Co kryje uśmiech konia? – historia oparta nie całkiem na faktach

„Więcej jest rzeczy na ziemi i w niebie, niż się ich śniło waszym filozofom” – tak mawiał Wiliam a on wiedział co mówi, w końcu za jego czasów transport konny i konie same w sobie powszechne były. Niewątpliwie przytoczone słowa odnoszą się do owych cudownych stworzeń, bo do czegoż innego by miały być doklejone?

Porzućmy jednak zamierzchłe czasy kwitnięcia teatru elżbietańskiego i wróćmy galopem do czasów nam współczesnych, w których istnienie koni zauważa się ciągle. Ostatnia wzmianka w prasie, dotycząca tych stworzeń, miała miejsce trzy lata temu. Można powiedzieć, że była to swego rodzaju kaczka dziennikarska, wywołująca – jak to ma w zwyczaju drób- spore zamieszanie, przeplatane unoszącymi się w powietrzu piórami.

Nie jesteśmy – jako postronny obserwator – zobowiązani rozpowszechniać niepotwierdzonych faktów, jednakże, skoro jakieś fakty były, to je rozpowszechnimy, z intencją lepszego zobrazowania całej historii, choć malować nie będziemy, jedynie może jakiś szkic węglem – dla upamiętnienia Łyska.

Nie pójdziemy na łatwiznę – nie teraz kiedy Łysek został wywołany – zrobimy o wiele więcej – oddamy głos i papier, tym którym ten głos odebrano, posługując się najbardziej prymitywnym argumentem ze wszystkich, jakich może użyć człowiek – zwierzęta nie potrafią mówić (- jasne, a słyszeli, kiedy dyskusje zwierzaków w Wigilię? Po ludzku gadają, a już Ci – słowa zasłyszane pod jednym z haskich kościołów w roku 2023).

 

– Mówiłaś, że paszporty nie będą potrzebne.

– Mówiłam, ale skąd mogłam wiedzieć, że jednak tak.

– I co teraz zrobimy?

– Zastanówmy się – reasumując…

– Już?

– Co już?

– Czy już mamy paszporty?

– Skąd to pytanie?

– Z reasumując.

– Reasumując – nie mamy paszportów ani biletów, ale to nieważne, tanie linie lotnicze nie zabiorą nas na pokład.

– Może jednak siano zostawimy? Arab mówił, że tam trawa jest wyśmienita.

– Prosiłam, żebyś się trzymała od niego z daleka, on zły jest. Demon

– To tylko imię.

– Nie sprzeczaj się ze mną i ściągnij tę kominiarkę, ten kaptur, czy co ty tam masz na łbie.

– Mówiłaś, że nie mamy rzucać się w oczy.

– I kominiarka nie miała zwracać uwagi na lotnisku w Poznaniu?

– Nie zwracała. Przecież nikt o niej nie wspominał. Szkoda tylko, że zdjęcia też mi w niej robili.

– Niestety, choć może masz rację, to nie kominiarka zawiniła.

– A jak myślisz, co?

– Może nasze końskie geny? Mamy zbyt wyraziste profile i chyba stukot kopyt nas zdradził.

– Czyli na tym polega problem, że jesteśmy końmi?

– Niestety bardziej nawet – klaczami.

– To ten patriarchat nieźle sobie jeszcze hula po świecie, skoro, nawet nas dyskryminuje.

– Oj tak. Ale przecież nie możemy się poddać. Nie teraz, za chwilę wszystko się uspokoi i coś wymyślimy.

Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki nic się nie uspokoiło. Prasa oszalała. Dziennikarze i postronni świadkowie naoczni i ci zza szczebli ławek w poczekalni w hali odlotów, zgodnie się przekrzykiwali, że nigdy czegoś podobnego nie widzieli, i że to z pewnością był atak terrorystyczny, zakrojony na wielką skalę, bo konie wielkie były, większe od trojańskiego, chociaż może i jednakie wzrostem i maścią.

– Siedzę sobie, a tu przede mną kłusem koń, normalnie, centralnie, ot tak sobie szedł – świadek wstaje z ławki i rusza powolnym, chwiejnym krokiem przed siebie, próbuje gestykulować mówiąc, ale trudno mu, bo przecież jest w pozycji na czworakach, – normalnie oczom nie wierzę do tej pory.

