Wdzięczność

– Cieszę się, że w końcu udało nam się spotkać. Od jakiegoś czasu staram się radzić sobie sama, ale przecież to nie ma sensu. Powiem szczerze- jest źle.
– Co masz na myśli, żadnych widocznych objawów nie zarejestrowałem.
– Bo to dopiero początkowa faza, ale czekałam na spotkanie z wami, żeby podjąć decyzję, bo ja już sobie nie radzę
– No ale co mamy zrobić?
– Nie wiem, wymyśl coś, w końcu jesteś Mózgiem, wszyscy jakoś przecież tobie podlegamy.
– Zawsze z tobą był kłopot, tak jak z Jelitami- macie jakieś chorobliwe ambicje przejęcia władzy nad całym organizmem. Ale jesteś tylko wątrobą i tyle
– Świetnie więc ogłaszam marskość
– A ja nie mam nic do powiedzenia? W końcu i tak kocham was wszystkich i ją też- więc może się uspokójmy i znajdźmy jakieś rozwiązanie.
– A Serce swoje- miłość nie cofnie mojej zawartości spowrotem na miejsce, potwierdzam słowa Wątroby- jest już bardzo źle.
– Może jakieś znaki ostrzegawcze wyślemy- możemy trochę poboleć, albo nie przefiltrować ze trzy godziny płynów- my z siostrą chętnie się poświęcimy, chociaż w sumie już próbowałyśmy- to zostało błędnie zdiagnozowane jako wypadnięcie dysku, albo rwa kulszowa- Lewa Nerka pamiętasz?
– Jasne, że pamiętam, bo kręgosłup się wściekł, że musiał iść na prześwietlenie.
– Jako moralny przedstawiciel , śmiem twierdzić, że nie zostaje nam nic innego, tylko zaprosić na to spotkanie Ego.
– No ale przecież to wszystko przez niego się dzieje- kłopoty Wątroby, siwienie Włosów, bóle Żołądka- przecież ono wszystko zaciemnia- i choć jakom Serce, nie powinienem tego mówić- ale mam jego opinie w dupie.
– Oczywiście rozumiemy wszyscy twoje oburzenie- nie łatwo się układać z największym wrogiem, ale sam rozumiesz, jak zresztą my wszyscy- albo Ego pójdzie na współpracę albo koniec z nami.
Po tych słowach kręgosłupa zapadła cisza. Otwieram pomału oczy. Nie wierzę, że tu jestem- a jednak- jakiś obskurny dworzec, zima. Nie pamiętam jak się tutaj znalazłam, chyba szłam przez jakiś park. Jest środek nocy- na szczęście nikogo nie ma. W poczekalni dworcowej jest włączone ogrzewanie, kaloryfer ledwo zipie, ale jak mocniej się pod nim skulę, to nawet czuję ciepło. Szkoda, że skończył się browar- może byłoby łatwiej zasnąć jeszcze na chwilę. Kurwa papierosy też się skończyły. Chyba dopada mnie kryzys. Nie wiem która godzina, może pójdę na postój taksówek, to wydębię jakiegoś papierosa. Gdybym była w stanie się ruszyć, ale nie potrafię- jest mi za zimno.
Otwieram oczy, Jezu jak mnie boli żołądek. Kurcze chyba wczoraj przegięłam, ale trudno jakoś dam radę. Najpierw kawa, dzisiaj zrobię mocniejszą- cholera, ale mi się kręci w głowie- więc jednak nie wytrzeźwiałam. Dobra weź się w garść- trochę wytrzeźwiejesz po drodze – dziesięć kilometrów na rowerze, czyni cuda.
Byle do dwunastej- zjem kanapki, potem przetrwam do szesnastej trzydzieści, a potem sklep i browar. Dam radę. Daję radę już siódmy rok.
Nie mam problemu z alkoholem- po prostu się upijam. Odpieprz się, nie opuściłam żadnego dnia pracy, w tej firmie pracuję już rok. Co z tego, że wcześniej traciłam pracę- to nigdy nie była moja wina. Jestem dobrym pracownikiem.
