Moje pierwsze zlecenie – mam być ghostwriterem. Dostałam maila z propozycją – żadnych szczegółów, oprócz informacji, że nie będzie z tego kasy.
Pomyślałam, dobra, w końcu niecodziennie się dostaje takiego maila. Najwidoczniej ktoś mnie wybrał. A bycie wybranym to miłe uczucie – łechcze ono moją stęsknioną duszę i syndrom bycia odrzuconym w ogóle. Więc korzyść nasuwa się sama.
Spotkanie wyznaczono na godzinę 5.45 rano w sobotę. To już za chwilę. Pewnie zdziwi was fakt, że nie podano ani miejsca spotkania ani tym bardziej tego, z kim ono ma się odbyć. Zabawne, ale mi nie przyszło do głowy, że jest to istotne. Piętnaście minut przed ustaloną godziną – czyli dokładnie teraz – robię sobie kawę i zrywam z miłością mojego życia. Nie łącze tych faktów.
W końcu wybija godzina spotkania – mam na sobie piżamę – ale pościel jest czysta. Więc dosłownie jestem w stroju wieczorowym.
Odwracam głowę w kierunku okna – od wczoraj remontują elewację więc rusztowania przysłaniają znajomy widok, nadając światu lekko fioletowy odcień – panowie robotnicy zarzucili na szkielet siatkę, nie wiem czy w celu ochrony przed deszczem?
Tak czy siak – w końcu się pojawia moja rozmówczyni i autorka maila – to jedyny moment, w którym ta istota była autorem, cała reszta to już moja robota.
Niektórzy ghostwriterzy mają szczęście -opisują życie wielkich gwiazd, przez moment mogąc udawać, że skoro piszą za kogoś to w zasadzie sami to przeżywają. Magia pisania – wiecie, jak to działa. Niektórzy natomiast, nie doznając zaszczytu bycia wybranym, przynajmniej mogą prowadzić rozmowy z wielkimi tego świata albo Wszechświata – ktoś prowadził rozmowę z Bogiem, ktoś ze śmiercią a inni jeszcze – ci bardziej szaleni – z własną duszą.
Ja jestem ghostwriterem i rozmawiam z wroną.
– O wypraszam sobie, jestem krukiem! – Właśnie od tych słów zaczyna się ta opowieść.
Mój otwarty umysł i zbolała dusza – wspomniałam o zawirowaniach miłosnych – zareagowały dość spokojnie. Zazwyczaj jestem cholerykiem, ale tym razem jakoś wewnętrznie spokojna, spojrzałam na Wronę i odpowiedziałam.
– Przepraszam, ale wydaje mi się, że rozróżniam wronę od kruka – wrona jest kobietą a kruk – mężczyzną.
Ptak -bo co do tego akurat nie może być wątpliwości, przekrzywił łeb i zza fioletowej siatki, łypnął na mnie okiem. Tak łypie się okiem na kogoś, kto przejawia objawy szaleństwa – ten rodzaj spojrzenia, który miesza w sobie politowanie ze współczuciem. Jak się ma wprawę, to można to dostrzec – widać to w rozszerzonych źrenicach łypiącego. Ja przynajmniej mam w tym wprawę – od kilku lat dostrzegam ten rodzaj patrzenia na mnie we wzroku przypadkowych przechodniów. Dlatego Wrona mnie nie zaskoczyła – co z pewnością dobrze wróży naszej współpracy.
– Ustalmy coś – głos zza siatki zabrzmiał szorstko i trochę jakby zza światów, konkretnie zza światów podziemnych – ja mówię, ty piszesz – a skoro ja mówię, że jestem Krukiem – to ty kiwasz tylko głową i używając palców wystukujesz to na klawiaturze. Jasne?
– Oczywiście, tylko drobna uwaga – to mówienie to trochę niewyraźne jest. Nie wiem, czy podołam odszyfrować wszystkie – kra, kra – prawidłowo.
– No tak, ludzki umysł bywa w tym trochę ograniczony, dlatego pomysł jest taki – zamienimy się miejscami. Ja będę leżeć w łóżku i pić kawę a ty posiedzisz na rusztowaniu.
