Perpetuum Mobile Swornychgaci


Wydarzyło się to jakiś czas temu. Nie pamiętam dokładnie ani godziny ani nawet minuty, ale na pewno było to jakiś czas temu. Niebo nad Berlinem wtedy pokrywały ciemne chmury a Lizbona promieniała błękitem i miłością – tego akurat też nie pamiętam, ale wymyślam, bo potrzebuję zanurkować w feerii kolorów dla kontrastu z szarością słów puszczanych na wiatr.
Kontrastuję również moje myśli i ciało i oddech- akurat z tym ostatnim – w sensie- występującym na końcu a nie ostatecznym – jest najłatwiej sobie poradzić. To nawet trzy latek potrafi – wdech – jest powietrze – wydech – nie ma.
Niestety akurat kontrastowanie oddechu mnie przyhamowało – może przez niedostateczne utlenienie mózgu, straciłam wątek i sens tej wypowiedzi pisemnej. Ale już wracam, chwytam się chmurki pary wyciekającej z ust kogoś, kto na drugiej półkuli ziemskiej właśnie doświadcza pierwszej w swoim życiu zimy stulecia, zastanawiając się, czy dane mu będzie przeżyć jeszcze jedną taką, bo szanse jednak statystycznie są kiepskie, biorąc pod uwagę, że właśnie dzisiaj obchodzi swoje setne urodziny.
Cóż więc, nie pozostaje nic innego jak dopłynąć do brzegu, zebrać z plaży śmieci pozostawione tam przez nieuważnych konkwistadorów i wrócić na strych, by schować się przed nadciągającym upałem – „och jaka szkoda, że te obłoczki płynące nie są z waniliowego kremu” …

Uważny czytelnik od razu wychwyci błąd myślowy – strych i upał to niezbyt dobre połączenie. Paradoksalnie lepsze mimo wszystko niż upał i piwnica – to zupełnie jasne dla każdego kto już kiedyś próbował zapalić zapałkę w zagrzybionym i oblepionym łatwopalnymi lekami środowisku, z którego istnienia nie zdawał sobie sprawy a które czyha tylko na sposobność wciągnięcia, potknięcia, popchnięcia i zwinięcia w kokon. Nie ważne – w czasach, w których żyjemy, nawet złe połączenia mają znaczenie, jeśli w ogóle się pojawiają.
Wróćmy jednak do wydarzenia, które się wydarzyło. Zadziało się, zaistniało i procesuje od tamtego momentu do teraz i jak się go nie przerwie, to będzie się wydarzało i wydarzało aż nie wiadomo do kiedy.
Postanowiłam wtedy – w momencie wydarzenia – zawiesić działalność rozwojowo – duchową na czas nieokreślony, choć teraz już to widzę, że pojawienie się nieokreśloności jednak pozostawiło jakąś nadzieję.
Nie to, że dotarłam do bankructwa, nawet nie. Po prostu te wszystkie koszty, podatki, składki społeczne – no wiecie, to wszystko, jakoś mnie tak zamieszało wewnętrznie, że aż strach.
Zaczynając działalność, przecież nie zdawałam sobie sprawy z konieczności płacenia podatku, tak niewinnie brzmiącego – odpowiedzialność. Kto zresztą ma taką świadomość? I w ogóle o co te pretensje, ten społeczny ostracyzm, bo co, bo kiedy, bo w ogóle. Aj dajcie spokój!
Poranek skłania się ku końcowi- a ja lubię pisać tylko rano – dopiszę jeszcze parę zdań i tyle.
Taka przypadłość – mgła mózgowa, która miast zgodnie ze swoją naturą w ciągu dnia opadać u mnie w miarę upływającego dnia, podnosi się do poziomu kory mózgowej i trwa nieprzerwanie aż do następnego poranka. Oczywiste jest to, że w tych okolicznościach wolałabym, żeby dni składały się tylko z poranków, ale wtedy nie byłoby drzemki popołudniowej -więc nie wypowiadam życzenia na głos.
Wrócę jeszcze tylko do zawieszonej działalności – to nie był dobry pomysł -wiadomo. Na szczęście raz rozpoczęta działalność duchowa przybiera formę AI i sama siebie aktywuje, interpretuje i tworzy, powodując zaskoczenie i spustoszenie w pracowitym umyśle, aż do punktu, w którym umysł, już nie wie, nie pamięta, i śpiewa wbrew sobie „Powrócisz tu, gdzie klucze białych chmur” a Marzyciel w tobie „Leżałby sobie jak leży, Na tej murawie świeżej, wyciąga tylko rękę i je, i je, i je”.
Tak oto zupełnie nieświadomie wpadłam na istnieje Perpetuum Mobile we Wszechświecie a jest nim ta nasza powszechna, cichutka, zwinięta w kłębek, gdzieś w kąciku serca, działalność duchowo- rozwojowa