Jasne spotkajmy się- może pójdziemy do jakiejś knajpy- super było cię poznać, nawet teraz tak myślę, kiedy kopiesz mnie w żebra. W sumie też ci przywaliłam, no ale ja się tylko broniłam. Odchodzę, znowu dworzec, ale tutaj nie można spać pod kaloryferem. Inne państwo- zamykają dworzec na noc- więc pospaceruję.
Rano cię spotykam, mam kaca, więc jest mi wszystko jedno- na kacu jest wszystko jedno, to alkohol sprzyja buntowi. Wracam, pije, pracuję, dostaje wpierdziel. Kiedyś dostałam za bardzo, i zdołałam uciec. Już nie wróciłam.
Mogę pić na spokojnie- bez awantur, na wesoło- jestem wesoła- pierwsze piwo mnie cofa, więc szybko otwieram drugie, długie łyki, z zamkniętymi oczami i żołądkiem. Kiedy alkohol dotrze do krwi, żołądek się uspokaja. Wtedy już na relaksie można wypić trzecie, potem prysznic, obiad na szybko, żeby przed dziesiątą zdążyć wypić jeszcze jedno- na spanie. Najbardziej lubię piątek po pracy- wypijam swój przydział, a potem jest sobota, a ja się budzę o czwartej nad ranem i otwieram z namaszczeniem pierwszą weekendową puszkę. Potem koło jedenastej mogę znowu się położyć. Potem wstaje- jest wieczór- na szczęście sklepy są długo otwarte, więc zakupy, a potem po zakupach kanapa i browar. Niedziela bywa melancholijna. Czasami ciężko mi powiedzieć to słowo. Czasami myślę, czy to jest moje życie. Ale jest- mam milion powodów, żeby pić- przeżyłam toksyczny związek, i to nie istotne, że przed nim już zaczynałam popijać- ale wtedy też było ciężko, bardzo ciężko- bo wtedy byłam jeszcze świadoma, tego, że to trochę gówno jest, skoro bez tego, to jakoś wiecznie pod górę. Zresztą wtedy w tym piciu mnie ktoś wspierał. Razem się wspierałyśmy.
No więc potem, kiedy już wiedziałam, że moja kariera się rozpierdoliła o puste konto- ambicja zaczęła mnie dusić- wszystkim- sukcesami na studiach, udanymi projektami- zadusiła mnie szklarnią.
– No proszę bardzo, kolejne zebranie beze mnie
– Przestań udawać zaskoczonego, właśnie zdecydowaliśmy, że cię zaprosimy
– Zaprosicie? Ciągle wam się wydaje, że cokolwiek z wami się dzieje bez mojego udziału. Kręcę wami wszystkimi, bo kręcę nią. Mam nad nią absolutną władze- wszystkim- ambicją, pragnieniami, marzeniami. Wy jesteście tylko pojazdem, który jedzie tam gdzie ja wskazuję drogę…
– Długo będziemy tego słuchać? Pytam, bo jak już jego wysokość Ego skończyło, to ja tylko jedno słowo- marskość- a teraz może spróbuj za pomocą swoich sztuczek, mnie od tego odwieźć.
– Marskość? Ale czemu?
– Bo komórki gwieździste, już rozpoczęły swoje dzieło- każdy chce zabłysnąć, nie tylko ty. Swoją drogą zabawne, że takie małe komóreczki, mogą przyćmić swoim malutkim blaskiem, neonowe zapędy takiego wielkiego Ego.
– Dobra, wszystko wszystkim- ale ja nie dam się szantażować.
– Bez szantażu nie ma zabawy.
– Uspokój się Serce- jako moralny..
– Dość Kręgosłup. Musimy się skupić. Jako najbardziej zagrożona w tym momencie, mam prawo przedstawić, jako pierwsza swój punkt widzenia- ona musi przestać pić Ego.
– Ale ja jej nie zmuszam.
– Słuchaj albo podejdziesz poważnie do naszej rozmowy, albo ja przestaję się starać udrożniać drogę do krwi, przestaję być dotleniana i karmiona i w ogóle, przestaję wytwarzać hormony. Chcesz tego
– No cóż skoro ona i tak na razie tego nie słyszy- więc odpowiem – nie, nie chcę.
