Przepraszam, czy tu kochają?

Przypinam pinezkę. Niech zostanie tam na zawsze. Czerwony punkcik w głowie. Gdzieś na skrzyżowaniu tęsknoty, nadziei, rozpaczy i siły. Przecieram oczy ze zdumienia. Ten głos w środku nocy – mój głos – nanosekunda wiary w absolutny, niepodważalny przekaz płynący ze snutej leniwie baśni. Przecieram oczy i ona znika. Bańka zamykająca w sobie wszystkie kolory świata pęka w ciemności, przytłoczona jej ciężarem. Już nie jestem Czarnoksiężnikiem z Oz, ani Alicją w krainie czarów, nie jestem kotem w butach.
Najdalej wczoraj albo jutro przekonam się o jałowości starań. Rozproszę resztki energii, pozwalając by przypadkowość rozproszenia podpaliła dom budowany na piasku. Dla dobra ludzkości schowam się w kącie. Wszelka nicość opanowująca krzykliwy wschód słońca święcić będzie triumf wolnej woli.

– Przepraszam, czy tu kochają? W bólu rodzi się pytanie. Posklejane od potu włosy kłują oczy, zdrętwiałe dłonie szukają w pustej przestrzeni ciepła innych dłoni.

– Przepraszam, czy tu kochają? – odbija się echem od otłuszczonych serc unosząc się miarowo.
Najdalej wczoraj albo jutro kiedy Ziemię opanuje błogość niepamięci, zabrzmi pieśń wesoła, pieśń radosna. W pieśni zamknięte są wszystkie mądrości duszy, wszystkie oskarżenia i bezcelowe próby wyjaśnienia – ależ ja Już nie jestem Królową Śniegu – nigdy nią nie byłam. Dlaczego więc ciągle patrzysz na mnie nic nie widzącymi oczami – odbijającymi martwość moich oczu?
Rzucam się w drogę powrotną – przez meandry, labirynty, chaszcze, tłumy i maliny – złudzenie jest moim drogowskazem.
– Pamiętasz? – jeszcze tylko ten zakręt, jeszcze tylko ta góra, ten las.
Kolejne lata mijają, kolejne siedem mórz wyparowało, rozstąpiło się, znikło. Lasy już dawno wycięte – pachną na moim regale ustawione alfabetycznie. Grzęznę w tych myślach niczym w bagnie, zdając sobie sprawę, że to one stworzyły bagno – kupa błota i kąsających komarów zawładnęła moją jasnością – nawet dziecko wie, że to głupie.
-Spróbujmy pokolędować razem – kiedyś uwierzymy, trzeba tylko próbować. Rozpędzone auto wjeżdża w tłum ludzi – ich krzyki rozdzierają przestrzeń na pół, tną bólem delikatną tkankę jedności. Nikt już nie pyta – nie ma o co pytać, nie ma czego wyjaśniać, nie ma z czym walczyć. Została tylko czerwona pinezka w miejscu do którego tak bardzo dziś chcę dotrzeć
Gdybym mówiła językami świata – krzyczałabym w każdym jednym. Gdybym miłości nie znała?

6 myśli na temat “Przepraszam, czy tu kochają?

  1. Cudowny tekst. Nie chcę zepsuć go swoim. Przepięknie napisałaś. 🥰 

    „…Grzęznę w tych myślach niczym w bagnie, zdając sobie sprawę, że to one stworzyły bagno – kupa błota i kąsających komarów zawładnęła moją jasnością – nawet dziecko wie, że to głupie…” inteligencja nie chroni od brnięcia, jeśli odsuwało się od siebie ból, ignorowało…można było przywyknąć.
    Najgorzej, gdy tak się w tym bagienku urządzasz, że staje się strefą komfortu. Nie chce się zauważać tych komarzyc i oblepiającego nanosu.Wiesz Sis, jeśli jest się gdzieś z dystansu, to łatwo mówić. Jednak jeśli to siedzi już w głowie i duszy…serce nie słucha. „Przepraszam, czy tu kochają?” A jakże mieć pretensje, do tych których kształtowały braki empatii, jeśli dowiadywali się czym jest miłość, jedynie w teorii? A potem doświadczali tylko jej pozorów? Bez prawdziwej bliskości…
    Zastanawiam się ile pinezek przypięłaś…bo świat codziennie rozdaje okrucieństwo. ludzie. I mam szczerą nadzieję, że w żaden sposób nie była to osobista sprawa…

    Przy okazji posyłam moc życzeń, by zewnętrzni dotykali tylko po to, by przekazać pewność. Zaś wewnętrzna podpowiadała pomimo, nigdy zamiast. 

    💞

    Polubienie

    1. Dziękuję za Twoją obecność i empatię- bo to tekst na współodczuwanie. Jesteś cudonie wrażliwą osobą i nigdy nie psujesz swoimi tekstami- wręcz przeciwnie. Błogości i tego byś nie zapominała , że świat jest w Tobie już wystarczająco baśniowy- trzeba tylko na niego otworzyć oczy. Buziole

      Polubienie

      1. szczerze…

        Czasem myślę, że daleko mi do wrażliwości, tak wiele osób musiałam bezwzględnie wyciąć ze swego życiorysu. Ale piszę go dalej, bywa że mozolnie,  słowo za słowem, nie żałując wkładu, pożyczam też niekiedy długopisu 🙂

        Polubienie

      2. ja to ta zawsze głupio uparta

        i po swojemu

        niby piszę na telefonie

         ale po ugładzeniu

        przepisuję w zeszyt

        tak, lubię się przyglądać i mozoleniu

        efekt kreśleń mnie uspokaja

        gdy stawiam wieloznaki

        wiem – jeśli sprawdziłam – nie mogło być lepiej

        😸

        serdeczności💞

        Polubienie

Dodaj odpowiedź do niekoniecznienierozwojowo Anuluj pisanie odpowiedzi