Festyn nienawiści – Lalka Voodoo
-Kim jestem? – dopóki nie nadasz mi imienia, jestem mirażem, splątanym zjawiskiem składającym się z niebytów i domysłów.
Przywołujesz mnie swoją nienawiścią – tą którą chowasz w sobie od zarania wieków. Pęczniała w tobie przez lata, na długo przed tym nim stałaś się w tym świecie. rozrosła się w tobie, scaliła z sercem, śledzioną, oczami. I te oczy właśnie – puste nienawiścią- dziś wpatrują się we mnie chcąc nadać mi imię.
Mój opór, moje błagania i dobrotliwe przestrogi nie docierają do ciebie. Czuję, jak zatrzymują kadr życia balsamując jego puls – oto się dokonuje – wolność wyboru – twoja wolność staje się mną, zamykam ją w sobie, ucieleśniam i już na zawsze staję się hologramowym zjawiskiem powtarzającym sekwencje kolorów w nieskończoność. Czarny – biały – biały -czarny – do utraty tchu do śmierci do rozpadu.
Nie wiesz co robisz – żonglujesz światem, którego nie pojmujesz – a to świat żongluje tobą. Podrzuca cię, robisz w powietrzu piruety, fikołki broniąc się zawzięcie przed upadkiem. A przecież odkąd powołałaś mnie do tutaj i teraz – przestałaś istnieć.
Jestem poza twoim pojmowaniem. mój niebyt zainfekował twoją świadomość, nie jesteś w stanie zarządzając marnym truchłem swojego umysłu mnie ogarnąć. Stałam się twoim pożywieniem, które skutecznie cię podtruwa. Nawet przypadkowy przechodzień może już teraz dostrzec pierwsze oznaki rozpadu.
Czasami jest mi cię żal. Naiwne dziecię, porzucone kiedyś na progu domu, w oddaleniu od siebie w ciągłym tańcu, w ciągłym ruchu – byle ktoś spojrzał, przytulił, pogłaskał. Niespokojność komórek, wieczna gonitwa, wieczny lęk – drżące ciało mimo minionych lat świetlnych odcinających cię od dzieciństwa.
-Proszę kochaj mnie kochaj! – Błaganie ledwo poruszające ustami – na zewnątrz serca, nie słyszalne nawet dla siebie samej – Kochaj mnie, kochaj! – chowa się w piwnicy i zarasta pleśnią. Na koniec jeszcze – Nie wiem czym jest miłość – surowym wychowaniem, pracą do utraty tchu? -Czymkolwiek tylko nie tym czym powinna być- odpowiedź zdziera naskórek z rozpychających się w świecie łokci.
Przypatruję się tobie z perwersyjną ciekawością tego kogo słowami powołujesz do swojego życia, nieświadoma, że już na zawsze nim zostanę, bo oto wypowiadasz moje imię a ja czekając na to cierpliwie wgryzam się w ciebie. I odtąd już to nie ja staję się tobą, ale ty mną.
Nadałaś mi imię i nie pomna tego co czynisz wypowiadasz je na głos, a świadkujące tobie osoby w swojej głupocie dają się porwać wirowi, który już na zawsze będzie nimi targał niczym uschniętym liściem.
Dokonało się. Przewędrowałam przez twoje wnętrzności – po kolei wprawiając w drżenie każdą komórkę ciała. W ciemności, w ciasnocie i obrzydliwości organów, musnęłam je, dotknęłam, naznaczyłam sobą. I w końcu, kiedy nasyciłam się tobą postanowiłaś wypowiedzieć mnie do świata. Oto jestem. I będę.
-Kim jestem? – już teraz dobrze wiesz. Wbijasz we mnie szpilki, które ranią ci serce, ale już nie możesz przestać – ból jest twoim sprzymierzeńcem, dzięki niemu łudzisz się, że żyjesz. Mało tego w swoim pozbawionym światła istnieniu, wydaje ci się, że możesz wpłynąć na życie innej osoby. Nie byłam ci do tego potrzebna – infekujesz innych swoją służalczością przekutą w moc najsłabszego człowieka na świecie.
Uśmiecham się, choć gdybym była człowiekiem może wykrzesałabym z siebie odrobinę współczucia – ale nie jestem. Jestem twoją Laleczką Voodoo – jedną z wielu, którymi bawisz się nie zdając sobie nawet sprawy, że w ten sposób stajesz się częścią ciemności wypełzającej z najgorszych, najpodlejszych zakamarków ludzkiej egzystencji.
-To ostatnia niedziela – dzisiaj się rozstajemy – nucisz pod nosem – tylko ta myśl – czy ty wiesz, że w tak naiwnie bezczuciowy sposób rozstałaś się z tą odrobiną człowieczeństwa, które w spazmach kona teraz w tobie, niewidziane, nieutulone, niczym mała, porzucona ty?
Zamykam oczy – poraniona wbijanymi szpilkami i spokojna – bo to nie moje ciało krwawi, ale twoje.
*voodoo rzecz jasna😁
jak dobrze Cię znowu czytać:))
zaglądałam ale jakosik nic nie było..saluti❣️
PolubieniePolubienie