Kurtyna


Na skraju mózgu, gdzieś za siedmioma górami i tyleż samo rzekami, żyła sobie pewna osoba, której nie znał nikt. nie ma więc sensu odwoływać się do jej nazwiska rodowego ani statusu społecznego, a tym bardziej jakoś jej tytułować.
Żyła sobie tam ta osoba, otoczona sobą, bo dość pokaźnych rozmiarów była i nic innego nie mogło jej już otoczyć – ze względów bowiem finansowych otoczenie było małą działeczką, a sąsiedzi nie skorzy byli to odstąpienia nawet źdźbła dodatkowej przestrzeni.
I w zasadzie nic więcej na ten temat nie da się opowiedzieć. Powinien być to koniec historii.
Ale skoro już coś się tam rzekło, to tamże również, musi wybrzmieć do końca.
Otóż owa osoba – powiedzmy skrajnie mózgowa – tak dla ułatwienia identyfikacji – owa osoba otóż, nic do świata- oprócz swojego własnego otulenie – nie przyniosła.
I znowu – koniec historii aż się prosi o kropkę.
Wiatr się zerwał jednak, i z tej nudnej opowieści zrobił taki huragan, że aż dech zapiera. Taka ciekawostka przyrodnicza się zadziała, że kropka w cholerę odleciała – rymować zachciała.
Lepiej jednak nie – lepiej, bo gorzej to lepiej, żeby nie było- mądrość ludowa się odzywa z progu w postaci małorolnego, albo nawet -za przeproszeniem – wyrobnika jakiegoś i bez przednich i tylnych jedynek w otworze gębowym zbyt inteligentnie to to nie wygląda -A czegóż tak gębę rozdziawiła, nie prosi na pokoje, zupy nie grzeje? Toć nowe walonki przyodziane czekają na zachwyt

-Oj nie o tym dziadku, nie o tym – próbuję się wykręcać, bo zupę wczoraj zjadłam, a pokojów ci u mnie tylko jeden i to nazbyt niezbyt obfity. Dlatego wypraszam dziadka choć długą podróż odbył między tu do teraz i lepiej, żeby coś z tego wynikło. Wołam więc przez łzy ostatnie zdanie przed pojawieniem się zjawy i kontynuuję, urywając wątek poprzedni, bo dość mam już ozdobników w postaci skołtunionych, wiosenną bryzą nie woniących przypadkowości w gościnie. No i ostatkiem siły mentalnej cieszę się, z istnienia osoby skrajnie mózgowej na łonach albo łanach, albo łamach tej oto tu.
Bo co mądrzejszy na świecie, wie, że skrajnie mózgowa osoba owa, roztaczając swoje otulenie na swojej prywatnej, wydzierżawionej od losu i upadłego właściciela ziemskiego z początków wieków przeszłych – to rzadkość osobliwa, nawet dla każdej innej osoby – no i stąd obecność walonków w moim pokoju – logika wywodu jest tak ostra jak zapach tychże.
Teraz wprowadza się dialog

-Dlaczegoż to, czegoż aż tak rzadkość bowiem?

-Nie powiem, nie powiem.
W ten sposób dowiadujemy się niechcący – bo kto chce – to niech sam sobie to załatwia – więc my – czyli w zasadzie ja i ktoś z twoich może – dowiadujemy się, że pogoda jutro będzie o wiele milsza.
Teraz znowu dialog nadlatuje