5 myśli na temat “Perpetuum Mobile Swornychgaci

  1. nie dalej jak wczoraj napisałam to…no powiedz sama…gdzieś te myśli latające się muszą cholera przecinać, bo jakże to??

    „należy się pokoleniowym”

    wsłuchana w poszum traw 

    leżę na łące

    przyglądam się bezchmurnemu niebu

    podkładam dłonie pod głowę

    i myślę jaki był świat 

    bez agrowygód

    (najjawniej?)

    bez sekundowych rolek

    i social medium

    i bez tej technologii skorumpowanej

    wykradanym czasem 

    bez nieustannego sprawdzania telefonu

    czy będą rozumieli?

    ile dają przy twarzy źdźbła – kołyszące

    łagodność kontrastów nieba i ziemi          

    czym uspokaja zapach wyrosłych w szczerym polu

    ?

    wzdycham leciutko

    ktoś nagle staje przede mną cieniem

    w przestrachu prostuję się gwałtownie

    zabolało

    – znów widzę te wyblakłe szare bloki, szare ulice

    (przenika mnie myśl: 

    czy kolor szary powinno się odświeżyć?)

    na wprost (niczym nad muchą pokraczny pająk?)

    tkwi

    strażnik miejski

    coś jakby mówi – że do mnie?

    aaa, już się przełączam

    – co pani, oszalała? jest zakaz, znak!

    nie do leżenia jest miejska kwietna łąka!

    i jaki to przykład pani daje młodzieży?!

    (mam dzielić wstyd?)

    ludzie kręcą głowami

    stara wariatka – słyszę gdzieś z prawej

    he he – nagrałeś? dodają z lewej

    powstaję z trudem

    – autobus się spóźniał

    mówię pokornie, cichutko, głosikiem drżącym

    – a ławki zajęte

    na szczęście uwierzył

    cóż, wiek chociaż mnie wybronił

    starość nie radość

    ale dla reszty (co najmniej?) może być jeszcze

    odruchów (zbyt naturalnej?) tęsknoty

    wytłumaczeniem?

    saluti❣️

    Polubienie

      1. bywa, że trawa mi szumi rebelią

        – co z gruntu rozumiem

        nie muszę więc grzebać

        umarłych ziaren czekając aż wzejdą

        🧘🍀

        Polubienie

      2. 😁ba! Są niestety ziarna które już obumarły, nie wskrzesi się ich, aczkolwiek nie byłabym sobą gdybym nie próbowała ;)) może zbyt po swojemu, na głupio – ale próby podjęłam.

        moje wiersze to tylko słowa

        nie narzucam, nie wciskam pod skórę

        lecz – jeśli cię przejdą – proszę, zachowaj

        nieostatecznie (niech przepływają wolne)

        kiedy dryfujesz

        a gdybyś zechciała

        dokądś dopłynąć – choćby „na wczoraj”

        podam, podrzucę

        nie cel lecz siły

        dla ludzkich działań

        bo moje wiersze to tylko gra słowa

        dopóki wierzysz, dopóki słuchasz

        nic nie przepada

        ****

        mają moc żywych

        ❣️

        Polubienie

Dodaj komentarz