku mnie panuje ciemność. Na początku to przerażało, zaciskało pięści na obślizgłym sercu. W końcu jednak – mimo absolutnej odrazy – zobaczyłam do końca. Poupychane organy, hałaśliwe gazy, pasożyty. Moje piękne ciało, moja świątynia – staje się sina, obleśna, absolutnie brzydka, bo widziana kimś utkanym z zwątpienia i lęku.
Kiedyś twoje oczy – kiedy w końcu staną się moimi oczami- zobaczą we mnie pustkę i to będzie dzień naszego wyzwolenia. Tyranię życia raz na zawsze pogrzebią w sobie skoczne, hiszpańskie piosenki.
Dobrze czasami myśleć, że kiedyś nastąpi koniec. Bez patosu i nagłówków w gazetach. Po cichu. W szepczących opowieściach liści, dopóki ktoś nie zapyta – czyją opowieść snują te liście? Swoją czy drzewa, na którym rosną? A pytanie zamknięte w słowa przywróci życie temu kto pyta i temu który szuka odpowiedzi. I nie będzie już ciszy i nie będzie już nikogo kto rozpozna, że właśnie następuje koniec. Dziś nie widzę wyraźnie – zupełna, czarna pustka, mimo że mam co najmniej tysiąc powodów by być tutaj i w tym byciu zatracić się na oślep.

6 myśli na temat “Szepczące opowoeści liści

      1. Ta przestrzeń dostępna jest dla tych, którzy nie boją się własnej głębi…odczucie czerni…ono pociąga, bo ma jednocześnie uciskający, jak i aksamitny dotyk, słodki i ostry smak…tylko nie można pozwolić by oślepiała, zwłaszcza krwią.
        Nią nie popłynie się dalej niż w drążący pustkę cień…🤔 Taka myśl…
        Ach.
        Kierunek za przestrzał❤️

        Saluti.🙂🙂🙂

        Polubienie

Dodaj komentarz