– Mogę na to przystać z radością nijaką, tylko, że na podstawie mojej szczątkowej wiedzy z fizyki – podejrzewam, że miejsce, które zajmujesz na rusztowaniu, z dużym prawdopodobieństwem, zawali się pod moim ciężarem.
Wrona przekrzywiła łeb. Teraz patrzy na mnie drugim okiem -tym od oceny wagi i walorów fizycznych.
– Tak, widzę, że się przytyło, albo zawsze tak było? No cóż trzeba będzie zaryzykować. Tylko odczekamy chwilę -niech Rudy z sąsiedztwa przejdzie bezpiecznie, i koleżanka mewa odfrunie jak już się naje. Nie potrzebujemy dodatkowych ofiar.
– Dodatkowych ofiar? Czyli jakieś jednak będą?
– Niestety. To ja będą główną ofiarą twojego kiepskiego stylu i ograniczonego zasobu słów. Swoją drogą, ludzie są tacy – no wiem – mało rozgarnięci. Miliony słów na podorędziu a używają zaledwie ze trzysta na zmianę i w kółko.
Przyjmuję obelgi rzucane w stronę ludzkości z pokorą. Nie wypada mi nawet myślą wytykać upośledzenia umysłowego, mojej rozmówczyni, która nie zauważa faktu, iż używa tylko jednego Kra – Nie mam siły na bunt. Przez rozpoczynającą się metamorfozę we wronę, zaczynam odpuszczać złość i opór.
Na moment muszę zawiesić pisanie – wprawdzie mam jeszcze dłonie, ale są one jedynie wspomnieniem w moim mózgu, który na podstawie swoich doświadczeń nazywa rzeczywistość. De facto- mam pazury i to nie jest miłe.
Czasoprzestrzeń się zakrzywia – jeszcze przez nanosekundę jestem człowiekiem, ale w fazie przejściowej. Za chwilę mój akt obserwacji, przeniesie moje ciało stąd – czyli łózka – do tam – czyli na rusztowanie, plącząc układ atomów, by ponownie złożyć je jak puzzle – z ciała człowieka w ciało wrony.
– Jestem krukiem. – Dobiega mnie jeszcze ten dźwięk – ale jego echo odbija się już w moich jelitach – i miast dosłownie, kracze- jestem wroną. Tak dokonało się. Siedzę na rusztowaniu a wrona pije kawę w moim łóżku. Chyba coś poszło nie tak.
– Wiedziałem, że tak będzie – ograniczona wyobraźnia, że też wybrałem pisarza bez polotu.
Skup się – ja to ty a ty to ja – to nic trudnego. Ja to ty, ty to ja.
– Próbuję, kurwa, ale trudno jest używać wyobraźni precyzyjnie na chwiejącym się rusztowaniu – poza tym sąsiadka chyba dzwoni na pogotowie – jeszcze mnie zamknął w wariatkowie teraz. A to obcy kraj jest i nie będę mogła się wytłumaczyć i mnie zamkną, nafaszerują psychodelikami.
– Bez paniki – jest taka opcja, ale psychodeliki mogłyby się akurat przydać.
– Gdzie byłaś?
– A o co pytasz? Bo byłam i tam i jeszcze gdzie indziej.
– Paliłam.
I to jest prawda. Uważny obserwator, siedzący przy oknie samolotu rejsowego lecącego z Rotterdamu do Faro, dostrzegłby przez rzadkie, dzisiejszego dnia chmury, obecność wrony palącej papierosa przy oknie na pierwszym piętrze, budynku opasanego rusztowaniami. Może i by się zmitygował w myśli za niedorzeczne wizje, ale tego nie wiemy, bo samoloty szybko się poruszają, a z pespektywy ziemi, ten pęd nie ułatwia chwytania myśli pasażerów samolotów.
Wzmianka o samolocie naprowadziła opowieść na meandry bądź marginesy, a chodzi przecież o to, by opowieść była wartka i spójna.
Wartka jest płynąca rzeka i krew osobnika zwisającego z rusztowania. Tym osobnikiem jestem wciąż ja, podobnie jak ja jestem palącą wroną i ja jestem krukiem. Do tego jestem miłością życia, która została wcześniej przywołana w naiwnym rozumowaniu, że może być porzucana.
