Dzisiejszego, pięknego poranka zupełnie niespodziewanie zostałam odznaczona Odznaką Lidera wśród fanów Odczyty Uzdrawiające Katarzyna A. Ruszkiewicz . Moja wyobraźnia poczuła się w obowiązku stanięcia na wysokości zadania i prędziutko ubrała mnie w kusą spódniczkę, nałożyła pompony na dłonie i zaczęła skandować:
Idźcie szybko ku wolności
Niebomamtu Was ugości!
I tak już przez godzinę.
Nie jestem wysportowana więc to skakanie i wymachiwanie rękoma mnie pozamiatało i posadziło przed komputerem. Trzęsą mi się ręce a wypieki na twarzy podkreślają wyrzuty serotoniny, no bo znowu tam jestem dziękując Wszechświatowi za możliwość podróżowania w czasie.
Jest oczywiste, że się zakochałam. Mam wszystkie objawy. Nie mogę spać, nie mam apetytu, bezmyślnie gapię się przez okno. Udało mi się spotkać w Portugalii w małym miasteczku Atalaia na balkonie przy ulicy Estrela do Mar kobietę, z którą mam zamiar spędzić resztę życia w harmonijnym, namiętnym związku. Kiedy spotkałam ją pierwszy raz siedziała wpatrzona w ocean a jej myśli krążyły gdzieś między jednym a tysięcznym uderzeniem serca. Byłam onieśmielona, każdy pewnie by był, gdyby ją wtedy zobaczył. Ja byłam. Nie wiedziałam co powiedzieć, słowa utknęły mi w gardle, totalnie się zregresowałam. Zwiałam jak to do tej pory robiłam i pobiegłam- ok poszłam – w kierunku plaży. Plaży nie było, mimo, że być miała. Refleksyjnie pomyślałam, że Ocean nie chce się ze mną przywitać, bo nie jestem na niego jeszcze gotowa w swojej naiwności nie pomyślałam, że zrobił to bym wróciła jak najprędzej na balkon.
Kasia i Robert mają pakt z Oceanem. W trójkę zaczarowali dom, tworząc w nim świat pełen światła i błękitu. Przekraczając próg ich domu wstępuje się w nieodkryte dotąd przestrzenie, stąpając po magicznym dnie oceanu, pełnym zadziwiających stworzonek, które wplątują się we włosy, łaskoczą uszy i oczy. Fale łagodnie obmywają duszę, bo na dnie oceanu to właśnie dusza iskrzy się najbardziej i uczestniczy w feeryjnym widowisku stworzonym tylko dla niej.
Sami więc widzicie, że cokolwiek dzieje się w tym domu opisać wprost się nie da. A istnieje on fizycznie, a jest.
Wróćmy jednak do mojej miłości. Po kilku wędrówkach po dnie oceanu świat może wydawać się szary. Do takiego przywykłam marząc w młodym wieku o szarym, skandynawskim niebie. Tak bardzo ciężkie i pozbawione słońca powietrze współgrało z moim wyobrażeniem o tym kim jestem, że nigdy nie pomyślałam, że Portugalia kiedykolwiek zwróci na mnie uwagę. A kiedy teraz to zrobiła porywając mnie z siebie samej, uczyniła ze mnie typową ofiarę syndromu sztokholmskiego.
Idźcie wszyscy ku wolności
NIebomamtu Was ugości!
Ciężko być cheerliderką, za cholerę nie można się pozbyć sylabizowania. Każde słowo dźwięczy niczym stukot kopyt spłoszonego konia. I w tym absurdalnym momencie pojawia się radość i lekkość. Unoszę się nad ziemię, rozpościeram ręce. Tak znowu lecę. Z dołu do góry i z góry na dół.
Skaczę w tandemie ze spadochronem. Moje oczy, skóra kubki smakowe i to coś co odpowiada za węch połączyły się bezpośrednio z sercem. Nie zawracają już sobie gitary znajdowaniem ścieżek do mózgu, poszły na całość, na skróty. A ja lecę nad tą piękną, dostojną ziemią przyczepiona do Roberta i Kasi, bo to właśnie oni pokazują mi Portugalię, w pewnym momencie oddając mi możliwość sterowania czaszą spadochronu, będąc najbardziej profesjonalnymi instruktorami precyzyjnych skoków we własną duszę.
Na koniec jeszcze dodam, że znalazłam drogę na plażę od początku Kasia mówiła, że tam jest Mogłabym skłamać, że stało się to po Odczytach Uzdrawiających, ale nie zrobię tego, prawda jest o wiele bardziej zaskakująca. Znalazłam plaże za drugim podejściem kilka godzin przed Odczytami. Ścieżka zupełnie nieoczywista, stroma i wymagająca wysiłku. Ale dałam radę siłowo. No a potem miałam sesję – nie boję się używać tego słowa, choć wydaje mi się jakieś za płytkie, za płaskie – tak czy siak, kolejne podejście na plażę – ścieżka sama się pojawiła i okazała się niezwykle łatwa i relaksująca.
Oczywiście kobietą mojego życia jestem ja sama. Na razie się docieramy, poznajemy swoje mocne strony nie skupiając się zbytnio na tych słabszych – jak to na początku związku. Dziękuję Kasi i Robertowi, że udostępnili mi magiczną przestrzeń swojego balkonu (i reszty domu oczywiście) oraz zorganizowali iskrzący się srebrzyście Ocean tuż przed świtem i w jego trakcie. To właśnie ta sceneria zrobiła ze mnie całkiem niezłą laskę, w której się zakochałam.
No nie da się. Żadnego końca czy na koniec nie jestem w stanie uskutecznić. Odczyty Uzdrawiające nie kończą się po sesji, rozpoczynają się również na długo przed nią. Nie są osobnym tworem, ale płyną niczym fale, splątują duszę kołysząc ją w niewysłowionym błogostanie. Jako Lider Fanów czuję się również w obowiązku wyjaśnić czemu pisząc o Odczytach piszę o Niebomamtu. Ponieważ wszystko czego doświadczyłam przez tych kilka dni w domu Kasi i Roberta przeplatało się ze sobą tworząc nieograniczoną przestrzeń, niczym cząsteczki tlenu, które w portugalskim powietrzu wydają się oddalone od siebie, przez co jest ono bardziej przejrzyste.
Idźcie wszyscy ku wolności
Niebomamtu Was ugości!
🍀 jak zawsze poczytałam jakże tu interesująco,tym razem przewijałam tekst z lekkim uśmiechem🙂 Niebomamtu-Was ugości. Z tą wolnością to jest tak…im bardziej mamy świadomość jej wartości tym głośniej o niej wołamy!! Aby ten stan _zakochania_trwał życzę.
Poprzedni tekst mnie niezwykle zastanowił,z tym stwierdzeniem,że nasza wyobraźnia to wspomnienie🤔 cudze..?
I ta puenta…otóż to. Czasem wystarczy raz jeden opuścić schemat,by stracić wszystko. Tak sobie myślę, że właśnie dlatego niektórzy tak mocno się ich „czymają”- choć czasem tak naprawdę czy coś z tego mają?🤔😉 No może i stracą ale zastanówmy się CO…i czy może to nie lepsza wersja ich samych pozwoli im teraz dojść do głosu/życia?
Uściski, Siostrzyczko.
😇
PolubieniePolubienie