Za-UF-anie

Pisanie posta o tym, że nic się nie napisało, nie jest może zbyt oryginalne, ale nie silę się na oryginalność – autentyczność mi wystarczy.

Tak więc wbrew planom, sobota minęła mi na niczym. Żadnego opowiadania, żadnego zarysu nawet. Nic.  A przed sobotą – każdego innego dnia tygodnia w głowie pojawiały mi się pomysły, zdania, całe sceny. Pojawiały się a ja je sobie odkładałam do szufladki w mózgu z napisem – na później. Gdybym była dobrym pisarzem, to wyciągnęłabym je w sobotę i zapisała. Tylko, że jak już przyszła sobota to pomysł z wtorku do niej nie pasował, nie pasował też pomysł ze środy. W czwartek pomysłu nie było a w piątek ciało się spięło, żeby przypomnieć sobie ten z poniedziałku.

Pewnie sobie pomyślicie, że pointa jest oczywista – nie odkładaj nic na później. Otóż nic bardziej błędnego, chyba, że w głowie właśnie pojawił wam się błędny rycerz – Don Kichot to i owszem.

W każdym razie, kiedy byłam dzieckiem, przejeżdżanie rowerem przez furtkę w celu wyjechania na drogę poza domem, stanowiło dla mnie niemałe wyzwanie. Pamiętam to doskonale, ponieważ parę razy niefortunnie kierownica roweru zaczepiała o słupki i nawet późną jesienią stawało się bardzo gorąco. No ale, żeby wyjechać trzeba było przejechać. O zsiadaniu z roweru nie było mowy. Rower – damka dziadka był na tyle ciężki, że jak ma się cztery czy pięć lat to trudno ją zmusić, żeby nabrała szybkości. Więc kiedy już jedzie, to musi jechać, bo inaczej się przewróci.

Jak ma się cztery czy pięć lat, to nie myśli się, że można nabrać prędkości po drugiej stronie furtki. „Skoda casu”, no i zwiększone ryzyko, że ktoś z dorosłych zabroni używania dziadkowego roweru.

No więc jedyne co można zrobić, to nabrać szybkości i tuż przed furtką zamknąć oczy. Trzeba oczywiście najpierw ją sobie otworzyć – mając cztery czy pięć lat doskonale się o tym wie.

Tak więc część mojego dzieciństwa zajmowało mi przejeżdżanie przez furtkę z zamkniętymi oczami. I najbardziej zabawne jest to, że wypadki rowerowe zazwyczaj zdarzały mi się na prostej drodze, ani razu nie przygrzmociłam w słupki furtki. Nie miałam wtedy świadomości, że jestem prowadzona przez anioła stróża, choć o aniołach wiedziałam. Zaufanie istniało we mnie jako coś co jest nawet jeśli się tego nie potrafi nazwać.

Dzisiaj w czasach, w których się już zestarzałam i nie ma już dziadka, jego roweru i furtki a zaufanie jest konceptem powoływanym do życia w chwilach największej rozpaczy, postanowiłam przespacerować się po linie rozwieszonej między tym co było a tym co ma być. Tak więc spinam mięśnie, głęboko oddycham i wypatruję liny, której nie ma. Na koniec w rozpaczy zamykam oczy i czuję, że nie tylko idę, ale wręcz tańczę nad przepaścią, a w mojej głowie zaufanie tak zaplątało litery, że skojarzyło mi się z Uf –em. Kompletnie pomieszanie z poplątaniem. Zero logiki, zero czegokolwiek. Chyba, że dla kogoś, tak jak czasami dla mnie, zaufanie jest czymś tak kosmicznym, że staje się materializacją latającego obiektu całkiem niezidentyfikowanego.

I skoro już mowa o niczym, to i w nim mości sobie wygodnie posłanie coś czego nie da się rozpoznać. Bo we wszystkim jest coś i nic jednocześnie. Nic ważnego zmienia życie a coś co jest ważne absolutnie nie robi różnicy.

A co ze mną? Ja właśnie zamykam oczy i przejeżdżam przez furtkę czując euforię robienia czegoś tylko dlatego, że się chcę to zrobić tu i teraz, może się uda a może nie. I to jest też ok.

