Najszczęśliwszy dzień w życiu


Nakładam na jątrzącą się ranę bandaż koloru cielistego. Nie rzuca się w oczy i przysłania rany, które sama sobie zadałam. Nikt nie zapyta co się stało, nikomu nie będę musiała niczego wyjaśniać. Zdiagnozowanie autoagresji nie wymaga ukończenia żadnych szkół. Jest widoczne i nie pozostawiające złudzeń. Rodzi pytania, na które nie ma prawidłowej odpowiedzi.
Wczoraj był najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Wiem to z horoskopu, który przeczytałam tuż po przebudzeniu. Dzisiaj szukam oznak tej szczęśliwości. Nie muszę nadmieniać, że absolutnie nic się nie wydarzyło. Może to niemądre czytać horoskop z poprzedniego dnia, ale chyba tak samo głupie jest czytanie bieżących.
Wracając do wczoraj. To mój najszczęśliwszy dzień w życiu był przesiąknięty zimowym deszczem, rutynowym oddechem i niczym co mogłabym uznać za wyjątkowe. Oczywiście grzeszę mówiąc te słowa. Nikt nie umarł, wszyscy w miarę zdrowi, ja w miarę zdrowa. Miliony powodów do wdzięczności. No to jestem wdzięczna i coraz bardziej świadoma. Tylko jakoś radość wywietrzała.
Jednak szkoda, że człowiek nie zasypia na zimę. Tylko, że może po tak długim śnie miałby problem z przebudzeniem?
W zasadzie to ciągle śpię. Budzę się w poniedziałek rano do mojego snu, z którego staram się obudzić w weekend. Ale weekend jest za krótki, dni są za krótkie a sen zabiera z życia niepotrzebne turbulencje. Zakładasz maskę i idziesz po zakupy. Maska zasłania nienawiść i żałość.
Narzekanie tak we mnie wrosło, że czuję wyrzuty sumienia, kiedy zdołam się uśmiechnąć.
I mimo, że wiem, że nie taka jest moja prawdziwa natura, brnę w tym, wmawiając sobie, że kiedyś będzie lepiej. Wszechświat zaśmiewa się z mojej naiwności, szepcząc mi do ucha – nigdy nie będzie inaczej niż jest teraz.
Przeraża mnie to. Nie boję się zmian, ale tego, że nigdy na nie sobie nie pozwolę.
Najokrutniejszy w odkrywaniu prawdy jest fakt, że ona w ogóle nie istnieje. Cudowności działające cuda dla kogoś, uwierają mnie, mimo, że próbuję dopasować je do siebie.
Czasami czuję się dobrze, fruwam unoszona swoją boskością, daleko poza horyzont myśli. Zachłystuję się pięknem i lekkością. Tak bardzo kocham te momenty, że im lepiej się czuję tym bardziej się boję to utracić. I tracę bezpowrotnie. Swoim własnym lękiem otulam się niczym kocem. Leżę i już nie czekam. Jestem ofiarą biedactwa zamkniętego w moim sercu. Ofiara staje się katem.
Podobno zimą mają tak wszyscy. Skąd więc na portalach społecznościowych tylu energicznych, mądrych i uśmiechniętych ludzi? Może mieszkają gdzieś indziej albo ich sen jest weselszy od mojego?
Oczywiście każdy ma swoją drogą. Nie potrafię już nawet porównywać się do innych. Nie sprawia mi to przyjemności ani bólu. Ocieram się o czyjeś plecy nie zwracając na to najmniejszej uwagi. Próbowałam, szukałam i wróciłam do miejsca, z którego tak bardzo chciałam uciec. Widmo powrotu mnie przygnębia. Ale coś muszę czuć, inaczej pustka całkowicie mnie wessie.
Przeżyłam najszczęśliwszy dzień swojego życia, zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy. Może gdybym wiedziała, to bym to poczuła?

2 myśli na temat “Najszczęśliwszy dzień w życiu

  1. Zajrzałam i muszę skomentować!

    Jak to zrobiłaś, że dokładnie w momencie gdy mam słabsze chwile, używając słów, których sama użyłam ostatnio w pewnej „rozmowie” przedstawiasz Moje własne przemyślenia??? Czy w tym momencie Ty to jeszcze Ty, czy już Ja…?
    Nie wiem, nie rozumiem. Aaa no tak, siostrzane dusze🙂.

    Najszczęśliwszy dzień w życiu …ot ciekawostka. Myślę, że było ich wiele w życiu Każdego! tylko cóż…nikt nie powiedział nam, że to właśnie ten dzień i nie zauważyliśmy oczekując czegoś innego..wciąż LEPSZEGO. W końcu minął, jak wszystko w życiu…i tak będziemy czekać na kolejny, który też PRZEGAPIMY!..
    Trzeba pozwolić sobie czuć… Nie zawsze dla kogoś. Wciąż to powtarzam, nawet te gorsze emocje muszą znaleźć ujście, nie można tłamsić bo tak „nam zapisano”. Bo tak być musi?! Bzdura.

    (Ja wierzę w wiele nonsensów, w tym również horoskopy😁 )

    Wiesz co, Autorko…Dziękuję Ci za ten wpis. Bo właśnie zaczęłam… wracać…tu nie ma półśrodka. Trzeba coś zakończyć i już! Pobudka!!
    Bardzo pomogłaś mi w podjęciu pewnej decyzji.

    Ale z jednym się nie zgodzę? Prawda jest!! Tylko jej wstyd i żal…za to uśpienie. Za ten świadomie kreowany sen, który udaje Życie…
    Pustka jest konsekwencją .
    Stagnacja najgorszą opcją.
    Przebudzenie jedyną drogą.

    Czym więc będzie zmiana? Wiemy, prawda?

    Pozostawiam uśmiech.
    🙂

    Polubienie

    1. Wiesz, przez moment nawet jakoś głupio mi się zrobiło, że napisałam ten tekst. Ale już mi przeszło. Więc dobrze, że przeczytałaś i że coś sobie z nim przerabiasz. Podobają mi się te zdania propagandowe😉🤣stagnacja najgorszą opcją, przebudzenie jedyną drogą.
      No i gratuluję odwagi w podejmowaniu decyzji- to zawsze świadczy o odwadze i otwartości. Pozdrawiam nieodmiennie.

      Polubienie

Dodaj odpowiedź do TylkoJestemOnaA Anuluj pisanie odpowiedzi