Ale wiecie, to wszystko poszło za daleko, te wszystkie wgrane programy, ja już nie mogę ich wykasować- teraz to tylko ona może sama to zrobić.
– Oj przestań udawać niewiniątko, przecież ciągle podsuwasz jej coś nowego- że nie zasługuje na miłość, że jest skończona. Zawstydzasz ją opowieściami o niedoskonałości jej ciała, tak jakbyśmy, tego wszyscy nie słyszeli. Mówisz setkami głosów- nieprzyjaznych i nienawistnych. Zatapiasz ją w sobie a potem ona zatapia się w alkoholu.
– Czyli co? Uznaliście, że ja jestem winny jej pijaństwa? Że ona sama nie ma wyboru, tylko robi to co ja jej każę?
– Niestety tak jest.
– Kto to powiedział, kto tu jeszcze jest, bo ja nie widzę.
– Akurat ty nigdy mnie nie zobaczysz, podobnie jak ona- dopóki uznaje, że ty jesteś nią.
Nastąpiła cisza. Serce odetchnęło z ulgą. Zwolniło rytm, by dać innym do zrozumienia, że mogą zrobić to samo. Skoro Dusza jest tutaj z nimi, to ta dziewczyna w końcu zacznie żyć. Wątroba nabrała chwilowych rumieńców- jeszcze nie wszystko stracone, jeszcze można powalczyć. Wspólnie znaleźć jakieś rozwiązanie. Cisza która spadła na nich wraz z jej przybyciem, teraz stała się pełnym napięcia oczekiwaniem- co powie, jakie ma plan, jakie wyznaczy nam zadania?
– Jeszcze kilka tygodni. Powiedziała to zupełnie bez emocji, wzbudzając podejrzenie u wszystkich, włącznie ze wszystko wiedzącym Ego
– Ale ja już nie dam rady. Prawda bijąca ze słów Wątroby poraziła nawet najmniej zaangażowane w całą sytuację Cebulki Włosów.
– Kilka tygodni- zaufaj mi proszę. Rozmawiałam z Wyższym Ja – tyle czasu przewiduje do rozwiązania. Potem już o picie nie trzeba będzie się martwić.
– Chwileczkę- Ego nie wytrzymało- dlaczego ktoś określa jakiś tam czas, bez mojego udziału. Co to ma być? Jakaś magia, wyjście poza mnie? A co jeśli tego nie przeżyje? Co Wątroba, nie masz już nic do powiedzenia? Ślepo wierzysz, że kilka tygodni cokolwiek zmieni- nagle stałaś się naśladowczynią Kiszki. O co tu w ogóle chodzi i do cholery- gdzie są wszyscy.
Kiedy Ego przestało się wydzierać zorientowało się, że znalazło się gdzieś poza ciałem, w pomieszczeniu z luster, które odbijają jego oblicze w jakiś koślawy, prześmiewny sposób.
Poczuło twarde posłanie i szorstki koc. Roztocza wierciły nos. Alkohol wyparowywał każdą komórką ciała- a więc dobrze ,na powrót w ciele.
Boże to jednak dzieje się na prawdę. Jestem tutaj. Muszę się skupić- co ja narobiłam? Boże czemu ja piłam to piwo- bo straciłam pracę, no i ona- jak ja mam jej dość, gdyby nie ona mogłabym być z nią. Przecież zasługuję na miłość. Wkurza mnie, że mnie zdradziła. No ja też ją zdradziłam, ale przecież między nami i tak od dawna nic nie było.
Muszę zapalić. Kurwa tutaj chyba nie można. Ciekawe ile mnie już tu trzymają- jest jeszcze ciemno, albo znowu ciemno. Chce mi się siku. Pewnie na domiar wszystkiego dostanę okres.