Powszechnie bowiem wiadomo, że jak coś zostanie nazwane, to automatycznie zostanie dostrzeżone – a nie ma nic ważniejszego niż być widzianym we Wszechświecie, nawet gdy fizycznie dawno już tego nie ma – wiedza powszechna, więc nie będę się rozwodzić nad tematem – raczej ożenię się z nią – bo z nim nie mogę -ograniczenia językowe i orientacyjne.
Wybacz czytelniku, ale jak słusznie zauważyłaś, odtąd ta opowieść straciła swój główny wątek a bohaterki jej zaczynają przybierać formę, nie tylko fizycznego poplątania gatunkowego, ale również słów i myślokształtów.
Zachęcam cię więc do aktywnego uczestnictwa w opowieści – dopisuj i do wymyślaj sobie przygody i dialogi – nigdy bowiem nie wiadomo, czy coś z twojej wyobrazi na stałe nie zagości na tych kartach bądź może i bardziej – w życiu wrony, kruka, moim i mojej miłości życia, która wypoczywa sobie teraz nad jeziorem marzeń.
Ja ze swojej strony, choć powinnam użyć zaimka my – ale nie robię tego świadomie, by nie spowodować, że i on, i my poprzez ich dostrzeżenie – jako się rzekło wyżej, omawiając prawidła działania we Wszechświecie – nie staną się dodatkowymi bohaterami opowieści- tak więc ja – niestety za późno -tak więc my -dołożymy wszelkich starań, aby Ghostwriter wykonał swoją robotę rzetelnie.
– Może napijemy się jeszcze kawy? Wrona w moim łóżku zadaje to pytanie, o dziwo nie do mnie, ale do swojego odbicia w lustrze. Ja natomiast przyglądam się jej zza szyby jednym okiem. Uderza mnie myśl, że jako człowiek uczyłam się długie lata patrzeć na świat tylko jednym okiem, bo drugie słabsze było – taka wada wrodzona wzroku. Pierwszy moment -acha – będzie ich więcej. Nie omieszkam podkreślić w druku grubą czcionką.
– Przestań się upierać, że zamiast siebie widzisz w łóżku wronę. Chyba nawet najbardziej radykalni czytelnicy już widzą, że to metafora ciebie leży w tym łóżku, a ty jesteś krukiem na rusztowaniu. Dorosłość wymaga pełnego zaangażowania w zasady gry – a zostały one ustalone – ja zostaję tutaj a ty lecisz, sobie lecisz jako ja – ale kruk – poznawać moje myśli, czyny i zaniedbania w celu opisu mojego nietuzinkowego życia.
Tak teraz nie mam wątpliwości – ta wrona to ja – poznałam po długiej wypowiedzi. Godzę się więc z tymi argumentami. Przymykam oko i po chwili w odbiciu szyby widzę siebie jako wronę. Mało tego, widzę siebie jako wronę, która myśli, że jest krukiem.
To co przeczytacie jako Czytelnik w najbliższych minutach, bądź godzinach -w zależności od umiejętności motoryczno – językowych jakie posiadacie jako obiekt czytający -jest niczym innym, tylko przełożeniem obrazów i odczuć zagnieżdżonych w moim – na ówczesny czas – ptasim mózgu, na język słów i zdań, którymi się posługuję w chwili powrotu do mojej pierwotnej człowieczej formy.
Mam nadzieję, że informację te będą przydatne byście z dozą przyjemności i fascynacji oddali się lekturze tej opowieści.
Lekcja latania.
Pierwsze momenty bycia w ciele wrony mnie nie zaskakują. Przeciętny człowiek by pewnie spanikował, że teraz nie chodzi a lata – ale ja mam doświadczenie w lataniu – trzy skoki ze spadochronem w tandemie – zrobiły robotę. To kolejny moment Acha – wyjaśnię, bo nie zrobiłam tego wcześniej, Momenty acha dotyczą mojej synchroniczności z wroną -inaczej mówiąc, chwil w których byłyśmy tak do siebie podobne, że aż to zahaczało o perwersję jakąś.
