Moc prezentów

Moc prezentòw

Oj ten czas przedświąteczny. Nawet jak nie masz co robić, to i tak trawi cię gorączka, rozdajesz uśmiechy za darmo, a nóż ktoś ma tak samo i trafi ci się od kogoś, jak ślepej kurze ziarno. Możesz powiedzieć, że to karma ale przecież to tak chrześcijański czas, że nie wypada chyba mieszać religii.
Zmarznięte ręce, nawet w Holandii ( to tak apropos, religii, do której w tym kraju nie podchodzi się tak jak w innych Polskach) ciągle mogą rozdawać czułość a najmniejszy poślizg, niczym instynktowna reakcja – obrona – ucieczka, zalewa cię falą myśli, tych z natury filozoficznych – kurwa, czemu akurat w grudniu jest przymrozek?
I tak atmosfera świąt rozgaszcza się w każdej szczelinie, włazi w studzienki kanalizacyjne i zatruwa rzeki, morza, oceany. Przybiera formy ulotne, staje się mgiełką złożoną ze słów, zawieszoną między ustami a uszami zupełnie jak z tego serialu o parze ludzi, którzy kiedyś byli parą książęcą. Czy ktoś jeszcze dziś słyszy słowa bez obrazów z Netflixa?
Gdyby tak można było odwrócić swój mózg o 180 stopni Celsjusza albo innego Mendelejewa, albo jeszcze kogoś bardziej, głębiej, szerzej. Gdyby tak można było to pewnie już ktoś by tego dokonał. Ja nie. Ja siedzę z zawieszonym medalem na szyi i rozkminiam, co tak właściwie się stało.
Parę dni temu, a może nawet wieki temu, dotarło do mnie, że chciałabym zacząć wszystko od nowa. W pojęciu wszystko, mieści się umiejętność zarządzania moimi podosobowościami. Jak każdy rasowy człowiek mam ich trzy – jestem mimo wiekowego zaangażowania mojego ciała, dopiero na początku a już wiem, że muszę od początku. To tylko z pozoru takie skomplikowane. Bo jak wiadomo, im więcej podosobowości tym lepiej, o ile prawidłowo nimi zarządzasz.
Wiedza powszechna zakłada istnienie trzech podosobowości – dziecko, rodzic, dorosły – i one mieszczą się w pojęciu Ja. Ja Sadowska, dokonując – całkiem niedawno – rozróżnienia, skupiam swoją uwagę na ich charakterystyce, co łatwe w ogóle nie jest, no bo skąd mam wiedzieć czym jest dorosły, skoro opisuję go na podstawie tego, co widzi dziecko? A dziecko – jako podosobowość, ma też swoje podosobowości – by już nie mącić bardziej, przybliżę moje własne, choć ogólnie znane odkrycie – dziecko może być szczęśliwe, albo straumatyzowane i naprawdę najlepiej jak nie w tym samym momencie . I o tym dziś napiszę na podstawie służbowego spotkania świątecznego, które miało miejsce wczoraj, na terenie szklarni, w której pracuję. Do opisu reszty podosobowości wrócę, kiedy będzie ku temu stosowna okazja.
Dziecko wyłazi z człowieka, albo inaczej, staje się człowiekiem, kiedy chce i kiedy ma taką okazję, najczęściej jednak wtedy, kiedy niezbyt dojrzały dorosły orientuje się, że ten skurcz żołądka, był tak naprawdę dzwonem ostrzegawczym ze strony łaskawie panującej pamięci komórkowej. W zasadzie może to robić zawsze i wszędzie. Dopóki nie zostanie zauważone, zaopiekowane, przytulone, będzie wyskakiwać jak filip, zając z konopi i podobnie jak on, dokazywać w kapuście – tutaj można przyjąć, że kapusta to metafora umysłu – zupełnie pod wpływem.
No więc mając w sobie tę świadomość, ćwiczę się w dostrzeganiu znaków, które zaświadczają, że oto pojawia się trzyletnia, pięcioletnia, osiemnastoletnia i tak aż do wczoraj – wersja mnie, niekoniecznie przed czasem, ale często już w trakcie. Do tej pory – bo jakoś parę lat się w tym ćwiczę – było to dla mnie czymś w rodzaju orki na ugorze, katorgi, powrotów do łagrów i w ogóle bardzo spięta byłam. Ale wczoraj zrozumiałam, że praca z podosobowościami, może przypominać żonglerkę. Fakt, że ciężko się tego nauczyć, bo mięśnie już nie takie giętkie a ciało strzykające, ale radość jaką sprawia ta umiejętność jest ogromniasta.
Bo wyobraźcie sobie – pół dnia pracuję, wystawiając do pracy dorosłego – na szczęście żyję w Europie, gdzie zabroniona jest praca dzieci – a potem, jest impreza w pracy. I mam możliwość pojawienia się na niej jako dorosła, dziecko i rodzic jednocześnie. Ale skupiam się teraz na dziecku. Tak więc albo na imprezę przyjdzie to straumatyzowane albo to szczęśliwe.
Pierwsze minuty należą do Basi straumatyzowanej – bo oto ktoś się nie spojrzał albo się spojrzał, ale jakoś dziwnie, a za tym dziwnym spojrzeniem kryje się przepaść prowadząca do ciemnej piwnicy, tak jakby źrenice, tego co nie patrzy albo patrzy były portalem do królestwa potworów. To jest ten moment, w którym pojawiają się głosy – lecisz, sobie lecisz, nucone przez kogoś, kto wcale nie jest miły. A impreza trwa. Migoczą lampki na świątecznych swetrach, beztroskie śmiechy łaskoczą skórę. A ja wtulona w siebie lecę. I nagle znowu te słowa – lecę, ale teraz już w innej wersji – lecę, bo chcę i nagłe olśnienie- przecież już trochę umiem żonglować. Przytulam więc Basię, wycieram łzy z jej buzi i zapraszam by usiadła ze mną, przy stoliku wygrywającej drużyny. Jaka radość ze zwycięstwa – mimo, że wieczór zdominowało dziecko, tym razem jednak, to szczęśliwe.
Uświęcam takie momenty. Zaczynam od nowa. Dostałam najlepszy prezent na świecie- sama sobie go dałam – samą siebie w tylu wersjach, że odpakowywanie tego prezentu zajmie mi pewnie resztę życia.
Oj ten czas przedświąteczny.