Nie pamiętam co gadali, ale chyba rozmawiałam z jakąś kobietą przez telefon, byłam nawalona i wściekła, chyba 24 godziny mogą mnie tu trzymać. Ciągle jestem trochę pijana, więc pewnie nie minęło zbyt dużo czasu. Ciekawe jak jest na odwyku- w sumie to chyba go nie potrzebuję, moje ciało aż tak nie reaguje jak na filmach. Chociaż to miejsce sprzyja drgawką. Dobrze, że nigdy nie piłam wysokoprocentowych alkoholów- no może parę razy w życiu- parę zapaści przeżyłam więc jak już kiedyś porządnie się wystraszyłam- chyba tego wstydu rzygania na ulicy i sikania za przystankiem- postanowiłam, że tylko piwo. Bo dobre jest.
Co ja bym dała za papierosa. Dobra jest jakiś domofon. Zadzwonię.
– Co się dzieje?- głos nawet przyjazny, kobiecy. Trochę przeciągły.
– Chciałabym zapalić- staram się nadać sobie trzeźwości, już do mnie dotarło, że wcześniejsze, głupkowate- agresywne zachowanie, tutaj pogarsza moją sytuację.
– Jeszcze nie teraz. Słyszę odpowiedź i szczęk odkładanej słuchawki.
Alkohol zawirował w moim mózgu- co do kurwy nędzy- przyciskam poraz kolejny guzik. Nikt nie podnosi słuchawki po drugiej strony- nie wiem czemu uczepiłam się myśli o słuchawce.
Więc walę w metalowe drzwi, najpierw pięściami, potem je kopię. I przez ułamek sekundy pojawia się myśl, by walnąć w nie głową. Nawet wyobrażam sobie obficie krwawiący nos, ciekawe, czy zawieźli by mnie do szpitala. Może po drodze mogłabym zapalić.
– Jebani faszyści- słyszę jak słowa odbijają się od metalu i wracają prosto w moje serce, wywołując wściekłość a po chwili zażenowanie. Jezu muszę się uspokoić, co ja odpierdalam.
Dobra, siadam spowrotem na pryczy- przez chwilę patrzę na siebie z góry- dosłownie unoszę się pod sufit. I widok siebie w areszcie totalnie mnie rozbawia. Moja głupota i cztery piwa, spowodowały, że mogę mieć nasrane w papierach. Co tak naprawdę się stało? Porozwalałam kilka półek w domu, trochę ją poszarpałam, ale nie wiem która z nas zaczęła. Ale ja byłam pijana- nie ona- więc mnie zgarnęli.
Tak naprawdę, to jest mega śmieszne. Muszę się tylko uspokoić, współpracować i jutro mnie wypuszczą. Dobrze, że nie zrobiłam jej krzywdy.
Po jakimś czasie, ktoś otwiera drzwi. Jestem już totalnie spokojna. Wiem, że bardzo chciałabym cofnąć czas, więc mam kaca i zmarnowane życie.
Policjantka oświadcza, że mogę iść zapalić. Przynieśli mi moje papierosy z torby. Jestem jej absolutnie wdzięczna, za te fajki i za pytanie – czy wszystko w porządku. Dziwne myślę, jestem w miejscu, w którym ocenianie i osądzanie ludzi stanowi sens istnienia tej instytucji, a ja mam wrażenie, że ta policjantka patrzy na mnie normalnie, bez wyższości w spojrzeniu, mówiącym- spierdoliłaś, jesteś zerem. Na moment przestaję być sobą. Nie jestem sfrustrowaną, przygnębioną osobą, która niczego w życiu nie osiągnęła. Jestem kimś, kto popełnił błąd ale ciągle jest po prostu człowiekiem, któremu należy się szacunek. Nigdy wcześniej tego nie czułam nawet kiedy osiągałam sukcesy. Kiedy tak nie istniejąc palę papierosa, coś dziwnego zaczyna dziać się w moim ciele, zaczynam się śmiać ponieważ odczuwam miliony motyli w moim brzuchy, w najbardziej nieodpowiednim czasie i miejscu w moim życiu.
Przymykam oczy. Zapadam się w sobie- po raz pierwszy w życiu czuję się z tym dobrze.