– Przepraszam, gdzie cukier?
– Serio? Teraz mi się wtrącasz takim pytaniem, kiedy opisuję latanie?
– Skoro już mam pić kawę to chcę z cukrem. Jestem człowiekiem teraz i przejmuję jego głupie zachowania, w tym jedzenie tego co go zabija- ha, kra – ha.
– Nie używam cukru do kawy -to profanacja.
– Taka – wielkie słowo – cukier do kawy- profanacja – odrzucanie miłości, bo zupa za słona – to zwykła samoobrona – małe słowo
– Wrona jako terapeuta związku? Chyba ego zaszalało a kawa jeszcze nawet nietknięta.
Poza tym wczoraj widziałam jak wrona się udusiła, bo zżarła plastikową torebkę – też głupia.
– Trochę szacunku – odkąd jesteś krukiem powinnaś też odczuwać jak kruk – a my opłakujemy zmarłych, którzy swoim wyjątkowo głupim zachowaniem podkreślają regułę mądrości naszego gatunku.
– Ale to była wrona – a nie kruk, tak jak ty jesteś wroną.
– Dobrze nie kończ – przecież jako człowiek zamknięty w ciele ptaka masz prawo do oceniania innych – dostrzegasz ironię? czy ptasi móżdżek zamienił się na funkcję z gadzim mózgiem?
– Chcę wrócić do opowieści – nie przeszkadzaj, bo napiszę coś czego nie da się potem odkręcić i wrzucę to na Facebooka. I potem wszystkie wrony i kruki nas rozdziobią.
– Kruki nie uczestniczą w social mediach, chyba, że w ramach badań naukowych.
– Oczywiście – badania naukowe mają jedynie sens, kiedy można o nich przeczytać na Pudelku.
– Wprowadzasz kolejnego bohatera?
– Nie, dlaczego? O Cholera – pudelek – co teraz?
– Wplącz go ładnie w opowieść – a właśnie, wiesz, że opowieść to też bohaterka? Ubierz ją jakoś – nie wypada, żeby była po …
– Nie! Stop. Nie wypowiadaj tego słowa – bo i ona zaistnieje
– …nagu.
– Za późno. Teraz muszę wymyśleć opowieść o nagim pudlu.
Wiesz, aby to w ogóle zadziałało, muszę się oddalić – nie ważne, że oddalenie to kolejny bohater – oddalam się, bo inaczej nic już nie napiszę.
– Leć więc – ale lekcję latania napisz raz jeszcze. Czytam na bieżąco – oczywiste, że w twojej głowie – to co piszesz i za dużo w tym kruku doświadczeń ludzkich. Zrób coś z tym, bo inaczej ten cały ghostwriting straci swój sens.
– Tak wiem. Ghostwriter to ciemny charakter tej opowieści o nagim pudlu.
– Ja pierdzielę – nie o tym pisz – Te słowa zostają mi wbite dziobem w pazur – moim własnym dziobem w mój własny pazur.
Lekcja latania – wersja ptasia, poprawiona.
Ojciec mnie wypchnął z gniazda – albo matka – albo oboje to zrobili. Dzięki temu umiem latać.
Nie mam do nich pretensji. W ogóle o nich nie myślę. Czuję ich obecność, kiedy rozpościeram skrzydła. To mi wystarczy. Ich siła i siła ich przodków a co za tym leci i moich – to jedyne dziedzictwo, które mam.
Wiatr jest moim kumplem – tym którego kochasz, ale czasem nienawidzisz. W zasadzie mieszka we mnie – dziwnie to może brzmi, ale czuję, że mieszka dokładnie w moich kościach. To dzięki niemu jestem tym kim jestem. Ale ogólnie. W całości, w esencji. W zasadzie powinno mi to wystarczyć.
– Powinno ci to wystarczyć – Tak mówi moja stryjeczna ciotka od strony matki – ale ona jest szalona i nawet kiedy mówi prawdę, nikt jej nie słucha, chyba że jest się innym szaleńcem – a ja jestem.
– Nie wystarcza, ciociu.
