Moja najszczęśliwsza chwila w życiu – moment zatopienia się w sobie, dryfowania po bezkresach dzikości lasów tropikalnych, którymi stają się uczucia. Za chwilę spadnie na nie nieokiełznany deszcz, zmyje to co niepotrzebne, zostawiając jedno tylko wspomnienie – tak, kiedyś był tam ból. A ja wbrew swojej dojrzałości na powrót staję się dzieckiem- jaka jestem krucha i zwinięta w sobie kiedy tak na siebie patrzę.
Jeżeli we Wszechświecie istnieje coś co zostało stworzone tylko dla mnie – to jest nim nieokreśloność, paradoks i ta cholerna nadzieja- tworzące warkocz z moich siwych, krótkich włosów.
Moja najszczęśliwsza chwila w życiu staje się niepostrzeżenie czymś o wiele więcej i głębiej. Pozory życia – krok na przód, wdech, kolejna szpara w złamanym sercu – światło- wiecznie sączące się światło.
Jeżeli we Wszechświecie istnieje coś co zostało stworzone tylko dla mnie – ja tym jestem.
Podchodzę do lustra. Jego popękane fragmenty odrywają się od ściany, spadają na ziemię. Mogę teraz patrzeć na siebie w wielości odsłon – z każdej niemal perspektywy, niemal z samego dna połamanego serca przez które prześwitują białe kości, żebra adamowe. Uderza mnie jednoznaczność tego miejsca – jestem w klatce. Unoszę wzrok – tam kiedyś było niebo – może i mój dom – teraz rdzawa czerwień szczerzy swe popsute zęby.
Moja najszczęśliwsza chwila w życiu wyje na wysypisku śmieci – krążą nad nią kruki – więc ciągle jeszcze żyję – kiedy przestaną – oznaczać to będzie moją śmierć.
I wtedy znowu sobie przypominam – zgrzeszyłam – mową, myślą uczynkiem – przeciw sobie- kurwa! – moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. I gdyby nie ta złość, baranek nigdy by nie przyszedł, nie pożarłby piekielnych myśli – nie połknąłby mnie a ja bym się nie stała swoim wybawicielem.
Skaleczyłam się w stopę – to odłamek lustra – to stygmaty bo dłonie też mi krwawią – chyba już czas zaciągnąć zasłony – niech mnie ogarnie czarna dupa rozpaczy – jak inaczej zapłacić za grzech pierworodny? Na myśl przychodzi zaniedbanie, tak naiwnie pominięte wcześniej -ono załatwi sprawę wyrzutów sumienia. Zaniedbanie w rozpaczy albo rozpacz w zaniedbaniu – można z tego zrobić niezłą piosenkę, niezłą książkę – można dostać na to niezłe leki.
Jeżeli we Wszechświecie istnieje coś co zostało stworzone tylko dla mnie – to nie ma Wszechświata.
Spijam słowa z twoich oczu – są słone, oceaniczne – wzmagają pragnienie.
Moja najszczęśliwsza chwila w życiu sprowadza mnie na powrót na ziemię, na piasek na dno studni.
Już się nie boję -szepcze mała dziewczynka drżąc na całym ciele – popatrz, już się nie boję.
serce ma zgryz
gdy w szersze otwarcie powiek
okrutna uderza jasność:
oto właśnie – ujęciem na styk
w człowieku musi zamknąć się człowiek
bo znowu zabrakło
gdy pomniejszy
przegrywać musi
i nikomu o sprawiedliwość nie woła
wszechświat wciąż
dla mnie
mierzy się paradoksem nieludzkich ludzi
z rozbiciem wciąż układam tego samego potwora?
_
__
gdzie błyśnie nadzieja? oczy wydłubię
smakując swą winę
w nadmiarze ślina
splugawi
z a p l e c a m i
mnie pragnie rozpacz
ona znowu jest wstecz
upadła na dno
czy wiesz?
to wcale nie musi być dźwięk
kiedy wybaczasz sobie
a jednak własne chcesz słyszeć imię?
zdarte kolana zakryje czas stygmatami
uwierz i patrz
za krótki warkocz?
a gdyby tak przestać pleść –
jak dziecko zapytać wprost
odbicia w lustrze
co będzie jeśli wyjdę z ramy?
PolubieniePolubienie
Dziękuję😘
PolubieniePolubienie