Życie w afekcie


Od trzech dni, wracając po pracy siadam przy oknie. Myślę i gapię się jednocześnie. Potem uzmysławiam sobie, że minęły cztery godziny, a ja nie zjadłam obiadu, nie poprasowałam- no nie- i w ogóle nie.
I kładę się spać, z silnym postanowieniem, że jutro po pracy to przynajmniej do spożywczego zajadę. I jutro po pracy jest dziś- a ja siedzę przy oknie i myślę i się gapię.
Trzy dni zleciały jak z bicza strzelił, albo jak moje czterdzieści lat. Ale za bardzo nie ma jak temu zaradzić- no może przestać myśleć i się gapić? Można by spróbować, ale istnieje szansa przegapienia czegoś co na zawsze mogłoby zmienić moje życie. Ryzyko jest kolosalne, ponieważ mieszkam przy głównej ulicy.
Więc po co te lamenty, zapytacie- otóż dotyczą one bezpośrednio myśli. Bo naprawdę jestem już na etapie tego, że wiem, że myśli być muszą, bo taka natura umysłu, ale czemu do cholery są takie same każdego dnia? Czemu ciągle i bez ustanku wirują w głowie o tym samym przez to samo?
Jasne -wzorce się nie chcą wykorzenić, a Wszechświat nie wiedzieć czemu podkłada obrazy, które kalkują siebie nawzajem dla zdrowotności jak mniemam. Chociażby auto sushi- przejeżdża codziennie pod moim oknem, pobudzając ciąg myśli- nie lubię sushi, ale w sumie to chyba zdrowe, no i nie tuczy, a jak miałam trzy lata to byłam taka gruba, że oczu nie było widać- nie, nie zakrapiaj mi oczu, to boli, dlaczego oni mogą iść na dwór a ja nie? Ciekawe, czy ojciec wtedy mnie kochał, bo jakoś dziwnie na mnie spojrzał, a dziadek prowadził rower, pewnie się napił, jak ja lubię chmury, kurcze byłam w chmurach Sadowska to przecież coś, śmieszny ten skuter, już nigdy nie wysiądę na to diabelstwo- pół minuty a potem pozycja horyzontalna i 250e na pokrycie szkód. Tyle myśli a tak mało czasu. No i co z tym zrobić, by nie zapaść się totalnie w historie, codziennie powtarzane w głowie- bardziej lub mnie świadomie?
Ja nie wiem, co z tym zrobić- kiedy tak siedzę przy oknie, albo na parapecie, to moje myśli się kotłują, dotykają też niby ważnych rzeczy- tyle, że mechanizm jest podobny, więc nie wiem, czy tak naprawdę istnieje hierarchia ich ważności. Zdumiewa mnie jednak jak dużo roboty wykonuje mój umysł, by na koniec stwierdzić, że albo jest radość albo depresja. O wiele prościej byłoby po prostu stanąć na tym parapecie i się odrazu wydrzeć- uwolnione emocje stanowią efekt natychmiastowy i są czasami okolicznością łagodzącą.

2 myśli na temat “Życie w afekcie

  1. Witaj. Jesteś na prawdę dobra w tym pisaniu, wiele spraw które poruszasz jest mi bliskich. Bliskie jest mi też samo pisanie ale głównie dlatego że też chciałem to robić, też przychodziło mi to w miarę łatwo podobnie mówienie. Teraz jest ciężej . No i ja robię dużo błędów😄.

    Polubienie

    1. Cześć Adam.Dziękuję bardzo. Z treści komentarza wnioskuję, że masz potencjał na dobrego pisarza. Szczególnie pierwsze zdanie zwróciło moją uwagę. W każdym razie wiesz jak jest, jak coś chce być napisane, to nawet błędy nie przeszkodzą. Powodzenia.

      Polubienie

Dodaj odpowiedź do niekoniecznienierozwojowo Anuluj pisanie odpowiedzi