– No tak, nie wystarcza? -to ja już nie wiem-. Ciotka odfruwa zostawiając mnie w moim nieopierzonym wieku z pytaniem i stwierdzeniem w jednym. Kocham ją jak wariat – widzę jak moje uczucie wywołuje torsje w jej żołądku – ktoś na dole zostanie naznaczony szczęściem dzięki mojemu uczuciu do ciotki.
Podejmuję więc życie samodzielnie – podejmuję je w swoim wnętrzu a nie na salonach czy w przepastnych ruinach. Dopóki mogę – w niezauważalnym odosobnieniu stadnego zwierzęcia, przemykam się nocami do raju utraconego, wszelkich wybryków gatunkowych i osobliwości rodem z cyrku; odprysków na starych wannach i niedziałających kuchenkach gazowych. Jest ponuro poprzez kwaśny zapach zgnilizny, przywodzący na myśl triumfalne początki wszechrzeczy. Opary dźwięków zburzonych kościołów zlepiają moje pióra, muszę się z tego otrzepać, inaczej już nigdy nie pofrunę. Każdej nocy przeżywam ten koszmar – zgaście te organy, nie życzę sobie.
Przeraża mnie mieszanka dziwaczności i ułomności, jednocześnie odkrywa przede mną tę część mojej duszy, która bezpośrednio łączy moją postać z wierzeniami prymitywnego, bezrozumnego pospólstwa i dodaje mi to skrzydeł, tak to powiedzenie w końcu nabiera sensu.
– Stop! Do cholery, kto Ci tam pozwolił iść?
– O co chodzi? Nie możesz tak robić, skąd czytelnik będzie wiedział, że znowu wtrącasz się do opowieści?
– Nie wiem, a musi wiedzieć?
– Kurczę – no musi, żeby mu się łatwiej czytało.
– Teraz to wie tylko coś o jakimś kurczaku – chyba znowu coś spieprzyłaś.
– Przestań – kurczę zostało użyte jako przekleństwo nie istota i przez to nie kwalifikuje się jako bohater.
– Acha – czyli Miłość Życia – to istota?
– No tak, najładniejsza na świecie.
– A nagi pudel?
– Serio – pytanie z gatunku – głupie pytanie? Poza tym czemu zmieniasz temat.
– Bo łazisz, gdzie popadnie a najważniejszy wątek mojej wielkości, nawet nie został jeszcze muśnięty.
– Po pierwsze, nie łażę, bo latam, a po drugie to ty, nie ja. Zamiana miejsc, pamiętasz?
– Ale to ciągle ty w mojej postaci – nie pamiętasz?
– Nie mogę być tobą, bo nie wiesz kim jesteś.
– I co w związku z tym? – przestajesz być przez to mną a ja tobą?
– No, w jakimś sensie tak. Poza tym jak mam zbudować twój profil psychologiczny, nie odwiedzając miejsc, po których chodziłaś?
– Chodziłeś.
– No ja nie chodziłam, bo udawałam ciebie, więc praktycznie to ty chodziłaś.
– Chodziłeś – jestem krukiem – nim -on – końcówka eś.
– Dobrze. Zostawmy na chwilę twoje problemy z tożsamością – ogólnie z tożsamością – nieważne – on, ona, kruk, wrona, ja. Trzeba tam iść by zaliczyć lekcję latania. Bez tego nie ruszymy z miejsca.
– Myślę, że nagi pudel może pomóc.
– Zagadka nagiego pudla wystrzeli w ostatnim akcie – tak już Ibsen postanowił, albo ktoś jego pokroju. Poza tym nagi pudel teraz akurat jest na chemii, biedaczysko.
– Biedaczysko, fakt.
– Więc niech tam w spokoju sobie daje w żyły – może potem jego sierść odrośnie bardziej pokręcona.
