Sen

Co mogę jeszcze zrobić? Czego jeszcze spróbować by w końcu się obudzić?
Wtedy o tym nie myślałam. Nie myślałam o niczym. Chciałam zasnąć, przede wszystkim nie myśleć. Wydawało się, że będzie to najlepsze wyjście – najprostsze, bo przecież te najprostsze są najdoskonalsze. Kilka miesięcy snu. W tym czasie miną burze, huragany, odwilże. Zabawne – kiedy teraz o tym myślę najbardziej męczyły mnie odwilże. Rozłożone w czasie, ociekające nadzieją – odwilże, roztapiające bruzdy na drodze, zmiękczające ziemię – Świętą Ziemię.
Decyzja podjęła się sama – była konsekwencją nicnierobienia. A może po prostu łatwiej mi w ten sposób myśleć?
Poddałam się wydarzeniom nie zdając sobie sprawy, że były one jedynie iluzją tego czego pragnęłam. Przekłamaniem, zakrzywieniem przestrzeni, tanimi marzeniami sprzedawanymi na sztuki na podmiejskim targu. Bo właśnie tam było moje miejsce – na obrzeżach, w ciemnych zaułkach, z których jak na ironię dostrzec można było pobłyskiwania wielkiego świata. Wielki świat obserwowany zza obdartego muru, w którym ktoś kiedyś wywiercił dziurę palcem, ile tych ktosiów musiało być, by w murze o szerokości tysiąca lat wywiercić szczelinę, judasza powiększającego ziarenko piachu do rozmiarów pustyni?
Do dziś moja perspektywa pozostaje zawężona – widzę tylko fragment rzeczywistości o kształcie nierównego, poszarpanego prostokąta– w ten sposób widzenie i rzeczywistość stały się jednym.
Sen nadszedł zza rogu. Zamówienie zostało zrealizowane zgodnie z oczekiwaniami. Po opłaceniu przelewem dość wygórowanej ceny – jednak przystępnej, bo dopasowanej do możliwości klienta – reszta potoczyła się spokojnie w rytmie nuconej kołysanki.
Zasnęłam, nie doczytawszy umowy do końca. Jak wszyscy ludzie na świecie, nie zwróciłam uwagi na drobny druk.
Oczywiście nie mogę mieć pretensji do nikogo, nawet do siebie. W ogóle nie mam już takich uczuć w sobie – podobnie jak wszystkich innych – co bez wątpienia jest nieoczekiwanym bonusem – śmiem twierdzić, że nawet lepszym niż zakup sam w sobie.

Pierwsze przebudzenie było przepełnione entuzjazmem- naiwne, szczeniackie.
Zachłyśnięcie się światłem, zimno przeszywające ciało, gęsia skórka, parcie na pęcherz. Po chwili głód tytoniowy i głód dotyku.
Rozczarowanie. Tak, akurat to pamiętam najbardziej. I złość. Nieuzasadniona agresja, jak potem ktoś stwierdził – nieuzasadniona agresja wobec siebie – tego zapomnieli dodać.
Nie trwało to zbyt długo – przynajmniej tak mi się wydaje – może godzinę, może tydzień albo rok. Brak poczucia czasu to jeden z głównych skutków ubocznych długotrwałego, oczyszczającego snu.
Trochę mną wstrząsnęło, ale wtedy jeszcze nie na tyle mocno, by zacząć coś podejrzewać, coś więcej niż tylko własny brak wiedzy spowodowany brakiem doświadczenia. Zanim na dobre skala problemu do mnie dotarła – zapadłam ponownie w sen.
Ulga, którą poczułam przez ułamek sekundy nim moje oczy na dobre się zamknęły, okazała się przedwczesna i krucha niczym zamarznięte rzęsy, swobodnie odpadające jedna po drugiej pod wpływem niekontrolowanych ruchów gałek ocznych.
Co się dzieję, kiedy śpię?
Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli na coś nie patrzysz to tego nie ma. Więc kiedy śpię, świat znika. Przestaje istnieć. Na tym oparto strategię marketingową firmy. Nie będziesz przecież żałował, że spisz, skoro świat znika. Niczego nie tracisz, nic cię nie omija.
Złapałam się na to, zachłysnęłam ideą, pomyślałam, fajna sprawa, taka próbna śmierć a jednak nie śmierć – bo sen nie przypomina śmierci, jej zadęcia, patosu i kokainowej rozpaczy.
A teraz widzę ciebie, jak znudzona przewracasz oczami i myślisz na głos – no niech w końcu wejdzie ten gość i każe wybrać niebieską albo czerwoną tabletkę. Bo przecież o tym to jest, prawda? Następne tysiące zdań o tym samym – teraz już nawet dzieci w przedszkolu wiedzą czym jest matrix – i nie przeraża je iluzja rzeczywistości, choć czasem się moczą w nocy, bo potwór pod łóżkiem, nieistniejący w ciemności jednak istnieje.
Nie zasnęłam, wymyśliłam to sobie. Tak jak całą resztę – wschód słońca, jadącego olbrzyma na malutkim składaku, jamnika, o którym ni stąd ni zowąd – przypomniał sobie świat.
Nie było nagłego przebudzenia, ani nawet znudzonej ciebie. Prawda przywołana wcześniej, skompromitowana schowała się za swoją lepszą połową – kłamstwo ogarnie wszystko, bez wstydu, bo jak można wstydzić się swojej natury?
Więc co się dzieje, kiedy śpię? Nie wiem, opowiem wam, kiedy się obudzę.

5 myśli na temat “Sen

  1. o widzisz🫣 a ja właśnie wrzuciłam tekst by się obudziła…

    no kurczę :))

    czyta się Ciebie jak Zawsze z zaintrygowaniem, że co dalej?…i tyle w tym treści i myśli.

    jestem pod wrażeniem

    👍⭐

    Polubienie

      1. zabrzmiało jakby to było nie wiadomo co i ho ho ;))

        ale dziękuję. i mam nadzieję, że czase zaglądasz 🫣

        serdeczności🍀

        Polubienie

Dodaj odpowiedź do TylkoJestemOna Anuluj pisanie odpowiedzi