 

4 myśli na temat “Za-UF-anie

  1. Ktoś jakiś czas temu zapytał mnie…”Po co świadomie upadać?”. Nie chciałam udzielić odpowiedzi – wolę często gdy rozmówca sam dojdzie do pewnych wniosków…Czytając powyższy wpis przypomniałam sobie ten fragment rozmowy…Skojarzenie z jazdą na rowerze z zamkniętymi oczami, może zdaje się luźne ale…Czy jest to kwestia zaufania? Myślenie przyczynowo-skutkowe ogranicza. Hamuje;) Skoro wiemy jakie mogą być konsekwencje upadku, logiczne jest zrobić wszystko by nie upaść. „Otwórz oczy! Uważaj! „Wszak już przedszkolaki doskonale to wiedzą. Jednak mając osoby wokół, które zajmą się rozbitym kolanem itp. dzieci więcej ryzykują . A jak to jest z nami, dorosłymi? Cholernie się boimy. Bo wiemy, że potem za ten upadek przyjdzie Nam pocierpieć. A gdyby tak Raz zamknąć oczy…celowo upaść…sprawdzić Kto zostanie przy Tobie, kto pomoże, kto wyśmieje..kto zostawi? Tym samym selekcja właściwych osób dokona się sama:) ?
    Wybacz może zbyt luźną refleksję…ale no przyszła i odejść nie zechciała;) Jeszcze powrócę do wcześniejszych wpisów, są tacy ludzie, którzy „oddychają dłońmi”… Metaforycznie rzecz jasna. To pisarze wszelkiego rodzaju:) czyż nie? Nic nie robić..hm. Czasem ludzie się tego boją…bo odpoczynek od działania wywołuje bieg myśli.
    Z tym tekstem o terapii 😀 wciąż się zastanawiam..i co rusz wychodzi mi inna interpretacja 😊. Możliwe, że nawet nie odgadłam Twoich intencji. Natomiast jedno stałe co mi przychodzi do głowy to to, że dzisiaj ludziom się zdaje, że mogą zostać psychologiem, gdy przeczytali kilka lub nawet kilkanaście tekstów, że znając techniki itd.będą ” prowadzili terapię” 😊, a już najgorsze gdy próbują się sami zdiagnozować…
    Pani Terapeutka 👍.
    Jak zawsze ciekawie się czyta Ciebie.
    Odpowiadam na pytanie gdzie można mnie poczytać…Nie publikuję już swoich tekstów. Są zbyt kiepskie jak na Poezję – szanuję odbiorcę 😉, a zbyt Moje bym je pozwalała zmieniać w 99% 🤔. Są dla wybranych osób, bo jednak dzielić się lubię.
    Pst. Kiedy ta książka, gdzie zakupię? chcę sobie zrobić prezent 🙂
    Pozdrawiam😀

    Polubienie

    1. Dobry wieczór . Niesamowicie dużo radości sprawiają mi Twoje odwiedziny. Zaskakuje mnie niezmiennie, że za każdym razem wyciągasz z moich tekstów o wiele więcej niż ktokolwiek inny, w tym ja sama😅 ciekawa koncepcja ze świadomym upadkiem- ale trochę zakrawa mi o manipulację, taki rekonesans kto, co?. Wiesz, marzy mi się zamknąć oczy nie zakładając upadku.
      Szkoda, że nie należę do wybranych osób, czytających Twoją Poezję, ale szanuję i cieszę się że Ty należysz do moich wybranych, tzn w sumie sama się wybrałaś.
      Książka ciągle w druku, ale na FB będą informacje co i jak. Poza tym dam Ci znać tutaj. Pozdrawiam gorąco

      Polubienie

  2. Manipulacja występuje wszędzie, często jest całkiem nieświadoma. Aj brzmi to zbyt… wyrachowaniem 😉 ale są miejsca i sytuacje, w których pozory trudniej odróżnić od prawdy. Działania też muszą być adekwatne.
    Poza tym jeśli świadomie upadniesz to troszkę zawsze się asekurujesz, czyż nie?🤔
    Zamknąć oczy i iść ( jechać), hmmm, byle nie trwało to za długo, to zawsze zakończy się upadkiem…i tu skutki mogą być dużo gorsze.😉
    Jestem zwykłą wierszokletką, więc nic nie tracisz😀.
    Zaglądam i czytam systematycznie 😊 więc będę trzymała rękę na pulsie, jeśli chodzi o książkę 😊.
    Te komentarze zaczęłam chyba traktować jak mini, no takie tyci , dialogi, więc napiszę tak: fajnie się z Tobą „gada”😀
    Do zaś😉

    Polubienie

Dodaj komentarz