-Uwaga- przygotujcie się- tylko bez paniki- Dusza stara się zebrać cały zespół, jest zdziwiona niesubordynacją, ale jest litościwa i zdaje sobie sprawę, że widok roju kolorowych motyli w obecnym ciele, jest bardzo unikatowym widokiem.
– A więc w końcu się to dzieje, super, gdzie do cholery są wszyscy? Wątroba, żołądek gdzie jesteście?- Mózg zaczyna wiercić się niespokojny, chyba zaczyna do niego docierać, że to co teraz się dzieje, nie jest absolutnie związane z przepływem i wyłapywaniem neuronów
I wszystko byłoby festiwalem radości, gdyby nie pojawienie się Ego- on tak łatwo nie odpuszcza, zaczyna skubać skrzydła motylom, licząc, że choć jedno zdoła wyrwać.
Dusza jednak jest i na to gotowa. W przeciwieństwie do osłabionej Wątroby, jest na tyle zdeterminowana, by nawet nie myśleć, a co dopiero -myśleć o klęsce.
– Skupcie się teraz- przekrzykuje lamenty Ego- patrzcie tylko w moje oczy.
I wszyscy jak jeden organizm, wykonują polecenie duszy, Ego kuli się w sobie, bo przez moment zapomina kim nauczył się być. Znika, przysypia pozbawione swojego jestestwa.
Mój wybuch radości zostaje przerwany przez wprowadzenie do palarni jakieś kobiety. Staram się nie patrzeć w jej stronę, wyczuwam jednak, że wraz z nią do pomieszczenia dostała się rozpacz i wściekłość. Po chwili nie wytrzymuję i zerkam w jej stronę. Nie jestem zbyt zdziwiona jej wyglądem, skoro jestem w takim miejscu, to normalne, że ludzie tutaj są obszarpani, zasiniaczeni i niezbyt świeży z twarzy. Wyglądam dokładnie tak samo. W takich miejscach nie potrzebne są lustra, wystarczy spojrzeć na osobę, którą mija się na korytarzu, albo z którą pali się papierosa.
Dziwne, ale nie czuję wstydu. Zupełnie nie edukacyjne- myślę, niby powinnam poczuć się gorzej a czuję się normalnie. Ciekawe czy zatraciłam już zupełnie kręgosłup moralny?
To młoda dziewczyna, nawet ładna, ale bardzo już zniszczona. Widać na jej twarzy wieczną walkę z życiem i narkotykami. Bardzo się trzęsie, więc pewnie wkrótce dopadnie ją syndrom odstawienia, jej oczy wydają się martwe, ale ciało ciągle walczy, nie wiadomo tylko po co, i dokładnie to odczytuję w jej postawie- po co?
– Nie słyszałaś co mówili o moim chłopaku?- jej pytanie odrywa moje myśli od niej jak nagle otworzony spadochron.
– Nie wiem , nie słyszałam- odpowiadam, zaskoczona, że ktoś mówi po polsku.
– Kurwa, razem nas przywieźli i potem mnie tutaj a jego zabrali. Kurwa nie mam telefonu, pewnie się o mnie martwi. Masz telefon?- jej słowa wydają się zlepione w jeden długi wyraz. Kiedy mówi ma na pół przymknięte oczy, ściska papierosa między palcami.
– Nie no coś ty- chyba wszystkim zabierają, uważaj- mówię kiedy końcówka papierosa dotyka skóry jej palców. Ona nie reaguje, więc podbiegam chcąc jej go zabrać. Cofa się gwałtownie, a ja w jej geście rozpoznaję osobę, która dostaje regularny wpierdziel prawdopodobnie od wczesnego dzieciństwa.
– Sorry, chciałam tylko- przepraszam.
– Spoko, tylko już tak nie pdbiegaj, tutaj są kamery- kurwa, jeszcze pomyślą, że chciałaś mnie zmolestować.
Rozglądam się odruchowo, potem dopiero docierają do mnie jej słowa.
– No faktycznie, mogli tak pomyśleć- taki rzut pełen namiętności w wykonaniu skacowanej, wygłodniałej łani jak ja- mówiąc to dygam odpowiednio.
