Od wczoraj nie zmieniam pozycji – praktykuję leżenie horyzontalne. Moja dusza przygląda się mi z niesmakiem, słyszę jej słowa w prawym uchu.
-Proszę tylko nie to, co za strata czasu, co za beznadzieja. I właśnie przez takie zachowanie będę musiała znowu się inkarnować.
Tak mi marudzi ta moja dusza a ja sobie myślę, i te myśli dźwięczą mi w lewym uchu – A spieprzaj! Najpierw się we mnie wbijasz, żeby doświadczyć cierpienia na tej planecie, a teraz marudzisz. Że niby jak się podniosę, to więcej punktów zbierzesz?
Tak to właśnie wygląda. Ciągłe gadanie w uszach a ja leżę. Postanawiam jednak zmienić pozycję – na embrionalną – lubię ją. I niespodzianka – horyzont we mnie ujawnia się przede mną. Też skubany zmienia pozycję. Wpadam w samouwielbienie. Moja omnipotencja powoduje, że dusza na chwilę zamilcza – o ile w ogóle to możliwe, biorąc pod uwagę, że nawet chyba takiego słowa nie ma.
A ja sobie leżę. Czuję jak portugalskie słońce we mnie powoli dawkuje mi ciepło w pachwinach – czemu akurat tam? Nie mam pojęcia. Przed chwilą odbyłam podróż, chyba tak mogę to nazwać. Migają mi przed oczami obrazy – uśmiechnięta twarz, majestatyczne skały, tłusty liść czystka – ja na klifie – ja w jej oczach albo w myślach innej. Niewypowiedziane pragnienia – jak ja to kocham – uczucia pieniące się falą oceanu, którego się boję.
Wychodzę z ciała – nie, teraz tego nie zrobię. Raz tylko tego doświadczyłam – dobrze, że wtedy byłam na to gotowa. Ale minęło, przeszło – pamiętasz? – „i tych dwoje nad dwiema, co też są lecz ich nie ma”. Jasne, że pamiętam.
Wracając jednak do tu i teraz – i duszy mojej osobistej. O ile to ja mam duszę a nie ona mnie. A jeśli ona mnie? -, będąc jednocześnie częścią czegoś bardziej niż ona i ja razem wzięte – to gdzie we mnie horyzont się zagina, bym mogła znaleźć drogę na skróty? Znowu w pachwinach?
Dylematy się piętrzą – oj ale mnie energia dziś ominęła – wiem, bo znam swój potencjał. A jednak przeszło – znowu? – daj spokój Sadowska, w końcu burza piaskowa zasypie najgłębszą dzikość oceanu twojego lęku, daj spokój – śmiej się z tego, śmiej.
O czym w końcu napiszę, skoro już zaczęłam? Może o tobie wspomnę tylko ukradkiem, by nie wywoływać wilka z lasu – na szczęście trochę lasów jeszcze rośnie na tej planecie.
A może o sobie – jakiż to wdzięczny temat przecież. O krzywdzeniu siebie innymi o kochaniu siebie bez innych. Może o kłopotkach banalności życia i próbach codziennego znalezienia w tej ułudzie czegoś na kształt porcelanowego pantofelka? No weź, duszo moja, no weź pomóż trochę – rzuć jakiś temat o jasności przestworzy, zwariowanych elfach i kolejnych kręgach rozwojowych – opukać, wyoddychać albo rodzić się od nowa? Co dziś wybrać dla spokojności długowiecznego snu – bo co, jeśli już jest wieczność? Myśl ta jak piorun uderza we mnie – oczywiście w okolice pachwin. Podnoszę się z łóżka, nie zwracam uwagi na horyzont, który jakoś w pionie teraz się ujawnia – i idę i biegnę i zdobywam laury w miłości, och, jaka ładna ta korona cierniowa – i znowu idę. Kiedy w końcu docieram do celu w przeciwieństwie do jego pominięcia, czyli grzechu – myję zęby. Jaka ulga, że wymyślono szczoteczki elektryczne – moja dusza się uśmiecha i szepcze – ciesz się, że masz jeszcze zęby- moja dusza jest złośliwa.
lewe od prawego
p r z e s ł y s z a n e
odbijanie pragnień
komu, skąd?
_
szeptom racji nie przemówisz!
zawsze możesz wznieść się poziom wyżej
tylko trzymaj pion!
dzisiejsza poległam?
bo po własne
czasem z założenia wolę wyjść
niż wciąż kręcić się
za wiecznym
Czeka przecież przed-
– horyzontalnie
Ha ha ha, Sis, – A spieprzaj!- no jakbym słyszała siebie 😁 czasem serio te wewnętrzne szeptanki nic tylko za kudły 🙃 fajny tekst. Taki szczery. A ten cytat to też Twój?”i tych dwoje nad dwiema, co też są lecz ich nie ma”
Czy skądś? Intrygujący…
PolubieniePolubienie
Dzięks. Cytat z piosenki Ewy Demarczyk- nie pamiętam tytułu.
PolubieniePolubienie
🙂 znajdę.
Serdeczności🙃
PolubieniePolubienie
Wzajemności w serdecznościach
PolubieniePolubienie