– A ja stoję w kolejce do kontroli bezpieczeństwa, a przede mną zad koński macha ogonem. Gdyby nie ten zad, to bym nie poznała, że to koń, bo miał kominiarkę. Potem zemdlałam. Nie dziwię się sobie.

Gazety przytaczały wypowiedzi, zachodziły w głowę, zadawały pytania do czytelników, a potem same na nie odpowiadały. Ta cała medialna akcja zakrojona na efekt sukcesu na końcu, nie zbliżyła się nawet na pół metra do prawdy. Przynajmniej w sile fizycznej jest ostoja dla koni, inaczej rzucone by zostały na pożarcie marnej gawiedzi, co to już zapomniała, że kiedyś koń potęgą był i basta.

– Coś wymyśliłam.

– Już? znowu reasumacja?

– Tak. Po pierwsze, samolotem nie polecimy, po drugie to bezsensu bez niej.

Konie były dwa. Obie klacze. Jedna starsza, druga młodsza. Niespokrewnione.  

I pewnego dnia, nudząc się trochę, postanowiły poznać trochę świata. Skąd ta ciekawość? Może zwierzęta lubią przygody, a może po prostu życie w kraju, w którym ciągle jeszcze kuzyni z południa cierpią i umierają na oczach turystów, spowodowało u nich przesyt i wypalenie zawodowo – życiowe?

Nie wiadomo, gdzie szukać przyczyny. Gdzieś ona leży, pewnie tylko nie w nich samych, bo one raczej najpierw o kimś a potem o sobie.

Popatrzyły sobie w oczy i porzuciwszy plan samodzielnego – czyli tylko we dwie – zdobywania świata, postanowiły zadziałać u wyższej instancji. Akurat trzeba było pole przeorać w kształcie mózgu jakiegoś uparciucha, który to niby kocha a radości z tego nie ma, więc w ramach wymiany- konie orka by zasypać wątpliwości i lęki a wyższa instancja myśl w jej głowie –

-Trzeba wyjechać z tego kraju!

Wszystko dobrze i szczęśliwie się skończyło, oprócz tego, że Arab nakłamał jak z nut. Po pierwsze, nie pochodził z Arabii tylko z Polski, a po drugie, trawa tutaj mniej soczysta, bez posmaku pierogów. Może czasem po niej jakoś inaczej świat wygląda, ale generalnie wieje strasznie i ten wiatr jest straszny niczym strach. Ale jest ona. A dla niej świat jest tam, gdzie są one, więc nie ma co prychać, tylko w galop i przed siebie, tak na oślep, z pełną werwą, aż koń się uśmieje.

 

3 myśli na temat “Co kryje uśmiech konia? – historia oparta nie całkiem na faktach

  1. „jednemu mowa, drugiemu (s)trawa”

    pragnąc przedostać się

    w cudzym imieniu 

    własnym zajęci pokładem

    wybiegną wierzchem

    rasowi przebierańcy:

    betonowe łby, w pyskach uzda

    gdzie darowana klacz rozpłodowa

    ogier parska – pod batem

    kto w tym wyścigu jest arabem?

    koń by się uśmiał

    Tak co koń wyskoczy Reasumując?😉🍀

    Świetne i wielointerpretacyjne.

    Pst.pamiętam jak, będąc na obczyźnie, po raz pierwszy trafiłam na „polski sklep” . Wtedy dawało się strawić tęsknotę…chociażby z pierogami. 😁

    Polubienie

      1. Dawne czasy. Ach, jakie to niezdrowe – a gdyby tak…konsumpcja dzielona? 😉

        Grunt to znaleźć własne miejsce, jeśli nawet na obczyźnie…

        ❤️

        A te dialogi w Twoich tekstach są takie fajowe. Momentami już idzie się pogubić kto mówi😁 a lubię to (dziwne?).😊

        🍀saluti i czekam na kolejny wpis.

        Polubienie

Dodaj odpowiedź do niekoniecznienierozwojowo Anuluj pisanie odpowiedzi