Wzbudza to falę radości u mojej towarzyszki, tak śmiech-coś tak naturalnego, tutaj wydaje się odkryciem godnym największych odkryć z każdej dziedziny. Jej śmiech odbija się echem potęgując naszą wesołość. Po chwili, zaśmiewamy się z mojej historii, która doprowadziła mnie do tego miejsca.
– No coś ty , tak po prostu dałaś się zamknąć?
– Skoro sama zadzwoniłam na policję, to głupio mi było jakoś się z tego wykręcać. No wiesz, nie chciałam marnować ich czasu.
– Ale ty głupia jesteś.
– Dziękuję, że to potwierdzasz, o niczym innym nie myślę od paru godzin.
Oczywiście to nie prawda, ale w tamtej chwili, to naprawdę nie ma znaczenia. Wszystko co mówię sprowadza się do tego, by nawiązać z nią kontakt, by nie czuła się samotna, bo właśnie samotność w takich miejscach jest najgorsza. Więc gadam, gestykuluję, wymyślam historię- dla niej i dla siebie.
Gadamy dość długo, na tyle bym mogła usłyszeć i jej historię- niektóre jej fragmenty wydają mi się zbyt ubarwione, ale nie przerywam jej. Nie oceniam jej młodości i bycia kurwą, bo w miejscowości, w której dorastała, tylko tak można było zarobić. Nie było tam nic oprócz jednostki wojskowej.
Nie przerywam kiedy mówi, że matka wygoniła ją z domu, bo chciała mieć mieszkanie tylko dla siebie i swojego gacha, a on jakoś za często na nią patrzy, bo wyczuwa, że z niej zwykła kurwa. Więc lepiej niech się wynosi. Nie przerywam, kiedy mówi, że pierwszy kwadrat zrobiła z kumplami z wojska, którzy najpierw ją wyruchali a potem zabrali na robotę. No i podczas roboty coś poszło nie tak, oni zwiali- wiadomo, tak to działa- każdy dba o swoją dupę- a ją złapali- nic nie wynieśli, więc przekonała patrol- pociągnie druta i da się wypieprzyć w dupę- i po sprawie. Tyle, że kazali i tak jej wyjechać, bo nie wierzą, że taka kurwa jak ona w końcu nie puści pary z gęby
Nie przerywam, kiedy opowiada, że tutaj spotkała swojego chłopaka, z którym jest już trzy miesiące i jest dla niej dobry, ale nie mają już siły pracować po tyle godzin. Więc zgadali się, że zrobią ten kwadrat i wyjadą do Anglii do kolegi. No i jak opowiada, że ścigali ją helikopterem jak w tym filmie z Harrisonem Fordem i jak schowała się do łódki i przeleżała tam parę godzin aż w końcu zasnęła a potem ją obudził ten pierdolony pies i cały zastęp gliniarzy- tego też nie przerywam.
Przerywam tylko, kiedy mówi, że matka miała rację, że z niej nic nie będzie, bo kurwa zawsze będzie kurwą- wtedy jej przerywam i mówię- Pewnie matka wie to ze swojego doświadczenia-Wytrzymuję jej spojrzenie. Wygląda na to, że moje słowa potrzebują dużo czasu by dotrzeć do jej mózgu, a może po prostu są tak oczywiste, że trudno w nie uwierzyć.
– Moja matka kurwą?
– Świadczą o tym wszystkie dowody wysoki sądzie.
– Ej no weź, bo się posikam. Ale jak teraz o tym myślę, to masz rację, a ona kurwa wiecznie mnie poniżała, co za kurwa.
-Dobra nie wkręcaj się teraz tak bardzo. To dopiero kolejny etap terapii.
– O czym ty pierdolisz?
Nie powinnam używać tego słowa, ale dobra, stało się.
– No tej na którą pójdziemy- to znaczy ty pójdziesz na swoją a ja na swoją. W sumie to nawet ja bym mogła cię terapeutyzować ale jestem alkoholikiem i siedzę w areszcie.
– A ja jestem kurwą i ćpunem i też siedzę w areszcie
– Widzisz, możemy zostać przyjaciółkami.