-Trzy kropki po wielokropku

-Nie powiem, nie powiem.
Akcja nabiera tempa kwantowego, czyli w zasadzie ślimaczy się bardzo zostawiając za sobą to coś, czego w piśmie wstyd użyć, a co stanowi o nazwie tego, bądź co bądź, inteligentnego stworzenia. Parafrazując – racę – świetlisty znak na ziemi -obleśnie przydatny, gdy ktoś albo ty się gdzieś tam zgubisz.
Oczywiście- nie musisz mi przypominać ani punktować mnie za zawężenie wąskiej i tak już fabuły do ślimaka, który przecież mógłby wyrosnąć na pokaźnego rozmiarowo bohatera ostatniej, sałatowej akcji.
Coś jednak zadrżało, niechybnie to przechylenie czary zwycięstwa na stronę skrajności mózgowej. Wyłaniając swoje otulone ciało, osoba otulona wygrywa przez aklamację- swoją własną- wyścig ze ślimakiem o czas prawie długowieczny.
Pomijam tutaj pominięcie by nie komplikować akcji – i wypijam sobie którąś tam kawę z kolei. Kolej jednak rusza bez ostrzeżenia i wyprowadza mnie i manowce na Przełęcz Kotlińską jakąś. By się odnaleźć podręcznikowo panikuję – nie zapominając o zeszycie ćwiczeń i w trzy linie, które z pewnością w czymś mogą mi pomóc – na przykład w ucieczce do wieczności na przykład też.
Ale wieczność pozostaje poza zasięgiem przepuklinowej wspinaczki z kotliny na wzgórze i z powrotem przez kanion aż do Radomska być może.
Dialog wrzeszczy

-Ja już tu byłam wcześniej…

-Nie powiem, nie powiem.
Od razu wyraźniej słychać samogłoski, już nie takie Zosie- samosie.
Podróż wydłużyła się niemiłosiernie, choć transport w postaci ślimaka tego zupełnie nie zapowiadał.
Najlepiej jednak wrócić już do wyschniętego źródła i wprowadzić w życie wiedzę z zakresu reanimacji starych, błotnistych bagien, wygrzewając ręce na matowym słońcu, użyć bioenergoterapii tymi ręcami spracowanymi, dumnymi i honorowymi niczym Bóg, Honor, Ojczyzna, Matczyna Rana i Siła Przyciągania do życia placków – o ile szczęście sprzyja tylko krowich – i przemilczeć całkiem dojrzałym milczeniem losy bohaterki zupełnie nieheroicznej bynajmniej również.
Owa bohaterka bowiem, zupełnie zapominając, albo wręcz przeciwnie – trochę się jakby wyblakła fabułowo na kartach opowieści, z której jedyne co pozostało to naiwne i przekorne- Nie powiem, nie powiem – dialogu, który wcisnął się tutaj nie proszony i nie wniósł nic nowego a nawet nic ze staroci zdatnych do recyklingu społeczno – kulturowego.
Tak więc kropka wybrzmiawszy już na początku, teraz jakaś zawstydzona stoi w kącie i co już krok do przodu zrobi to znowu dwa się cofa i jakoś ta choreografia jej niezdecydowanie ostateczna jest.
Jednak nie chcę być draniem -skrajnie mózgowa osoba, siedząc na brzegu swojej skrajności, wymachuje sobie swoimi zbyt okrągłymi nóżkami nad myślami, płynącymi w głowie innej czyjejś – bo tak jej się życie w jej świat wepchnęło, że aż trzeba zewnętrzności by oddzieliła ją od niej we wnętrzu, wkładając w nią siatkę – może w końcu zauważy , że ta sama zewnętrzność od początku tak ją otuliła, że aż drutu kolczastego trzeba, by osoba otulona zauważyła że przyduszana była, dlatego, i stąd słowa w dialogu

-Nie powiem, nie powiem.
Kurtyna.

5 myśli na temat “Kurtyna

  1. skrajności mózgowe i wielokropki, kurtyna !:) super

    otulający drut kolczasty, wyblakłość fabułowa…

    mega połączenia 🙂

    podziwiam 😊

    Polubione przez 1 osoba

      1. 🙂 lubię czytać, Ciebie jak najbardziej.

        Jeśli uznasz, że nie chcesz mej osoby pod swoimi tekstami, no to przestanę bywać, bo nigdy nie narzucam siebie.

        Jestem Ci wdzięczna za inspirację, a i za dużo treści, które w pewnym stopniu mi pomogły Coś zrozumieć.

        jak to mówią, każdy człowiek pojawia się na naszej drodze po coś…

        Seeeerdeczności.❣️

        pst.kolejny tekst też przeczytałam i pozostaję, jak zawsze, z uznaniem dla Autorki.

        😁

        Polubienie

Dodaj odpowiedź do TylkoJestemOna Anuluj pisanie odpowiedzi