– Dziwnie to brzmi – jakby w ogóle w tobie empatii nie było. A on ma całe życie przed sobą – to znaczy mógł mieć albo jeszcze będzie miał. Mógł spłodzić masę szczeniaków i to nie tylko swojej rasy – bo w przeciwieństwie do ciebie, nie jest rasistą i może krzyżować się z byle kundlem na ziemi, a jak się krzyżuje ze swoją kuzynką to wcale nie jest to uznawane za kazirodztwo. Tak więc, zostaw nagiego kundla w spokoju i daj mi pracować. Wracam na wysypisko śmieci – bo tak, wbrew twojej wielkości i temu co o sobie myślisz – uwielbiałaś taplać się w śmieciach
– Eś, końcówka- eś. Uwielbiałeś się taplać w śmieciach to przesada – może z perspektywy twojego gatunku tak to wygląda – my kruki właśnie tam uczymy się używać różnych narzędzi, o istnieniu, których ludzie nie mają pojęcia.
– Tak, jasne – małe sprostowanie – na śmietniku są rzeczy, które ludzie uznają już za przestarzale i zbędne.
– Takie jak noworodki?
– Cios poniżej pasa – czyli w okolice – no właśnie – zapomniałam, że nie mam pasa w tej odsłonie gatunkowej.
– Masz jeszcze coś ważnego do powiedzenia?
– Dlaczego, mówisz jej słowami?
– Bo wywołałaś ciosy poniżej pasa, myślałam, że chcesz się w to bawić. Więc masz coś jeszcze ważnego do powiedzenia?
– Nie, oprócz tego, że mnie wkurzasz tym pytaniem.
– Ona też cię nim wkurza? Czujesz, że nudzą ją twoje wywody, że mała dziewczynka w tobie, znowu jest pozbawiana głosu?
– Przepraszam, ale to nie o mnie ma być ta opowieść – zapomniałeś kruku?
– O, nieźle – myślisz, że nabiorę się na tanie pochlebstwo? Uwierzę, że nagle widzisz we mnie kruka a nie wronę?
– Męczy mnie ta rozmowa – czytelnik pewnie już zasnął. To wszystko jest do dupy.
– Ty jesteś do dupy – lubisz, kiedy ktoś potwierdza twoje przekonania na swój temat, prawda. To w jakiś chory sposób pozwala ci przelać swoją nienawiść z siebie na tego kogoś, a przecież to siebie i tylko siebie nienawidzisz.
– Odbiło ci? Leżysz w moim łóżku jako ja, a ja jako ty, mam wysłuchiwać analizy mojej osobowości?
– No, w sumie to głupi pomysł. Wróć do roboty.
Lekcja latania – podejście trzecie – poprawione po poprawce pierwszego podejścia i drugiego.
Dzisiaj wieje na potęgę. Na moją potęgę. Rozpędzam się, wiatr we mnie jednoczy się ze swoją niematerialną wersją we wszechświecie i nagle to czuję – jedność siebie w sobie. Rozkładam skrzydła. Chcę lecieć, ale przecież cała istota w lataniu polega na tym, że nie wie się o jej istnieniu. Latanie jest – bez i ponad. Nie czuję więc kiedy rzuca mnie na lewo, nie czuję spadania ani wznoszenia – nie czuję, że jestem czymś innym niż tylko lataniem.
Patrzę na swoje odbicie w tych którzy podobnie do mnie – zatracili swoją istotę w tym szalonym byciu. Uśmiecham się do nich, ale oni tego nie dostrzegają – dopóki w mojej głowie istnieją oni – a nie my – nikt nie dostrzeże mojego uśmiechu.
Zatrzymuję się w połowie – w połowie podmuchu, w połowie wiązki światła, która odkształca się, kiedy mnie dotyka – jestem sprawcą zaślepienia, zmieniam historię, zmieniam obraz w kalejdoskopie.
Poraz kolejny rzuca mnie w lewo, daleko poza wytyczone korytarze powietrzne. Bawię się sobą – nareszcie. W końcu umiem latać.
– Czy to już koniec?
– Poczekaj, może jeszcze coś trzeba dopisać – dodać, po ludzku, dramaturgii?
– Co masz na myśli?
– Może opiszemy skąd pomysł na bycie krukiem?
– Jak to pomysł? Przecież ja jestem krukiem.
– Chyba nie do końca jednak – sprawdziłam w intrenecie.
– Kiedy?
– Co, kiedy?