8 myśli na temat “Moc prezentów

  1. u nas (w mieście) ciemno i ponuro. nawet przy urzędzie miejskim, jedyna chyba w mieście ‚publiczna’ choinka jest pozbawiona, wręcz odarta ze światła… to zdecydowanie nie jest świąteczny klimat.
    a ja, jakby na przekór, jak co roku obficie przyozdobiłem dom. jeden z nielicznych w okolicy…

    Polubienie

    1. To miłe, okoliczni mieszkańcy na pewno są Ci wdzięczni. To bezapelacyjnie potwierdza prawdę, że jeżeli robisz coś dla siebie, to robisz to również dla innych. Ciekawe, czy Twój dom jest widoczny z kosmosu, skoro jako jedyny jest oświetłony?
      Dobrego dnia i pozdrawiam lucyfyrycznie

      Polubione przez 1 osoba

  2. Ciekawie, samej sobie być prezentem..🙂 wiesz, nie umiem przyjmować prezentów. Ale dawać uwielbiam..zasadniczo to chyba jest jedna z moich słabości…
    Czy czyni mnie słabszą?🤔

    Miłego rozpakowywania – zachowaj wstążki i papier pakowy…może się przydać..?😉

    🙂Pozdrawiam z uśmiechem.

    Polubienie

      1. Lekkości „pióra” przy lotności słów. W prezencie posyłam zapach dzikich fiołków i smak … „kukułek” ( gdy przebywałam poza krajem był mi jednym z najbardziej utęsknionych – jeśli masz swój inny wstaw w miejsce kropek;))
        Wesołych Zdrowych Świąt!! :))

        Polubienie

      2. Wzruszyłam się bardzo. Dziękuję, że dopuściłaś mnie do swoich wspomnień i pewnie w ogóle Cię to nie zdziwi, że kukułki to coś co ja też, no wiesz, też tak. Dobrego wszystkiego. Pozdrawiam całkiem świątecznie

        Polubienie

Dodaj odpowiedź do Idzie Wiosna Anuluj pisanie odpowiedzi