Po raz kolejny się uśmiecha, przez głowę przechodzi mi myśl, że widzę ją ostatni raz, że świat widzi ją poraz ostatni.
Palimy jeszcze po papierosie. Kiedy kończymy, otwierają się drzwi i nas wyprowadzają- czuję, że świat ze mnie zakpił, przez moment byłam kimś innym, kimś normalnym. Patrzę przez ramię jak zamykają ją w celi obok. Potem wchodzę do swojej. Już się nie śmieję.
Próbuję zasnąć i jakoś mi się to udaje. Ze snu wyrywa mnie krzyk, nie to nie jest krzyk to wycie- nigdy nie słyszałam wycia dzikiego zwierza- wtedy je usłyszałam. Chowam głowę w poduszkę, ale to nic nie daje, po chwili zdaję sobie sprawę, że wrzaski dochodzą z jej celi. Słyszę kroki na korytarzu, ktoś odchyla okienko w moich drzwiach- potem odchodzi. Słyszę jak otwierają się drzwi obok. wrzaski przycichają. Znowu zasypiam.
Budzę się w miarę trzeźwa, mam drgawki, ale to normalne u mnie. Mam cholerną ochotę na papierosa. I świat uśmiecha się do mnie- drzwi się otwierają- nie -papieros później, teraz prysznic- pod prysznicem, zaczynam dławić się rzeczywistością. Kurwa co teraz zrobię? Jak się z tego wyplątać? Niby totalna porażka a jednak jaka ulga. W końcu ulga, po tylu latach- tak chciałam się tutaj znaleźć, by w końcu móc to powiedzieć- jestem alkoholikiem. Tylko komu to mam powiedzieć, skoro nikt w to nie wierzy?
Nie ważne. Przypominam sobie wydarzenia z poprzedniej nocy. Pytam strażniczkę, co z tą dziewczyną którą wczoraj spotkałam. Odpowiada, że niezbyt dobrze. Czekają na tłumacza, ciężko z nią się porozumieć. Mówię, że z nią rozmawiałam i że mimo wszystko, coś do niej dociera. Pytam czy ją jeszcze spotkam. Odpowiada, że na papierosie za pół godziny.
Po chwili, słyszę wrzaski i przyspieszone kroki na korytarzu. Drzwi obok otwierają się z hukiem.
– Coś ty narobiła dziewczyno-docierają do mnie słowa strażniczki. Boże co tam się stało. W głowie mam obraz z filmu, w którym aktorka przegryza sobie żyły. Walę w drzwi, -wypuście mnie, dajcie mi z nią porozmawiać, proszę ona was nie rozumie. Pozwólcie mi z nią porozmawiać, kurwa mać, pozwólcie mi jej pomóc. Ona tutaj nikogo nie ma!.- Nikt nie zwraca na mnie uwagi. Po chwili zapada cisza. Słyszę więcej kroków na korytarzu, potem znowu cisza. Jestem nie w tym miejscu, w którym powinnam. I wiem dokładnie dlaczego.
Kiedy Ego się budzi, jest już po wszystkim. Cisza panująca wokół niego, przypomina mu o niedokończonych zadaniach. Podwija więc rękawy i wyrusza do swojej kryjówki, by tam w towarzystwie starych głosów snuć opowieści. Może tę bitwę przegrało, ale wojna się jeszcze nie skończyła. Nie ważne, że Wątroba układa wspaniałe dziękczynne poematy dla Duszy, że jej radość jest tak czysta i rumiana. Nie ważne, że jej wdzięczność zakotwiczyła się nawet w umyśle- on ma plan- on Ego nie dopuści, by ta wdzięczność została w niej na zawsze. Zdaje sobie jednak sprawę, że teraz będzie trudniej- po pierwsze dlatego, że alkohol już nigdy nie popłynie w jej żyłach a po drugie, że wdzięczność okazała się bardzo naturalnym uczuciem, którego można doświadczać nawet dzięki pracującej wątrobie.
Co za bzdura – ta wdzięczność.

Jedna odpowiedź na “Wdzięczność

Dodaj odpowiedź do Katarzyna Anuluj pisanie odpowiedzi