– Kiedy sprawdziłaś w Internecie?
– Jak byłam siku.
– Przecież kruki nie sikają.
– A ja sikałam, a przecież jestem teraz tobą.
– Nie wierzę, a jak wyglądały twoje siki?
– Co?
– No jak wyglądały?
– Głupie pytanie, jeszcze może zapytasz o szczegóły, typu skąd wyleciały.
O nie, nie, nawet o tym nie myśl, nie odpowiem.
– Musisz!
– Nie!
– Grasz nie fair, ale dobrze, gdzie byłaś robić to siku?
– Nie odpowiem.
– Ha, bo nigdzie nie byłaś, sikałaś w powietrzu!
– Nigdy tego nie potwierdzę, bo dostanę wypowiedzenie z mieszkania.
– ja i tak wiem swoje. Więc skoro tak, to już nie możesz zaprzeczyć, że jestem krukiem. Dlaczego tak ciężko ci się przyznać, że w głębi duszy też chcesz być krukiem i z byle wrony w swojej głowie robisz cesarza ciemności?
– Co robię?
– Coś ze słuchem się stało?
– Wiało bardzo jak latałam.
– Odpowiedz na pytanie, którego nie słyszałaś.
– Tak.
– W porządku – twoje tak mówi tyle co moje nie i tak razem wzięte.
– Dobrze, w takim razie. Może zamkniemy sprawę. Myślę, że zebrany przeze mnie materiał to niezła opowieść o twoim życiu.
– Ale nic w nim nie ma o mnie.
– Jesteś w każdym dialogu – ile wron może się tym pochwalić?
– Żadna wrona chyba, ale już z pewnością kilka kruków – nawet tych wyblakłych.
– Ty nie jesteś krukiem – jesteś wroną, która pojawiła się na moim rusztowaniu, żebym mogła wyglądając przez okno dostrzec schorowanego pudla i przesłać mu miłość ku szybkiemu powrotowi do zdrowia.
– O Ibsen miał rację! A nie mówiłam!
– To akurat mówiłam ja, ale w sumie to na jedno wychodzi.
– Wychodzę już, wiesz.
– Nawet nie pytasz, więc wiesz, że wiem.
– Zapalimy jeszcze?
– Nie, wolę poddać się wiatrowi, niech mnie przegoni na skraj lewej i prawej strony mojej osobowości.
– Wiesz, że Konfucjusz powiedział, że człowiek ma dwa życia, a to drugie się zaczyna, kiedy zdaje sobie sprawę, że ma jedno.
– Ciekawe czy Konfucjusz był krukiem?
– Nie, stawiam tygodniówkę, że był wroną myślącą, że jest krukiem.
– A co, jeśli wygrasz?
– Zamienię się z tobą miejscami na jeden dzień.
– To cios poniżej pasa, Ale przecież ja nie mam pasa -więc przyjmuję wyzwanie.
– Skąd będziemy wiedzieć, która z nas ma rację?
– Już to wiemy przecież – dziś cały dzień byłam tobą.
Lekcja latania – wynik egzaminu – skandaliczny brak elementarnej wiedzy – do poprawki!
–
Jak zawsze świetne🙂 dialogi no rozrzucają, żeby nie powiedzieć powalają.🙂🙂
Od siebie dodam na cito:
najtrudniej uwierzyć
że spotkało się białego kruka
pośród ludzi
jeśli samemu jest się nielotem
ciężkim od wiedzy
i niedomówień
w mądrości zaprzeczasz
– nad brak logiki
brniesz łapiąc za słowa
ostrzejsze niż pazur
słyszany jako
kpiarski gawędziarz
zostajesz
ghostwriterem (z) przypadku
Świetna forma, w ogóle tak wszystko w dzisiejszości, maile itd. No super. To się czyta na pstryk palcami z różnymi odczuciami. Lekkość, a jednak inteligentnie przemycone ważności🙂💪
Pst.też posyłam pudlowi miłość z życzeniami powrotu do zdrowia🙂😉
PolubieniePolubienie
Dzięki w imieniu swoim i pudla oczywiście. Miłego weekendu jeszcze
PolubieniePolubienie